4. Co masz w rozporku?
Usiadła na wprost ze spuszczonymi nogami i szeroko rozsunęła kolana. Następnie do końca rozpięła bluzkę. Wrażenie, jakie na mnie zrobiła, było tak silne, że, o mały włos, nie dostałem czkawki.
-Boże, Anka! Aniu, co ty robisz?!
Uśmiechnęła się słodko.
-Nie chcesz?!
-Nie! Tak, tak… Boże, ale z ciebie dupa! - wyrwało się z moich ust.
Roześmiała się w głos, a później stanęła naprzeciw mnie w samym staniku. To znaczy, miała jeszcze na sobie dolną część garderoby, ale ja już i tak tego nie widziałem. Jedną dłoń położyła na biodrze, a palcami drugiej znów dotknęła swoich ust. Przeciągnęła się jak kotka.
-Wiesz, jak dawno nie miałam faceta?
Pokręciłem głową. “No to teraz naprawdę się wpakowałem” - pomyślałem z niepokojem, - “to wygłodniała wilczyca, która pożre mnie żywcem.”
Nie dała mi nawet dobrze przemyśleć tego, co akurat się działo, bo już po chwili, jakby przypadkiem, odwróciła się do mnie tyłem i rozsunęła zamek błyskawiczny na swoich pośladkach. Boże jaka ona była atrakcyjna. Cały płonąłem z pożądania.
-Jaki lubisz seks? oralny? analny? a pozycje? hmm… na jeźdźca, czy po bożemu? No mów, jestem otwarta na wszelkie propozycje.
Szczęka mi opadła do samej ziemi. Po prostu mnie zatkało. Jeszcze żadna kobieta tak otwarcie nie powiedziała mi wprost, czego chce, a tu proszę, moja szefowa, taka groźna i niebezpieczna… Coś musiało w tym być.
-Tylko nie mów, że nie lubisz się bzykać, bo w to nie uwierzę.
Myślałem, że się na nią rzucę. Kutas o mało nie rozerwał mi spodni.
-Ale… - wyjąkałem.
-No co, - puściła do mnie oczko.
-Dlaczego ja?
Znów zaczęła się śmiać.
-I ty mi to mówisz?! - westchnęła zaczepnie.
-Co?!
Patrzyła na mnie. Między nami iskrzyło tak, że myślałem, iż pokój za chwilę się zapali. Przez głowę przebiegła mi tylko jedna myśl: “zaraz mnie zgwałci”.
-Widziałam, co masz w rozporku… - rzuciła pewnym i stanowczym głosem.
No tak. Koniec dyskusji. Jej argumentacja rozłożyła mnie na łopatki.
-Rozumiem, kiedy? - powiedziałem dość spokojnie.
Przejechała językiem po ustach.
-Jakiś czas temu.
-Z kim? - spytałem.
-Ola, - odpowiedziała.
Wiedziałem o kogo chodzi.
-Aha… ta asystentka?
Pokiwała głową.
-W łazience. Tuż obok twojego gabinetu, - przypomniałem sobie na głos, - Dwa miesiące temu. Była rewelacyjna. Szkoda, że już nie pracuje.
-No tak… miałam przyjemność podziwiania, jak używasz tego, co masz między nogami i, powiem szczerze, skłoniło mnie to do zaproszenia cię tu dziś.
Jej spódnica znajdowała się na kostkach. Znów usiadła na biurku. Oprócz kremowego biustonosza i majtek, miała też na sobie czarne pończochy z podwiązkami oraz piękne, delikatne szpilki.
-Będziesz tak siedział, czy także pozbędziesz się kilku ciuchów?
Rozejrzałem się nerwowo po pomieszczeniu. Nie przywykłem do rozbierania się w biurze. Cały czas miałem wrażenie, że ktoś na nas patrzy. Tak, czy inaczej, ona bardzo tego chciała i, najwidoczniej, nie zamierzała przerywać tej gry.
-Spokojnie, nikogo nie ma. Jeśli zerżniesz mnie porządnie, zapomnę o twojej wpadce.
Przełknąłem ślinę, a ona mówiła dalej:
-Jeżeli się bardzo postarasz i moja cipka będzie zadowolona, dostaniesz ekstra premię.
-Rozumiem, - stęknąłem.
-Mogę też zaprosić cię na obiad do jakiejś fajnej knajpy. Co ty na to?
Po kolejnych dwóch minutach nie miała już na sobie kompletnie nic. Nie przypominała już tej ostrej i niedostępnej szefowej, którą była jeszcze pół godziny temu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz