33. Koszula nocna.
Wszedłem. Siedziała na krześle przed lustrem. Przed sobą miała niewielką toaletkę z kosmetykami i przyborami higienicznymi. Rozczesywania swoje długie, bujne włosy. W pierwszym momencie, w ogóle, mnie nie zauważyła.
Powiem szczerze, byłem bardzo tym zaskoczony. Gdybym rzeczywiście był złodziejem, jej rodzice mogliby mieć poważny problem. Na komodzie przy wejściu leżał telefon komórkowy i inne drobne rzeczy, łącznie z portfelem. Mógłbym wziąć cokolwiek i nawet by tego nie zauważyła. Była bardziej zaoferowana swoim wyglądem, niż tym co działo się wokół niej. Nic dziwnego, że nie odpowiadała na próby kontaktu. Aparat, prawdopodobnie, był wyłączony i tego także nie spostrzegła.
Mogłem na tym poprzestać. Przecież jej rodzice więcej ode mnie nie wymagali. Mogłem wrócić na portiernię zadzwonić do nich, tak jak obiecałem i zdać relację ze wszystkiego. Nie wiem dlaczego tego nie zrobiłem. Może, gdyby tak się stało, wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej.
Kiedy przekroczyłem próg jej pokoju, podniosła głowę. Nie przerwała też układania włosów. Wydawało się, że moja obecność, nie zrobiła na niej większego wrażenia. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się jak zwykle.
Niby nic wielkiego. Przecież jej uśmiech widziałem już wielokrotnie. Widziałem go trzy dni temu, widziałem go dzisiaj rano, ale to było zupełnie coś innego. Teraz byłem tak blisko, jak nigdy wcześniej. Widziałem każdy, najdrobniejszy nawet, grymas jej twarzy, drganie mięśni pod skórą. Poza tym byłem w jej mieszkaniu. Zawsze chciałem ją odwiedzić, zobaczyć jak mieszka, poczuć wszystkimi zmysłami teren, w którym się porusza.
Do tej pory nigdy mi się to nie udało. Teraz byłem tak blisko. Jej pokój wyglądał bardzo skromnie, ale nie to było najważniejsze. Czułem zapach jej ciała. Naturalny zapach. Zapach kobiety, o ile coś takiego, w ogóle, istnieje.
To nie był ten intensywny zapach młodzieżowych perfum, który za każdym przejściem przez hol, ciągnął się za nią i czym ogon lisa. To była subtelna, ledwie wyczuwalna woń jej potu.
Nie wiem dlaczego, ale w tym momencie wydawała mi się niezwykle atrakcyjna. W tym aromacie, który pamiętam do dziś, było coś jeszcze, coś, czego nie umiałem i nie umiem nazwać, ale bez problemu potrafił bym rozpoznać.
Reakcja mojego ciała była spontaniczna i bardzo gwałtowna. Nie mam pojęcia, czy było to widać, ale fujara w moich spodniach naprężyła się do granic możliwości. To był dla mnie prawdziwy koniec świata, nie umiałem zapanować nad reakcjami swojego organizmu. Na chwilę, całkowicie wstrzymałem oddech i, naprężając mięśnie ud, prawie stanąłem na palcach.
Inną sprawą było to, co wtedy miała na sobie. Nie jestem fachowcem od damskiej mody, więc nie będę się mądrzył i próbował nazywać, co to było. Zresztą, byłem pod takim wrażeniem, że nawet gdybym chciał, nie potrafiłbym dobrać odpowiednich słów. Tak w przybliżeniu, miała na sobie jakąś białą sukienkę z dzianiny. Chociaż, równie dobrze, mogła to być także koszula nocna.
Elastyczny materiał ciasno opinał jej ciało, uwydatniając każdy zakamarek i wypukłość. Poza tym, to coś co miała na sobie, nie było nawet w stanie zakryć jej pośladków. Nie wiem, czy było to tak krótkie, czy może ściągnęła je celowo. W każdym bądź razie, siedziała z odkrytymi nogami, pod pewnym kątem w stosunku do moich oczu. Nie byłem więc w stanie zobaczyć jej majteczek, bądź tego, co było zamiast nich. Nie mogłem mieć pewności, czy w ogóle je ma.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz