Szukaj na tym blogu

21 sierpnia 2018

Pani dyrektor.

5. Drażniła wędzidło.

Wyglądała jak anioł, który zstąpił wprost z nieba. Była szczupła, zgrabna, miała nie za duże, ładnie uformowane piersi i, idealnie wygoloną, gładką, cipkę. Patrzyła na mnie z czułością i podnieceniem.
-Wiesz co, - mruknęła, - nie będziemy tego robić tutaj. Tu jest zbyt niewygodnie.
Pociągnęła mnie za rękę. Ruszyłem jak wierny pies. Otworzyła drzwi, które, jak mi się cały czas wydawało, prowadziły do szafy. Tymczasem znajdował się tam malutki, ale ładnie urządzony pokoik. Na dodatek, nie był pusty.
Stało tu szerokie, wygodne łóżko. Widać było, że przygotowała się na tą okoliczność w najdrobniejszych szczegółach. Świeża, pachnąca pościel oraz dwa kieliszki szampana, świadczyły o tym, że był to skrupulatny plan.
-I jak ci się podoba? - spytała uśmiechem.
-Fajnie, - wyszczerzyłem zęby.
-No to jak, zaczynamy zabawę? - usłyszałem jej głos.
Trochę zmieszany, ale bardzo podniecony, postanowiłem rzucić się na głęboką wodę. Miałem już dość myślenia w kategoriach: co by było, gdyby. Chciałem odrzucić niepewność i puścić wodze fantazji. Nie miałem przed sobą diabła, tylko kobietę z krwi i kości, kobietę piękną i bardzo podnieconą. Chciałem po prostu wziąć ją w ramiona.
Jak się okazało, wcale nie było to takie trudne. Wystarczyło, że usiadłem na brzegu łóżka, a już poczułem jej ciężar na swoim kolanie. Była naga i pachniała seksem.
Objąłem ją w pół i zacząłem lizać jej sutki. Najpierw jeden, później drugi. Spokojnie bez pośpiechu drażniłem chropowate brodawki. Lód, który jeszcze przed chwilą między nami był, błyskawicznie zaczął topnieć, a my stawaliśmy się sobie coraz bliżsi. Zachowywaliśmy się tak, jakbyśmy czekali na to cały czas.
Z niezwykłym sprytem rozpięła mój rozporek i wyłuskała, sztywnego jak rakieta, fiuta. Pociągnęła do dołu skórę odzierając głowicę z napletka. Naprężyłem się i westchnąłem głośno, oczekując na dalsze, bardziej i zuchwałe pieszczoty.
Zabawa toczyła się spontanicznie, bez zbędnych słów. Po chwili obydwoje staliśmy obok posłania. Odwróciła się do mnie tyłem, ale wciąż trzymała rękę w rozporku, bawiąc się workiem z moimi jajami.
Całowałem jej szyję i kark. Mój język pozostawiał na jej skórze wilgotny ślad. Przymknęła powieki i, wzdychając coraz głośniej, drugą dłonią pieściła swoją brzoskwinkę.
Kiedy uwolniła już mojego tyrana z materiału slipów, westchnęła:
-Och Boże, przecież to istne cudo!
Rezygnując z pozostałych pieszczot, usiadła na brzegu łóżka i oburącz przyciągnęła mnie do siebie. Jej zachowanie bardzo mi się podobało. Na kilometr było widać, że jej podniecenie jest na krawędzi wybuchu.
Zdążyłem tylko spostrzec, jak się pochyla, a już mój gruby zaganiacz siedział w jej ustach. Żeby go objąć, musiała otworzyć je bardzo szeroko.
Poczułem niesamowicie gorący, wilgotny i mocny uścisk, bez śladu zębów. Zawirowało mi w głowie. Miałem wrażenie, że nie zdołam utrzymać się na nogach. Rozstawiłem szerszej stopy, aby zachować równowagę.
Uniosła wzrok i uważnie spojrzała na moją twarz. Chciała mieć pewność, że zdołam wytrzymać do końca tej gry. Objęła od góry w korzeń mojego grzyba, a w jej ustach znalazł się jedynie czubek kapelusza. Wysunęła język i od spodu drażniła wędzidło. Przed moimi oczami zaczęły wirować kolorowe kółeczka.
Po jakimś czasie, na moment przerwała. Uniosła głowę i odrobinę się wyprostowała. Wciąż trzymała w dłoni mojego fiuta. Moje uda były jak z waty, kołysały się w na wszystkie strony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...