32. To właśnie ona.
Tak, czy inaczej, była bardzo rozbrajająca. Była młoda, delikatna i grzeczna. Zawsze mówiła dzień dobry. Kilka razy zamieniłem z nią parę zdań. Już przy pierwszym kontakcie, zdążyłem zauważyć, że cechuje się nieprzeciętną inteligencją i umiejętnością prowadzenia dialogu na bardzo różne tematy.
Byłem wtedy dużo młodszy, niż teraz, ale, mimo wszystko, nie byłem gówniarzem. W oczach tak młodej dziewczyny musiałem wydawać się starym dziadem. Tylko, nie wiem dlaczego, odnosiłem wrażenie, że zwraca na mnie szczególną uwagę. W tym przekonaniu utwierdziłem się jeszcze bardziej, po rozmowach z kolegami. W ich mniemaniu, ta młoda osoba traktowała ich jak powietrze.
Nie wiem, czym było to spowodowane, ale, kiedy przechodziła obok, nasze oczy, w sposób spontaniczny i naturalny spotkały ze sobą. Może dlatego, że i ja bardzo dużo się uśmiechałem. Podchodziłem do ludzi z otwartym sercem i nigdy nie dałem poznać, że jestem tu tylko w pracy.
W każdym bądź razie, przyznam się bez bicia, że na każdej służbie fantazjowałem o niej, wyobrażając sobie, jak i gdzie, się kochamy. Przeżywałem prawdziwe katusze, kiedy nie mogłem jej zobaczyć danego dnia.
No, ale cóż, była u siebie. Ja byłem tylko zwykłym pracownikiem ochrony, a ona lokatorską tego osiedla. Powiem szczerze, to doświadczenie, mimo, że tak naprawdę, do niczego nie doszło, w bardzo istotny sposób, odbiło się na mojej psychice.
Tak czy inaczej, minęły ponad dwa lata. Ja sobie marzyłem o niej, a ona, tak, jak do tej pory, przechodziła kilka razy dziennie obok portierni. Zawsze piękna i cudownie podniecająca. Nigdy nie było żadnych problemów związanych z naszymi relacjami. Nie było, bo ich nie mogło być. Nie było, bo nigdy nic się nie wydarzyło. Tak naprawdę, nigdy nie było po temu żadnej okazji. Jednak czas płynął, ona dorastała, coraz bardziej, coraz bardziej stawała się kobietą i, w moich oczach, była coraz piękniejsza. Dwa i pół roku, to dla takiej dziewczyny bardzo długo.
Nic się nie zmieniło, aż do momentu, kiedy nie zaczęła nosić szpilek. Kiedy pierwszy raz ją w nich zobaczyłem, dotarło do mnie, że, na pewno, nie jest już dzieckiem. Od tej chwili mogłem widzieć w niej już tylko kobietę, kobietę z krwi i kości, kobietę cholernie podniecającą i piękną.
Nie było problemów do tego dnia, a raczej wieczoru, kiedy otrzymałem telefon od jej rodziców, a właściwie od jej matki.
-Panie Mirku, może pan sprawdzić, co się dzieje z moją córką? Jesteśmy z mężem na wyjeździe i próbujemy się z nią skontaktować. Od kilku godzin nie odbiera telefonu. Martwimy się o nią.
-Oczywiście, pani Halinko. Już idę. Zaraz do pani zadzwonię.
-Spokojnie. Nie ma pośpiechu. Chcemy tylko wiedzieć, czy nic złego się nie stało.
Czy mogłem tego nie zrobić? Nie. Nie miałem innego wyjścia. Musiałem spełnić ich prośbę. Na tym przecież polegała moja praca. Zresztą, to zadanie nie było przecież ani takie trudne, ani zbyt uciążliwe. Szczególnie, że była to właśnie ona.
Bez namysłu podniosłem się i ruszyłem w stronę klatki numer trzy na drugie piętro. Z drżącym sercem stanąłem pod drzwiami. Nacisnąłem dzwonek. Rozległ się terkoczący dźwięk, ale, po drugiej stronie, nie było żadnej reakcji. W mieszkaniu rozbrzmiewała dość głośna muzyka dyskotekowa.
Postanowiłem zapukać. Wciąż nikt nie odpowiadał. Powtórzyłem pukanie. Brak reakcji. Nacisnąłem klamkę i pchnąłem drzwi. Czułem się jak złodziej, skradający się do czyjejś posesji. Nie wiedziałem, czy powinienem to robić, ale z drugiej strony, możliwość spotkania jej samej, bez rodziców i to w swoim domu, gdzie czuła się dobrze, była tak silną pokusą, że nie byłem w stanie się jej oprzeć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz