12. To wcale nie było takie trudne.
Spojrzałem na jej dupeczkę. Jej słodka, puszysta cipeczka wystawała spomiędzy pośladków. Wystarczyło tylko klęknąć między nimi i zrobić swoje, zrobić to co należy. To wcale nie było takie trudne.
Nie wiedziałem co zrobić, co odpowiedzieć, za to mój kutas z taką siłą parł na materiał spodni, iż myślałem, że go rozerwie.
-Chcesz mnie? - spytała.
Chrząknąłem. Potwornie zaschło mi w gardle.
-Chcesz? - powtórzyła.
Zadarła swój malutki nosek do góry, opuściła powieki i jak wampir wpatrywała się we mnie. Wiedziałem, że w końcu nie będę miał wyboru.
-No chcesz? - powtórzyła.
Skinąłem.
-No to chodź.
Nabrałem powietrza w płuca.
-Ale…
Patrzyła na mnie.
-Co?
-Ty masz dopiero… - zacząłem.
Uśmiechnęła się.
-Siedemnaście lat? - dokończyła.
-Uhu, - mruknąłem, a ona się roześmiała.
-No to widzisz, masz wyjątkową okazję. Taka młoda dupa. Na pewno chciałbyś spróbować.
Co do tego nie było żadnych wątpliwości. Jej ciało wydawało się niesamowicie sprężyste, skóra była napięta, gładka i lśniąca.
-Siedemnaście… - powtórzyłem, jak automat.
Wciąż miałem jakieś wewnętrzne opory. Ona natomiast chciała je jak najszybciej rozwiać.
-No to od czego zaczniesz, ogierze?
-Że co? Och…
-No co tak patrzysz, mój ty zboczku.
Jej słowa Coraz bardziej mnie podniecały. Widać było, że chce mnie jak najszybciej sprowokować. Patrzyłem na jej napęczniałe, spiczaste piersi. Wyglądały, jakby były odlane z gipsu, jak wyrzeźbione. Moja fujara szalała. Coraz trudniej było mi się powstrzymać.
-Chcesz dotknąć? - spytała.
Zesztywniałem. Bałem się, że to powie.
-Dotknąć… och, co?
-No co z tobą? Przecież nie będziesz tu tak siedział.
Cofnąłem się o pół kroku. Cały drżałem.
-No nie, nie uciekaj.
Zatrzymałem się. Wiedziałem, że za chwilę to się stanie.
-Nie uciekam, tylko… och jesteś taka…
-Wiem, wiem… chodź do mnie.
-Och… Boże…
-No co z tobą? Hej, jestem tu! - wyrzuciła.
Nie mogłem się już wycofać. Pożerała mnie swoim wzrokiem. Jeszcze mnie nie dotknęła, a czułem się przez nią zgwałcony. To doprowadzało mnie do szaleństwa.
-Och! - westchnąłem z przejęciem.
-Popatrz tylko na mnie. Jestem taka rozgrzana.
Czułem, że moje zmysły działają dwa razy intensywniej. Poczułem zapach jej cipki, gorącej, parującej młodej pizdeczki. “Boże, za chwilę rozsadzi mnie od środka”, - pomyślałem.
-Wiesz, no wiesz...- jęknąłem.
-Och, tylko się nie rozklejaj. Weź się w garść i wreszcie mnie wyruchaj. Nie jestem z porcelany, nie rozsypie się.
W mojej głowie pojawiła się panika. Chciałem odwrócić się i uciec. Stałem jednak dalej. Nogi wrosły mi w ziemię. Nie umiałem nic z tym zrobić.
-Jezu, Beatko…
-Ojejku, no co ty? No śmiało, ściągaj spodnie.
Moje serce łomotało, jakby chciało wyrwać się z klatki piersiowej.
-Beatko, nie… kurczę…
-Hahaha… rozepnij pasek.
Spojrzałem na jej dupeczkę. Jej słodka, puszysta cipeczka wystawała spomiędzy pośladków. Wystarczyło tylko klęknąć między nimi i zrobić swoje, zrobić to co należy. To wcale nie było takie trudne.
-Boże, Boże, Boże… - powtarzałem, czując, że tracę równowagę.
Nie zamierzała się poddawać. Wyprostowała się.
-No dawaj, rozpinaj…
-Beatko… och… nie, - powtarzałem już bardziej dla zasady.
Odwróciła się do mnie tyłem, aby pokazać mi swoje pośladki.
-Pasek…
Drżałem. Pochyliła się, wspierając na oparciu kanapy.
-Słyszysz? - jej głos był coraz cichszy.
-Tak, tak… już…
Skręciła tułów, przechylając się na jeden bok i przez ramię spojrzała mi w oczy.
-No… nie widzę… hm…
-Och…
Łup, łup, łup... - waliło moje serce. Mimo to moja dłoń sama przesunęła się na zimną klamrę na wysokości bioder.
-Już lepiej, - powiedziała, ledwie poruszając ustami.
Jej policzki były rozpalone a oczy pełne grzesznego, a jednocześnie niewinnego, pożądania.
-Och, och… - wzdychałem.
-Chcę go, słyszysz, chcę…
Położyła dłonie na pośladkach i rozchyliła je. Oszalałem.
-Beatko… - odezwałem się bezgłośnie.
Zmrużyła powieki i pokiwała głową. Moje spodnie były już rozpięte.
-Chodź… - szepnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz