2. Zboczona cipa.
Zastanawiałem się, co zamierza zrobić: dać mi wypowiedzenie, czy rozebrać i zgwałcić, zerżnąć w tym gabinecie, jak przerażonego nastolatka? A może jedno i drugie? Tak, czy inaczej, byłem w szoku. Uczucie niepewności, skrępowania i lęku, mieszało się z, gwałtownie narastającym, podnieceniem.
-Nie wiem, pani dyrektor, - zacząłem tłumaczyć się drżącym głosem, - to, co zrobiłem, jest niedopuszczalne ale…
-Panie Stasiu, - przerwała mi, - jak pan myśli, te drzwi są otwarte, czy zamknięte?
W tym momencie mnie zastrzeliła. “O co jej chodzi? Co znowu z tymi drzwiami? Żartuje sobie, czy mówi poważnie?”
-Eeee… pani Aniu, jak wchodziłem, były otwarte. Tylko, czemu pani o to pyta?
Nagle wstała, a ja odetchnąłem z ulgą. “Może to już koniec i nic więcej nie będzie.” To co przed chwilą się stało, było bardzo krępujące. Gdyby była to któraś z moich koleżanek, powiedzmy Kasia, albo Bożenka, pewnie dawno byłoby już pozamiatane. Jednak wiedziałem, że te progi są dla mnie za wysokie. Wydawało się, że pani dyrektor po prostu się zapomniała.
Moja radość nie trwała, jednak, zbyt długo. Usiadła ponownie. Tym razem na niewielkim, czerwonym, obrotowym fotelu. Pomyślałem sobie: “Boże, czemu ona to robi? Czemu? Czemu akurat mnie? Nie może mnie po prostu normalnie zwolnić?!”
Czekałem w napięciu, ale tym razem grzecznie złączyła kolana. Przynajmniej na krótką chwilę. W jej oczach było jednak coś, co nie dawało mi spokoju. Czułem, że zbyt szybko nie opuszczę jej biura.
Chwyciła za dolną krawędź w swojej czarnej, ciasnej, obcisłej spódnicy i oburącz podciągnęła ją powyżej kolan. Po kilku sekundach zaczęła rozsuwać swoje nogi.
Poddałem się. Wiedziałem, że nie zdołam wyjść z tego pokoju bez gorącej konfrontacji. Zadawałem sobie tylko pytanie, co z tego wyniknie i czy zachowam swój stołek?
“Kurczę” - pomyślałem, - “gdyby tylko miało się na tym seksie skończyć, a sprawa nie rozeszła by się dalej, niech już by było. Może nawet jakoś moja żona się o tym nie dowie. Trudno, trzeba wypić piwo, którego się nawarzyło.”
-Panie Stasiu, może jednak, najpierw wyświadczy mi pan niewielką przysługę… - zaczęła dość niepewnie.
W mojej głowie powstawały już różne scenariusze, ale tego nie byłem w stanie przewidzieć.
“Aha, zaczyna się. Tak to się teraz nazywa. No dobra, niech będzie.”
-Słucham Pani Aniu.
-Zdaje się, że wtyczka od faksu wypadła z gniazdka. Czy mógłby pan…
“Ale małpa” - ledwie trzymałem się w kupie, - “i co, ona teraz myśli… że co? że jak? że wlezę pod ten stół? tak przy niej?”
Siedziała i czekała, raczej, nie brała pod uwagę innej możliwości, jak tylko tą, w której robię tak, jak ona chce. No i wpadłem jak śliwka w kompot. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że to moment krytyczny. Byłem tylko naiwny, mając nadzieję, że jakoś z tego wybrnę.
Wstałem z krzesła, zrobiłem dwa kroki, a później, na czworakach, starałem się wsunąć pod, dość niski, stolik. Siedziała nadal, nie ruszyła się miejsca. Jak pies śledczy, parłem do przodu, nie rozglądając się na boki. Błagałem w duchu, żeby nie ulec pokusie i nie spojrzeć do góry. Faks rzeczywiście był wyłączony. Kiedy to naprawiłem i zacząłem się cofać, zrozumiałem, że jestem na straconej pozycji. Coś zagrażało mi drogę. Odwróciłem głowę. To była jej noga.
“Boże, co za zboczona cipa!” - przebiegło mi przez myśl.
Dopiero po kilkunastu sekundach zrozumiałem, że trafiłem na tylko jedną jej nogę. Zastanawiałem się, gdzie znajduje się druga. Po chwili już wiedziałem. Druga noga leżała na stoliku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz