3. Chcę cię wykorzystać.
Wysunąłem się ostrożnie i powoli odwróciłem głowę. Znajdowałem się dokładnie pośrodku. Modliłem się tylko, żeby na mnie nie siadła. Cholera wie, co mogłaby zrobić. To byłoby już całkowite upokorzenie. Czułem się, jak robak pełzający po podłodze.
Kiedy zobaczyłem jej oczy, wiedziałem, że nie będzie łatwo przebrnąć przez tą sytuację.
-Dziękuję, panie Stasiu. Niech pan usiądzie, - usłyszałem jej głos.
Zrobiłem co chciała.
-Nie tam. Tutaj, bliżej, - pokazała mi krzesło obok siebie.
Usiadłem i czekałem. Ustanowiła się na biurku sekretarki. Tak samo jak wcześniej. Nie próbowała już nawet udawać, że chodzi o coś innego. Pochyliła się na jeden bok, oparła dłonią o blat i, ustawiając jedną stopę na jego powierzchni, szeroko rozchyliła uda.
Czarna, obcisła spódnica była już tylko dodatkiem, świadczącym o tym, że kiedyś spełniała swoją funkcję. Widziałem tylko jej majtki. Chociaż nie tylko. Pod delikatną półprzezroczystą bluzeczką znajdował się biustonosz w identycznym kolorze.
-Pani dyrektor… nie… - zaprotestowałem.
Spojrzała na mnie spod opuszczonych powiek.
-Dlaczego?
Próbowałem zapanować nad oddechem i łomoczącym sercem.
-Bo… - zacząłem.
-Bo?! - zapytała stanowczo.
-Jestem tylko pracownikiem… - wiłem się jak piskorz.
- I… - znacząco zawiesiła głos.
Nie bardzo wiedziałem, o co jej chodzi.
-Słucham?
-I co z tego? - przyparła mnie do muru.
Chciałem, by zrozumiała moje położenie, dlatego starałem się jak mogłem.
-Ale…
-Tak?
-Mam żonę.
-Aha… a chcesz pracować?! - odezwała się jeszcze dobitniej.
Przełknąłem ślinę.
-Oczywiście, - zgodziłem się.
-Więc nie gadaj tyle, tylko zabieraj się do roboty.
To był koniec. Wszystko jasne, wyłożyła karty na stół.
Oczywiście, nie ma co się oszukiwać, byłem facetem i wiedziałem dokładnie w czym rzecz. Wiedziałem, jak mam się zachować. Tyle tylko, że ciężko było mi się przełamać. Ona była, jednak, moją bezpośrednią przełożoną. Na dodatek, było coś jeszcze.
Co, jeżeli to była podpucha? Co to wtedy? To ona mogła oskarżyć mnie o gwałt. Czy rzeczywiście tak by się stało? W tamtej chwili tego nie wiedziałem. Wiedziałem tylko, że była bardzo atrakcyjna i niesamowicie mi się podobała.
Zmieniła pozycję. Usiadła teraz w miarę normalnie. Nawet założyła nogę na nogę. Tyle tylko, że zrobiła to w taki sposób, abym wciąż mógł patrzeć na jej majtki. Na dodatek, powoli zaczęła rozpinać swoją bluzkę.
-Chcesz zobaczyć moje cycki? - powiedziała wprost.
Co to za pytanie? Jasne, że chciałem. Chciałem zobaczyć nie tylko cycki. Chciałem nie tylko patrzeć, ale czy mogłem mówić o tym od tak, wprost? Hmm… no cóż. Wychodziło na to, że mogłem. Mało tego: ona tego ode mnie oczekiwała.
-Pani Aniu… - zacząłem i nie skończyłem.
Spojrzała na mnie w taki sposób, że po moich plecach przebiegł dreszcz.
-Chodź do mnie! - odezwała się stanowczo.
Wstałem z krzesła i zbliżyłem się.
-Posłuchaj, nie będę owijała w bawełnę. Pozostałym pracownikom dałam wolne na popołudnie. Jesteśmy sami i chcę cię wykorzystać. Co ty na to?
Patrzyłem na jej delikatne, drżące usta, pociągnięte przezroczystą pomadką, na te błękitne, świdrujące oczy i nie mogłem wydobyć z siebie ani słowa.
-Aha… i nie mów do mnie pani Aniu.
-A jak?
-Anka.
Uśmiechnęła się ciepło.
-No co, stres cię zjadł?! - rzuciła pytanie, które miało rozładować atmosferę.
-Nie, nie… skądże tylko… - chciałem powiedzieć o mojej wpadce, dzięki której zostałem to wezwany, ale ugryzłem się w język.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz