Szukaj na tym blogu

27 lutego 2018

Wampir.

67. Rzadki kisiel.


Objęła ustami samą głowicę mojego fiuta. Nie robiła nic więcej, po prostu, tak zastygła. Czekała pochylona nad moim podbrzuszem, jej włosy, co chwilę, muskały moją skórę. Czułem, wszechogarniający, ciepły i wilgotny dotyk.
Czas płynął, minuta po minucie, a ona, nie robiła nic. Zastanawiałem się, o co jej właściwie chodzi. Czy to już wszystko, co ma mi do zaoferowania?
Robiło mi się coraz bardziej błogo i przyjemnie. Byłem coraz bardziej odprężony, ale, mimo to, niesamowicie podniecony. Miałem wrażenie, że to ona, jest wampirem, a ja ofiarą.
Nie robiła nic, spokojnie trzymała moją fujarę w swoich ustach, tylko, co chwilę, zerkała w stronę mojej twarzy, jakby chciała się upewnić, czy podąża właściwą ścieżką.
Słodkie, rozkładające na łopatki, przyjemne uczucie, stopniowo ogarniało całe moje ciało. Było mi tak dobrze, że nie chciałem nic więcej.
-Och... ach... dziewczyno zrób coś... proszę, - z moich ust wyrwały się błagalne słowa.
Kiedy, po dłuższej chwili, nie doczekałem się żadnej odpowiedzi, byłem przekonany, że nie mogę liczyć na, jakąkolwiek, współpracę. Czułem się coraz słabszy, ale, mimo to, nie chciałem przerywać tego, co ze mną wyczyniała.
Po jakimś czasie zacisnęła palce swojej rączki u podstawy mojego korzenia i naciągnęła skórę tak mocno, że aż zabolało. Poprawiła też uchwyt ustami, robiąc delikatne półobroty głową.
Wszechogarniająca słodycz zawładnęła każdą komórką mojego ciała. Nie byłem w stanie skupić się na czymkolwiek konkretnym. Pulsowanie i szarpanie targało coraz większą ilością moich mięśni. Wiedziałem, że wytrysk jest kwestią następnych kilkunastu sekund.
Czułem się wspaniale. Zdawało mi się, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Pragnąłem oddać jej wszystko, nie pozostawiając sobie nic. Nie było mi nawet potrzebne moje życie. Miałem wrażenie, że należy już do niej. Chciałem trysnąć, chciałem strzelić w jej gardło.
-Ooooooooh!!! - wrzasnąłem, czując potężny impuls, targający moim podbrzuszem.
Kolejne porcje gorącej spermy wyskakiwały z mojego prącia raz po raz. Była taka słodka, a ja zalewałem jej gardło, w takim tempie, że nie nadążyła przełykać.
W końcu uwolniła go ze swoich ust i odsunęła się na parę centymetrów, wciąż pozostając na celowniku mojego, prującego seriami, karabinu. Nie odsuwała się, nie zasłaniała, pozwalała opryskać sobie policzki, usta, nos i oczy. Nasienie spływało z jej buzi, niczym rzadki kisiel. Po chwili wyglądała, jakby nałożyła na swoją śliczną facjatę maseczkę kosmetyczną.
Kiedy, jak już się zdawało, że wyskoczyła ze mnie ostatnia kropla, spojrzała przed siebie szczęśliwym, trochę nieobecnym, wzrokiem i odezwała się cicho:
-O to chodziło, tego było mi właśnie potrzeba.
Później powoli odwróciła się w stronę koleżanki. Przejechała dłońmi po swojej twarzy, zebrała lepką, aromatyczną substancję i  rozprowadziła ją na piersiach. Na jej ustach malował się cukierkowy uśmiech zadowolenia.
-Wiedziałam, że jesteś szalona, - odezwała się Sandra.
Była ładna, zgrabna, młoda i pełna wigoru. Stała przede mną, kompletnie naga, do połowy umazana w moim budyniu. Wciąż jej chciałem, niezależnie od tego, co miałoby to oznaczać.
-Teraz go dosiądę i wycisnę z niego ostatnią kroplę, - powiedziała to z taką pewnością siebie, że aż mnie wystraszyła.
Teraz znów wykonała półobrót i stanęła twarzą w twarz ze mną.
-No wampirku, jesteś gotów na prawdziwe, gorące zbliżenie?
-Jak nigdy dotąd, dziecinko, - odpowiedziałem.
-Czy zdajesz sobie sprawę, że teraz twój ptaszek zaćwierka w mojej cipce?
-No jasne. Zobacz, nawet nie opadł, - zaśmiałem się.
-Jeszcze jej nie znasz. Nie boisz się?
-Niech się stanie, co się ma stać. Chodź do mnie, - zawołałem.
-No, no... naprawdę tego chcesz?
Pochyliła głowę. W jej oczach była dzikość. Rozchyliła płatki swojej różyczki, by zaprezentować całe jej wnętrze.
-Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, w co się pakujesz, ale dobrze, że jesteś posłuszny. To bardzo ułatwia sprawę.
Trudno było mi rzetelnie ocenić sytuację. Zdawało mi się, że jej ciało, jak i twarz, zmieniają się z każdą chwilą.
Piękniała, albo ja byłem, coraz bardziej, odurzony. Złożyła ręce pod brodą i łokciami przycisnęła piersi. Była jak niewinna rusałka, lecz wiedziałem, że nie może być to prawdą.
Była bezwzględnym zwierzęciem, tak, jak ja. Wszystko inne było tylko grą, mającą na celu wyciągnięcie ze mnie jak największej ilości energii.
W końcu zrobiła ukłon, niczym balerina i rzuciła:
-W takim razie, zaczynajmy.
Dostała się na kozetkę od strony moich nóg, bardzo szeroko rozłożyła swoje uda i, zdecydowanie, ale bez zbędnego pośpiechu, zaczęła opadać.
Kiedy, jej cipka dotknęła głowicy mojego fiuta, odpłynąłem w niebyt przyjemności.


Anal Creampie - Standing Sex in Stockings - Hot Porn GIF

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...