Szukaj na tym blogu

5 lutego 2019

Przygód kilka ochroniarza Mirka.

29. Sklep monopolowy.

Siedzenie w otwartym holu miało swoje minusy. Szczególnie, że kamera z wyostrzonym zoomem skierowana była na moją twarz. Cały czas kontrolowała wszystko to, co robię. Na początku dość mocno mnie to denerwowało, bo dwadzieścia cztery godziny na dobę widziałem siebie na monitorze obok, ale szybko, zdążyłem się do tego przyzwyczaić.
Tak naprawdę, widać było mi tylko samą głowę, bo reszta ciała była skryta za tym wysokim przepierzeniem. Tam trzymałem swojego notebooka, kupionego za odłożone pieniądze. Tak, już wtedy coś takiego miałem. Miałem też już jeden z pierwszych modeli smartfona. Do tego dochodził jeszcze ten telewizor. Mogłem się tymi wszystkimi urządzeniami bawić do woli i, generalnie, jeżeli ktoś nie był zbyt ciekawski i wszedł za tą przegrodę, to nie był w stanie zobaczyć, co robię. Trzeba było tylko zwracać uwagę na to, czy ktoś nie wchodzi do budynku.
Tak też było przez większość czasu. Siedziałem, pisałem opowiadania i oglądałem filmy na YouTube. Poza obchodami, otwieraniem drzwi i wydawaniem kluczy, specjalnych obowiązków nie mieliśmy. Trzeba było jakoś zabić czas, bo można było dostać kręćka. Część mieszkańców nawet nie zdawała sobie sprawy, że mam komputer i z niego regularnie korzystam.
Natomiast, plusami takiego miejsca było to, że znałem większość lokatorów z imienia i nazwiska. Wiedziałem, kto i w jakich godzinach wraca do domu. Wiedziałem też w jakim stanie. Później nawet się z nas śmiali, a niektórzy byli nawet trochę złośliwi, bo mówili, że ochrona jest jak wywiad rosyjski:  wszystko o każdym wie i ma na każdego haka.
Noże i tak było, bo większość miała coś za kołnierzem. Jeden handlował narkotykami, drugi podejrzanymi samochodami, inny regularnie sprowadzał prostytutki do domu. Niby bogate życie, a przestępczość kwitła w najlepsze. Zawsze mówiłem sobie: nie moja sprawa. Co mnie to obchodzi? Nigdy z tej wiedzy nie zrobiłem użytku.
Powiem tak: w jakiś sposób było to nawet bardzo sympatyczne. Czułem się w kimś ważnym. Byłem jak żywa książka telefoniczna z informacjami na temat osiedla. Wiedziałem dużo nie tylko o nielegalnych sprawkach niektórych lokatorów, ale także o zwykłym, normalnym życiu bloku. Ludzie przychodzili i mówili, co robią dziś na obiad, kogo zapraszają.
W jakiś sposób, czułem się, jak u siebie w domu. Bez przesady mogę powiedzieć, że panowała tam rodzinna atmosfera. Kiedy przychodziły Święta Bożego Narodzenia, czy Wielkanocy, absolutnie, nie czuliśmy się jakbyśmy byli u obcych.
Życzenia dla ochrony od mieszkańców były czymś naturalnym. Ludzie przychodzili, ściskali dłonie, potrafili zamienić kilka słów o swoich problemach.
Jakimż wielkim zaskoczeniem było dla mnie  kiedyś to, gdy po powrocie z obchodu, zastałem na  kontuarze koszyk, w którym znajdował się talerz z gorącym bigosem, zestaw wędlin, chleb i ciasto świąteczne. W środku znajdowała się karteczka z napisem: “Z najlepszymi życzeniami dla pana Mirka. Smacznego”. Mimo tak wielu lat pracy w ochronie, później już nigdzie się z taką serdecznością nie spotkałem. Dlatego też ten obiekt wspominam z wielkim sentymentem.
O tym, że ludzie są różni dowiedziałem się już na początku mojej pracy. Któregoś dnia, przydarzyła mi się dziwna historia. Mieszkał tam taki człowiek, który dużo pił. Był w średnim wieku, stosunkowo niski i dość gadatliwy, jednak nie szkodliwy.
O tym, że jest alkoholikiem, poinformowali mnie koledzy. Zresztą, ja sam dość szybko, zdążyłem się zorientować, że coś jest z nim nie tak. Na parkingu stało jego sportowe Lamborghini, którego w ogóle nie używał. Jego ulubionym miejscem spacerów był sklep monopolowy po drugiej stronie ulicy.



Amazing amateur picture with a beautiful rookie


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...