10. Kapitulacja.
W końcu, gdzieś w połowie procesu, wysunąłem się ostrożnie. Chciałem zostawić trochę śmietany na zewnętrznej stronie jej gorącego naleśnika. Stało się tak, jak tego oczekiwałem. Już po kilkunastu sekundach, pokryłem go cienką warstwą mojego spienionego nasienia.
Chwyciła mnie za prącie i trzymała nad, przystrojoną w ten sposób, cipeczką, czekając, aż ostatnie krople opadną na jej powierzchnię.
Kiedy było po wszystkim, jeszcze przez długą chwilę, leżała na łóżku, przeciągając się rozkosznie i patrząc na mnie rozmarzonymi oczami.
-Dobry jesteś, wujaszku, - odezwała się w końcu, mrużąc powieki.
-Tak mówisz? - mruknąłem cicho, jakby nie dowierzając.
-Hmmm… no, na pewno. Musisz to jeszcze powtórzyć.
Przełknąłem ślinę. Byłem przekonany, że to już koniec na dziś. Przynajmniej, miałem nadzieję na jakiś mały odpoczynek. Tymczasem, jej wzrok wyrażał coś zgoła innego. Zdawał się mówić: “wycisnę cię jak cytrynę, pozostawię cię dziś bez sił.”
-Popatrz na mnie, - westchnęła cicho.
-Hm… no patrzę i co? - odpowiedziałem niepewnie.
-Czy myślisz, że ona ma dość? - usłyszałem jej słowa.
W tym momencie, dobrze zapowiadającą się wymianę zdań, przerwała koleżanka, która znajdowała się tuż obok.
-Kochani, to było naprawdę dobre. Bardzo miło się na was patrzy. Naprawdę, robi się bardzo gorąco. Wiecie, że nawet miałam orgazm. Wydaje mi się jednak, że czas na zmianę. Asiu, co ty na to?
Jola klęczała na podłodze tuż obok, dość mocno miętosiła swoje cycki i nie spuszczała z nas wzroku. Zdawało mi się, że ma pewne obawy co do tego, że znów zajmiemy się sobą i nie dopuścimy jej do głosu. W sumie, chyba, nawet, miała rację.
Tak czy inaczej, była bardzo ponętna. Powiem szczerze, chciało mi się płakać, kiedy spojrzałem na opadającego już kutasa. Nie miałem pojęcia, jak ona wyobraża sobie dalszą część tej zabawy. A jednak jej spojrzeniu nie było ani odrobiny zwątpienia. Widocznie miała jakieś sposoby, aby postawić zmęczonego żołnierza na baczność.
Asia uniosła wzrok.
-Co? Ah nie!
Koleżanka patrzyła na nią niewzruszona.
-Już? No co ty?!
-Uhu… przejmuję kontrolę nad konsolą.
-He… co? Ale ja jeszcze nie…
W spojrzeniu Asi było niedowierzanie. Nie mogła dopuścić do siebie myśli, że będzie musiała podzielić się mną z przyjaciółką.
Nie wiem, czy było to dobre położenie dla samca, który znalazł się między dwiema, mocno podnieconymi i nie do końca zaspokojonymi, sikoreczkami, ale nie miałem wyboru. Musiałem dać radę.
-Hmmm… zrobiłaś co miałaś zrobić. Chwała ci za to. Teraz daj mi nad nim popracować, bo, i tak już do niczego się nie nadaje.
-Ale… dasz radę?
Uśmiechnęła się w taki sposób, że już po chwili wiedziałem, iż nie ma wątpliwości, co do jej umiejętności.
-Zobaczymy, co da się zrobić, z tym jego przywiędłym orężem.
Rozsunęła nogi w taki sposób, abym mógł spojrzeć na jej różową, podnieconą pizdeczkę. Wiedziałem, że za chwilę się zacznie i obawiałem się tego, jak to przeżyję.
Pochyliła głowę i spod nieco opuszczonych powiek zmierzyła mnie drapieżnym spojrzeniem.
-Jesteś mój, kotku, - szepnęła cicho.
Nie potrafię określić dokładnego momentu, w którym mnie obydwie dorwały. Ależ one były napalone. Nie miałem szans w starciu z dwiema tak najaranymi samicami. Musiałem skapitulować, ale ta kapitulacja była niewyobrażalnie słodka. Trząsłem się z radości, podniecenia i szczęścia, które mnie ogarniało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz