Szukaj na tym blogu

13 sierpnia 2018

Pokaz.

15. Riki-tiki.

Moje zmysły szalały.
-I co, zajączku, myślałam, że już jesteś wypompowany… ha… a tu okazuje się, że twój wąż znów unosi swój łeb. Ha, wiedziałam, że tylko udajesz, skubańcu, - robiąc duże oczy, jakby odkryła jakąś wielką moją tajemnicę, śmiała się tylko.
Znów z moich kącików pociekła ślina. To była jawna i czysta prowokacja, której, w żaden sposób, nie mogłem darować. Tym bardziej, że znów byłem w pełni sił.
-Aśka, zołzo ty jedna, nie ujdzie ci to na sucho! Zaraz ci pokażę, gdzie raki zimują, - wyrzuciłem z siebie z pełną pasją.
Jola patrząc raz na mnie raz na przyjaciółkę odezwała się spokojnie:
-Wiesz co, tak na logikę rzecz biorąc, to on już niewiele powinien zdziałać. Nawet jeżeli w tej chwili do czegoś dojdzie, to nie będzie w stanie spuścić się po raz trzeci.
Tego już było za wiele. Musiałem udowodnić, że jestem jeszcze w stanie doprowadzić do solidnego w finału tą grę.
-Jola, serduszko ty moje, ciebie wyrucham pierwszą. Co ty na to? - wycedziłem przez zęby.
Laska usiadła na sofie, pochyliła się na jeden bok, położyła dłonie na pufie jak skromna, niewinna dziewczynka i odezwała się znowu:
-Nie wydaje mi się, abyś dał radę, no ale możemy spróbować.
Później oparła się wygodnie, szeroko rozsunęła nogi i, tak jak przyjaciółka, pokazała mi to, co ma najcenniejszego. Chyba była jeszcze bardziej podniecona. Jej cipka wydawała się dużo większa, bardziej soczysta i mięsista. Głęboka, wąska jaskinia zapraszała mojego kutasa intensywnym, systematycznym pulsowaniem.
Sytuacja była krytyczna, nie było sposobu, aby przewidzieć, w którą stronę się potoczy. Każde rozwiązanie wydawało się niesamowicie podniecające. Wszystkiego chciałem spróbować, niezależnie od tego, jak miałoby się to skończyć.
I nagle stała się rzecz cudowna. Zamiast zastanawiać się, którą pierwszą mam się zająć i jakie środki przedsięwziąć, aby wszystko wypadło jak najlepiej, wystarczyło tylko, że wygodnie rozsiadłem się na sofie. To one zajęły się mną troskliwie.
W jednej chwili poczułem dwie małe, delikatne, ale sprężyste i zwinne rączki na swoim zaganiaczu. Jedną z prawej drugą z lewej strony. Zdążyłem tylko szeroko rozsunąć uda, tak, by moje jaja zawisły poza krawędzią siedzenia i kołysały się swobodnie.
Asia ściskała mojego prawdziwka za kapelusz, a Jola trzymała za korzeń u samej podstawy. Moje ręce, natomiast, wylądowały na ich jędrnych tyłeczkach. Obydwie były szczęśliwe, jakby dostały paczkę słodkich cukierków.
-No i jak misiaczku, pokażesz jeszcze na co cię stać? - odezwała się Jola, patrząc mi w oczy.
-A jak myślisz? - westchnąłem tylko, czując, jak w moim fiucie znów wzbiera potężna erupcja.
No i zaczęło się. Patrząc w sufit, mogłem tylko cieszyć się pełnią szczęścia. Jola ściskała mnie za tyczkę a Asia przebierała jajami w dłoni jak kulkami riki-tiki.
-Och, jakie one są duże! - wzdychała rozkosznie.
Jola śmiejąc się dodała:
-Zobacz, jak jego drążek puchnie, jaki robi się sękaty?!
-No, pojawiają się na nim żyły. Widzisz to?! - wtórowała koleżanka.
Powiem szczerze, zaczęło mnie to troszkę irytować.
-Halo, czy wy myślicie, że mnie tutaj i nie ma?! - zaprotestowałem.
No i dostałem to, na co zasłużyłem.
-A kto pozwolił ci się odzywać?! - usłyszałem uniesiony głos Joli.
Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, obezwładniła mnie. To znaczy nie mnie, tylko moje usta i zrobiła to przy pomocy… swoich majtek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...