53. Jesteś niepoprawna.
Siedziała na mnie, łagodnie unosiła się i opadała, a jednocześnie ruszała na boki igłą, która spoczywała w moim pępku.
W pewnej chwili do pomieszczenia weszła druga laska. Była jeszcze młodsza od swojej poprzedniczki. Nie miała więcej jak dwadzieścia pięć lat. Bardziej mi się podobała. Była jeszcze więcej podniecająca.
Miała lekko rude, proste włosy sięgające do ramion, ciemne oczy, ładną buzię i miły uśmiech. Była też posiadaczką, nie za dużych, skromnych piersi, ale za to wyposażonych w solidne, ceglastoczerwone brodawki i sterczące sutki. Między jej zgrabnymi udami kłębił się ciemny zarost.
Stanęła koło łóżka, wyprężyła się, splotła dłonie na pośladkach i powiedziała:
-Sandra, jesteś niepoprawna. Na chwilę nie można zostawić cię samej. Co ja z tobą mam?! Miałaś przeprowadzać testy, a nie na niego od razu włazić?!
Ta która na mnie siedziała, nawet na chwilę nie przerwała swoich ruchów w górę i w dół, lecz tylko odezwała się, nieco zmieszanym, tonem:
-Ale ja… nie… To przecież było konieczne.
Ruda spojrzała na nią i skrzywiła nieco twarz.
-Ta… akurat… włażenie na obiekt doświadczeń?! Antidotum chociaż brałaś?
-Antidotum?! To trucizna? Przestań.
Ta skrzywiła się jeszcze bardziej, ale już się nie uśmiechała.
-No to już po tobie. Wiesz co muszę zrobić?!
-Daj spokój, poradzę sobie z nim.
-Właśnie to widzę. Całkiem już przejął nad tobą kontrolę.
-No coś ty?! Eksperyment trwa.
Ruda nie dawała za wygraną. Najwidoczniej zależało jej na koleżance.
-Podam ci leki, - odezwała się troskliwym tonem.
Ta jednak zaprzeczyła.
-Nie.
Koleżanka nie poddawała się. Wyjęła z kieszeni fartucha małą strzykawkę z igłą, uniosła do góry i naciskając tłoczek wypuściła powietrze.
-Zrobię ci zastrzyk.
-Nie. Proszę, Laura. Panuję nad sytuacją. Z niejednym takim dawałem sobie radę i nigdy nie brałam leków.
Podeszła do niej i przymierzyła się do jej ramienia.
-Zrobię ci zastrzyk, bo za chwilę nie będziesz miała już siły.
-Nie. Nie chcę.
-Od samego początku pracujesz z tymi odmieńcami i niczego się nie nauczyłaś? W jego organizmie nastąpiła już któraś z kolei i generacja mutacji. Bardzo dobrze wiesz, jak silne są te feromony i w jaki sposób działają na człowieka. Właściwie to i mnie nie powinno tutaj być.
Koleżanka spojrzała w sufit i, drżąc, westchnęła:
-Poczekaj chwilę. Oh… poczekaj! Tylko jeden orgazm! Proszę.
-Żartujesz?! Nie ma mowy! Jesteś uzależniona. Wysyłam cię do izolatki!
Poruszała igłą w lewo i w prawo. Unosiła się i opadała. Jej słodka cipeczka kurczyła się w coraz intensywniejszych spazmach.
-Proszę. Jeden orgazm. Później zrobisz ze mną wszystko co będziesz chciała.
-No dobrze, ale tylko jeden. I tak nie wiem czy nie będzie za późno.
-Zobaczysz, wszystko będzie dobrze, obiecuję.
Spojrzałem na rudą i odezwałem się:
-Hej mała, chcesz buziaka?!
Sam nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Może, po prostu, chciałem zażartować, A może to była jeszcze jedna strategia polowania, coś nowego, z czym jeszcze się nie zetknąłem?
Ta spojrzała na mnie, uśmiechnęła się szyderczo i powiedziała:
-Niezły jest. No przyznam, że niezły.
Nie wiedziałem, jaki skutek, osiągnęły moje słowa, ale czułem, że powinienem tak zrobić.
-Jeden mały buziak, dziewczyno. Przecież codziennie rano bierzesz zastrzyk uodporniony, co ci może grozić?!
Spojrzała najpierw na mnie, później na starszą koleżankę, zgrabnie poruszającą się na moim koniu, i odezwała się:
-Wiesz co Sara, zabawny ten twój wampir? Podoba mi się. Chyba dam mu tego buziaka, niech skręca się z rozkoszy. Mam nadzieję, że porcja serum, którą sobie zaaplikowałam, jest wystarczająca.
Po chwili, nie zwracając już tak dużej uwagi na swoją przyjaciółki, podeszła do mojej twarzy, pochyliła się, otworzyła usta, delikatnie wysunęła język i dotknęła moich warg.
Pocałunek był krótki, ale głęboki i namiętny. Kiedy się ode mnie oderwała, przewróciła wymownie oczami, potrząsnęła swoją grzywką i westchnęła:
-Oooooch… wiem, że nie powinnam tego robić. To wbrew zasadom, wbrew regulaminowi, ale nie mogłam się oprzeć. Kontakt z nimi jest zawsze tak samo upajający, prawda Saro?
Patrzyłem na nią, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Zrobiła dziubek.
-Słodki jesteś, wampirku, - powiedziała jeszcze raz.
-Wiem przecież. Chcesz jeszcze?
Uśmiechnęła się i pokręciła głową.
-Nie, nie… o nie, wystarczy, - odezwała się, pełnym cierpienia, głosem.
Wiedziałem, że tego chce. Najwyraźniej, cały czas ze sobą walczyła.
-No chodź, spróbuj. Przecież nic ci nie grozi. Brałaś leki, więc jesteś odporna. Wiem, że chcesz spróbować.
Złączyła uda i pocierała nimi o siebie, niczym dziewica. Spostrzegłem kilka kropel nektaru, wydobywających się z jej cipki.
-Nie kuś, nie ulegnę ci, - powiedziała cicho.
Druga, ta która siedziała na mnie, dochodziła właśnie do finału. Wygięła plecy do tyłu, energicznie masowała swój wzgórek i podskakiwała, jak piłka.
Coraz bardziej zaczynało mi się to podobać. Najwidoczniej, one obydwie nie zdawały sobie sprawy z tego, z kim mają do czynienia. I jednej i drugiej wydawało się, że panuje nad sytuacją.
Tymczasem, prawda była, zgoła, inna. Nie wiedziałem jakie preparaty przyjmowały, ale byłem pewny, że, albo w ogóle nie działają, albo są zbyt słabe. W tej całej sytuacji, widziałem szansę ucieczki dla siebie i chciałem to, jak najlepiej, wykorzystać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz