Szukaj na tym blogu

5 sierpnia 2018

Pokaz.

7. Słodki ciężar jej mleczarni.

Dokładnie wiedziała czego chce. Nie musiałem niczego sugerować ani w proponować. Sama usiadła na kanapie, podciągnęła kolana pod brodę i szeroko je rozłożyła. Mogłem tylko zacząć działać i starać się sprostać temu zadaniu najlepiej jak potrafiłem.
Stanąłem za miękkim skórzanym oparciem, tuż za jej plecami. Pokusa była bardzo silna i w tej chwili miałem tylko jeden cel. Pochyliłem się do przodu i dłońmi sięgnąłem między jej uda. Już z daleka poczułem przyjemne ciepło. Palcami rozwarłem ciasną, wilgotną szparkę, a ona westchnęła głęboko. Była gotowa na wszystko.
-Potrzebuję go tam w sobie, - usłyszałem jej podniecony głos.
Przechyliła głowę do tyłu i spojrzała mi w oczy. Drżała. Tak niewiele dzieliło nas od niesamowitego, boskiego spełnienia. Odpowiadała na pieszczoty automatycznie i bardzo trafnie. Po chwili jej w zwinne dłonie powędrowały na mój kark, pieściły plecy i szyję. Miałem to, czego chciałem. Byłem w swoim żywiole. Delikatnie bawiłem się płatkami jej różyczki, stopniowo doprowadzając na sam szczyt rozkoszy.
Wiedziałem, że będzie gorąco. Nie przypuszczałem jednak, że aż tak. Dziewczyna miała wyobraźnię i potrafiła ją wykorzystać. Wszystko działo się tak szybko, płynnie i jakby bez naszego udziału. Dosłownie, w następnej chwili, leżała już na plecach, a ja klęczałem, okrakiem obejmując i jej głowę.
Poszedłem na całość, popłynąłem na fali, jak surfer. Oddałem się jej bez reszty. Bez żadnego skrępowania pozwalałem na wszystko. Chwyciła trzon mojego fiuta u samej podstawy, ścisnęła i delikatnie nakierowała na swoje usta.
Byłem jak wulkan przed gigantycznym wybuchem. Nie potrafiłem już racjonalnie myśleć. Chciałem tylko jednego. Chciałem tego, co właśnie się działo i byłem najszczęśliwszym facetem na świecie.
Wysunęła język i lizała żołądź od spodu. Od razu zakręciło mi się w głowie. Miałem wrażenie, że za chwilę upadnę. Patrzyłem tylko, jak żyły na moim penisie naprężają się do granic wytrzymałości i wychodzą na wierzch.
Byłem przekonany, że za chwilę się spuszczę na jej twarz gorącym, gęstym nasieniem. W myślach błagałem, by nie stało się to zbyt szybko. Było mi szkoda tak słodkiej i gorącej zabawy. Ze zdumieniem obserwowałem, jak dziurka na końcu mojego urządzenia, rozwiera się, a jej wnętrza wypływa niewielka kropla lepkiego śluzu. To był ostatni moment, w którym można było powstrzymać totalną erupcję.
Problem tylko w tym, że ja nie chciałem niczego powstrzymywać. Nie miałem zamiaru przeciągać tej chwili w nieskończoność. To był najlepszy moment, aby wykonać profesjonalny zgrabny i potężny finał.
Moja partnerka była idealna. Doskonale wyczuwała moje reakcje. Zachowywała się tak, jakby czytała w moich myślach. W ciągu sekundy zmieniliśmy pozycję. Teraz to ja leżałem na kanapie, a ona siedziała już na moim kutasie, nadziana jak kurczak na rożen.
Wszedłem w nią za jednym zamachem. Od razu do samego końca. Było gorąco mokro ciasno i głęboko. Było totalnie odlotowo. Stopniowo tracąc zmysły, starałem się utrzymać świadomość najdłużej, jak tylko mogłem. Zacisnąłem zęby i dyszałem, jak zaganiane zwierzę. Z moich ust bezwiednie popłynęła ślina. Jednocześnie starałem się niczego nie powstrzymywać i hamować. Gnałem na szczyt rozkoszy, jak na złamanie karku.
Chwyciłem ją za pośladki i poruszałem całym jej ciałem w górę i w dół, wiedząc, że za sekundę wyrwie mnie z przysłowiowych butów. Pochyliła się do przodu, a jej wielkie workowate cycki opadły na moją twarz. To było jak dolanie oliwy do ognia. Nic nie widziałem. Czułem tylko zapach jej spoconej skóry i słodki ciężar jej mleczarni na swoich policzkach.
Lick the crown

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...