25. Wjechałem w jej ramiona.
Nigdzie nie uciekałem, tylko sadowiłem się dokładniej, by móc czulej ją całować. Wjechałem w jej ramiona i nogi, jak w gęste zarośla i, prawie całkowicie, zniknąłem w nich.
Wodziłem palcami wzdłuż krawędzi majteczek, wsuwałem je pod nie: niezbyt daleko, ostrożnie, nie musiałem niczego przyspieszać, nalegać, nie musiałem nic wymuszać, to się działo, samo, gest za gestem, jak klatka filmu za klatką.
Wyprostowała się, trzymając dłonie na moich ramionach, a ja wsunąłem ręce pod jej bluzkę. Chwyciłem za brzegi i powoli zacząłem zwijać, centymetr po centymetrze odsłaniając jej ciało.
Była jak wróżka, która pojawiła się w moim życiu, by pomóc mi stać się tym, kim chciałem się stać. Rzeczywistość przebywania z nią była jak sen, sen, który miał wyrwać mnie z niewoli moich własnych snów i marzeń. Będąc z nią, nie chciałem już marzyć, to ona była marzeniem, moją rzeczywistością, która przydarzyła się mi bez mojej woli.
Uniosła ręce wysoko do góry a ja, jednym, płynnym ruchem, zdjąłem z niej bluzeczkę. I nagle została w biustonoszu. Palcami rozczesała włosy, odgarnęła je lekko do tyłu. Ujęła mnie za szyję, a po chwili złączyliśmy się w namiętnym, czułym pocałunku. Muskała moje wargi, jednocześnie rozpinała i rozsuwała połówki koszuli. Moje dłonie przejeżdżały po jej plecach i ramionach. Była taka miękka, taka gorąca, taka moja.
Wsunąłem twarz między jej piersi, lizałem, chwytałem ustami i zagryzałem jej skórę. Kilka sekund później ściskałem jej jabłuszka.
I znowu pocałunek, jakby w przelocie, ale szeroki otwarty, jakbyśmy dokładnie chcieli poczuć swój smak. Prawie w tym samym momencie położyłem ręce na jej pośladkach i kilka razy prześlizgnąłem się od góry do dołu, a ona już zsuwała koszulę z moich ramion, na łokcie i nadgarstki. Wyginałem się na boki, współpracując w pozbywaniu się niepotrzebnego odzienia. I byłem półnagi. Trzymała moje ubranie wysoko i w sposób zupełnie naturalny upuściła na podłogę. Byłem w jej objęciach bardziej dostępny niż wcześniej. Jedno muśnięcie jej delikatnych palców na mojej szyi i kolejny słodki całus. Jakby nigdy nie było ich dość.
Gryzła moją dolną wargę, wchodząc na mnie coraz wyżej. Poddawałem się temu bez oporu, opadając na posłanie. Byłem w jej posiadaniu, dobrowolnie oddawałem jej każdą część mojego ciała. Jakby przez pomyłkę zahaczyłem o stanik i odsłoniłem jej cycuszek. Pierwszy raz, tak naprawdę, zobaczyłem go na własne oczy. Nie był moim wyobrażeniem, powstałym tylko w mojej głowie, znajdował się kilka centymetrów od mojej twarzy, jak najbardziej rzeczywisty i realny. Zobaczyła moje zachwycone spojrzenie i jakby w podziękowaniu w sposób szczególnie słodki przywarła do mnie swoimi ustami. Raz, drugi trzeci… coraz mocniej, coraz głębiej i namiętniej. Nie mogłem pozostać bierny. Szerokim chwytem objąłem ją ramionami.
Cienkie, czarne paski zjeżdżały niżej i niżej. Jeden precyzyjny ruch palców i malutka zapinka na środku jej pleców zwolniła swój chwyt. Biustonosz rozjechał się, jak pęknięta guma.
Powoli zsuwała się z moich kolan i kładła się obok na kanapie. Jak złodziej, zuchwale, wdzierałem się na jej ciało. Po chwili leżała na plecach z wysoko podciągniętymi kolanami i mocno trzymała mnie za szyję. Jakby bała się, że za chwilę ucieknę.
Nigdzie nie uciekałem, tylko sadowiłem się dokładniej, by móc czulej ją całować. Wjechałem w jej ramiona i nogi, jak w gęste zarośla i, prawie całkowicie, zniknąłem w nich. Tak czule i namiętnie zapinała na mnie swoje łydki, uda, nadgarstki i łokcie, że czułem się, jakbym to ja był kradziony i chowany w błogiej rozkoszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz