11. Jestem taka napalona.
Powoli opadła tułowiem na poduchy, wsparła się na nich ramionami i wypięła w moją stronę swój tyłeczek.
-Jestem taka napalona, - szepnęła, nadymając zmysłowo usta.
Czułem, że pierwsze skrępowanie zaczyna ustępować miejsca podnieceniu i jakieś takiej mrowiącej ekscytacji.
-Patrz, - odezwała się ledwie słyszalnym szeptem.
Zrzuciła buty i uniosła do góry stopy.
-Patrzę, - odpowiedziałem tak samo cicho.
Zbliżyłem się i obserwowałem każdy jej ruch.
-Patrz, - powtórzyła.
Przełknąłem ślinę.
-Patrzę.
Zsunęła dół sukienki, odsłaniając ponętne pośladki. Mój fiut nabierał turgoru.
-Widzisz?
-Widzę.
Powoli zaczęła pozbywać się czarnych, jakby utkanych z pajęczyny majteczek. Zadrżałem.
-Nie odwracaj wzroku.
-Nie odwracam.
Jej cipka była jak jej usta: jędrna, nie za duża, nie za mała, idealnie ukształtowana. Zaczęło robić mi się gorąco.
-Podoba ci się?
-Uhu…
-Chodź bliżej.
Zrobiłem dwa kroki.
-Jeszcze.
Dygocząc, zbliżyłem się bardziej. Bawiła się majtkami, przeplatając je na kostkach.
-Jeszcze.
Stanąłem tuż obok niej. Czułem zapach jej perfum.
-Ha, ha, ha… już cię mam! - roześmiała się serdecznie.
-Słucham?
-Jesteś jak każdy facet.
Patrzyłem na nią, rozbrajała mnie swoim spojrzeniem.
-Nie rozumiem…
-Nie musisz.
Patrzyła.
-Chcesz?
-Co?
Znowu zaczęła się śmiać. Gapiłem się na jej majteczki rozpięte między jej stopami.
-Pochyl się.
Zniżyłem kark. Poczułem ciepło bijące od jej rozpalonego ciała.
-Weź.
Wyciągnąłem rękę i zdjąłem z jej nóg te figi.
-Powąchaj.
-Słucham?
Drżałem na samą myśl.
-Powąchaj.
Powoli zbliżyłem je do swojej twarzy. Poczułem kobietę i zakręciło mi się w głowie. Zwinąłem materiał i odsunąłem od siebie. To było zbyt silne doznanie.
-Wąchaj! - powtórzyła już bardziej stanowczo.
-Kiedy…
-Wąchaj!
Przytknąłem je do ust. Wdychałem. Najpierw delikatnie a później coraz bardziej zachłannie i lubieżnie.
-Beatko, och Beatko! - jęknąłem.
Mój kutas pulsował, czułem że jeśli nie przestanę, spuszczę się w spodnie.
-Ha, ha, ha!!! - śmiała się na cale gardło.
Odłożyłem majteczki, tak szybko i tak nerwowo, jakby były czymś skażone. Dyszałem ciężko.
-Boże, co ja wyprawiam?! - wyrwało mi się.
Odwróciłem się i zacząłem iść w stronę schodów.
-Gdzie?! - spytała ostro.
Stanąłem kompletnie zmieszany.
-Słucham?
-Gdzie się wybierasz?
Odwróciłem się. Leżała, wsparta na poduchach z nogami wyciągniętymi daleko poza głowę.
-Nie wiem.
-Zostań, - poprosiła już bardzo łagodnie.
Była piękna, zmysłowa i patrzyła na mnie jak bazyliszek. Jej oczy nawet nie drgnęły, na ustach malował się wciąż ten sam, słodki, jak deser, uśmiech.
-Ale…
-Chodź.
Wracałem, każdy metr wydawał się kilometrem.
-… ja…
-Śmiało.
Patrzyłem na jej cipkę. Z każdym krokiem rosła w moich oczach.
-…nie mogę.
-Przestań.
Jej wzgórek pokryty był, białym, ledwie zauważalnym meszkiem.
-Beatko…
-Och przestań!
-Beatko…
Cały drżałem. Przed moimi oczami wirowały gwiazdki. Myślałem, że zemdleję.
-Dotknij.
Miałem wrażenie, że źle usłyszałem. Wpatrywałem się w nią z niedowierzaniem.
-Słucham?
-Dotknij, proszę.
Bardzo powoli wyciągnąłem dłoń. Moje palce były jak galareta.
-Och! - westchnąłem.
Stałem zbyt daleko.
-Jeszcze, - szepnęła.
Chwyciła mnie za nadgarstek i przyciągnęła.
-Nie mogę, - prawie płakałem.
Była zbyt piękna, zbyt doskonała. Bałem się, czułem się tak, jakbym bezcześcił bezcenny skarb.
-Czujesz?
-Och!
Była delikatna, jak pupcia niemowlęcia i gorąca, jak piec.
-Czujesz?
-Och, tak.
Między palcami niczym małe ślimaczki prześlizgiwały się jej płatki.
-Boże kochany! - jęknąłem i porwałem dłoń.
Wstała.
-Nie bój się, nie gryzę.
Przełknąłem ślinę.
-Wiem.
Odwróciła się bokiem, weszła na sofę, a później uklękła.
-Chcesz jeszcze?
Nie potrafiłem wydobyć z siebie już głosu.
-No chcesz?
Tylko patrzyłem.
-Znaczy, chcesz…
Powoli opadła tułowiem na poduchy, wsparła się na nich ramionami i wypięła w moją stronę swój tyłeczek.
-Jestem taka napalona, - szepnęła, nadymając zmysłowo usta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz