Szukaj na tym blogu

1 czerwca 2022

Podglądacz.

10. Sama dam sobie radę.


-Myślę, że sama dam sobie radę…

Odsłoniła swoje piersi. Były jak dwa, nieduże harmonijnie ukształtowane jabłuszka. Poczułem się niepewnie i odruchowo odchrząknąłem. 


Mój fiut ciągle leżał. Nie wiem dlaczego, ale nie był w stanie przyjąć normalnych rozmiarów. Co nie zmieniało faktu, że byłem tak podniecony, iż w pewnym momencie, jakby wbrew mojej woli, obfitym strumieniem popłynęła z niego sperma. Czułem się dziwnie: słodko, bardzo przyjemnie, ale jednak jakoś tak inaczej. Nie umiałem tego nazwać. 

Patrzyła. Poruszałem kutasem, rozrzucając nasienie po swoich udach.

-Uch! - westchnęła nerwowo, unosząc się i opadając. 

Zerknąłem  między jej uda i zobaczyłem dużą, mokrą plamę. Roześmiała się i powiedziała:

-Strzepał dla mnie konia. Naprawdę, trzepał dla mnie konia. 

Po chwili, jakby zawstydzona odwróciła głowę.  Położyłem się na wznak i bawiłem się, póki fujara całkiem nie opadła. 

-Ha, ha, ha… - śmiała się jeszcze raz, poprawiając nerwowo włosy. 

To by było wszystko. Tego nie nic więcej się nie wydarzyło. 

-Wpadniesz jutro na kawę, - odezwała się na pożegnanie.

-Tak, oczywiście, - zgodziłem się bez namysłu. 

-O siedemnastej? - spytała. 

-Może być.

-No, to jesteśmy umówieni.

Nazajutrz okazało się, że oprócz tak zwanej kawy jest też mała imprezka, mocniejsze trunki i muzyka. Szybko zostałem wciągnięty w rytm dobrej zabawy.

Gdzieś w połowie balangi do salonu weszła młoda, ładna dziewczyna. Od razu podeszła do mnie i wyciągnęła rękę. 

-Beata, - przedstawiła się. 

Miała drobną, ładną buzię, blond włosy i siedemnaście lat. Spodobała mi się. Bawiłem się, żartowałem, ale ciągle gapiłem się na nią. Okazało się, że jest ciepłą i serdeczną osobą. 

Grubo po północy zabawa dobiegła końca. Nawet nie wiem kiedy wszyscy goście się rozeszli, a ja wylądowałem w łazience z głową nad sedesem. Za dużo zjadłem, pomieszałem napoje i efekt był murowany, aczkolwiek dosyć nieprzyjemny. 

Kiedy wreszcie doprowadziłem się do porządku i niepewnym krokiem schodziłem na parter, z niedowierzaniem zobaczyłem, że moja muza siedzi na sofie. 

-Co ty tu jeszcze robisz? - spytałem zaskoczony. 

-Dobre pytanie, a ty? - odpowiedziała, uważnie mi się przyglądając. 

Ona także była nieźle wstawiona. Wbiła we mnie swój wzrok. Jej oczy były niebiesko zielone, lekko skośne. 

-Ja? - rzuciłem, jakby nie o mnie chodziło. 

Pokiwała głową i uśmiechnęła się samymi kącikami ust. 

-Źle się poczułem, ale już wychodzę. Odprowadzić cię, czy może zostajesz? - odpowiedziałem na końcu. 

Pokręciła swoim małym noskiem i mruknęła:

-Właściwie, to sama nie wiem. 

Miała na sobie czarną, koronkową sukienkę. Kreacja była bardzo delikatna, cienka, wydawała się wręcz przyklejona do jej ciała. 

-Jak to, nie wiesz? - spytałem.

Zachowywała się dziwnie, dlatego uważnie się jej przyglądałem. 

-Nie wiem… - powtórzyła tylko.

Jakby od niechcenia sięgnęła dłońmi do swoich ramion.

-Źle się czujesz? - zainteresowałem się. 

-Nie.

Centymetr po centymetrze zsuwała materiał. Byłem przekonany, że za chwilę podciągnie go do góry. Patrzyłem na nią bardzo poważnie. 

-Co robisz? - rzuciłem pytanie.

-Nic, - powiedziała. 

-Pomóc ci w czymś?

Jeszcze raz słodko się uśmiechnęła. 

-Myślę, że sama dam sobie radę…

Odsłoniła swoje piersi. Były jak dwa, nieduże harmonijnie ukształtowane jabłuszka. Poczułem się niepewnie i odruchowo odchrząknąłem. 

-… chociaż… - ciągnęła, - … jak chcesz… możesz popatrzeć.

Jak zahipnotyzowany, wlepiłem wzrok w jej sutki. Wyglądały jak dwie duże, jaśniejsze od reszty ciała krosty. Jeszcze takich nie widziałem. 

-Popatrzeć, mówisz…?

-Uhu…

Spoglądała na mnie w taki sposób, jakby prosiła, bym ją zgwałcił. Jej oczy błyszczały pożądaniem, a na ustach wciąż malował się ten pozornie niewinny, truskawkowy uśmiech.

-No dobrze… a co chcesz mi pokazać?

-Coś ekstra, bądź cierpliwy.

Jej sukienka znajdowała się teraz na wysokości pępka. Opadła niżej na kanapie i rozrzuciła swoje jasne, lniane włosy po nagich ramionach. 

-No dobrze, właściwie to nigdzie się nie spieszę.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...