21. Boże, jaka jestem podjarana!
-Ja pierdolę, goła dziewczyna siedzi przed tobą, a ty stoisz jak słup soli? Boże, jaka jestem podjarana! Wyruchaj mnie w końcu! Zacznij tego fiuta moją ciasną cipeczkę, bo zwariuję.
Opuściła czoło i spojrzała na mnie spod zmarszczonych brwi. Nie wiem, czy mi się zdawało, czy też jej soczysta pizdeczka, rzeczywiście, ciągle pęczniała i robiła się coraz większa.
-No, kolego, ile będę jeszcze na ciebie czekać?! - ponaglała.
-Och Beatko! Dziewczyno, co ty ze mną wyprawiasz?!
-Ja nie mogę. Ależ ty jesteś ciapa. Myślałam, że stać cię na więcej. No pokaż go! Na pewno masz tam kawał twardego sztywnego kutasa. Wiem, że nie musisz się niczego wstydzić. Sama jestem ciekawa.
Czułem, że coraz mocniej się pocę. Z każdą sekundą napięcie rosło. Miałem wrażenie, że za chwilę mnie rozsadzi.
-Jestem tyle lat od ciebie starszy. Myślałem, że już wszystko wiem, a ty ciągle mnie gorszysz, - westchnąłem.
Roześmiała się szczerze i serdecznie.
-Och, głupoty gadasz. Myślisz, że to tylko o to chodzi?
-Zaskakujesz mnie z każdą chwilą. Myślałem, że pod tą piękną buzią kryje się skromna i niewinna dziewczyna, a ty jesteś...
Z jej strony nadal dobiegał ciepły miękki chichot.
-No co, no co...
-… a ty jesteś kompletnie zepsuta…
-Hahaha… nie żartuj.
Chciałem odwrócić wzrok, lecz nie mogłem. Zmarszczyła brwi i wiedziałem, że się nie wywinę.
-No dobra, chcesz się bzykać, czy nie? - odezwała się bardziej stanowczo.
Teraz ja się oburzyłem. Wiem, że było to zbędne, szczególnie zważywszy na to co do tej pory się wydarzyło, ale pomyślałem, że mimo wszystko wypada.
-No nie. Co to za słownictwo? Jak ty się wyrażasz? W szkole tego uczą, co?
-Hahahaha… nie… Co? Dobra, zapraszam.
Na podłogę rzuciła koszulę. W moich oczach był wielki znak zapytania. Ubranie spadło tuż przed fotelem. Usiadła na nim.
-No chodź moje objęcia.
Taka bezpośrednia. Trudno było się jej oprzeć. Miała sobie niesamowitą siłę przyciągania. Jedną nogę położyła płasko na podłodze, a drugą zgięła w kolanie. W ten sposób stworzyła podparcie dla łokci. Przedramiona podtrzymywały opadającą do przodu głowę.
Trzęsłem się. Podniecenie dało mi kutasa i jaja. Chyba spanikowałem. Nie zrobiłem ani kroku.
-Człowieku, co z tobą?! Zachowujesz się jakoś dziwnie.
-Co? - próbowałem się otrząsnąć, - Nie, nie dziwnie. Już idę.
-Ja pierdolę, goła dziewczyna siedzi przed tobą, a ty stoisz jak słup soli? Boże, jaka jestem podjarana! Wyruchaj mnie w końcu! Zacznij tego fiuta moją ciasną cipeczkę, bo zwariuję.
Tego było już za dużo.
-Beatko! Och Beatko!
-No co, no co. Nie miaucz, tylko bierz się do roboty! Ruchasz czy nie?
Wyglądałem jak listek osikowy.
-Jezu, dziewczyno, proszę cię, nie prowokuj. Myślisz, że ile jeszcze wytrzymam?!
Nie odrywała ode mnie wzroku.
-Idziesz?
-Proszę…
Jej wygolona cipeczka pomiędzy rozchylonymi udami prezentowała się bardzo okazale. Płatki rozchylały się na boki, tworząc wspaniałą różę. Jej cycuszki mrugały do mnie ciemnymi oczkami brodawek spod drobnych ramion.
-Teraz mnie wyruchasz. Ja zawsze robię to, co mi się podoba i zawsze to osiągam.
-Nie, nie, nie… Nie mogę, błagam.
-Tak, tak, tak. Właśnie że tak.
-Nie. Przecież wiesz.
-Tak, tak, tak i nic na to nie poradzisz.
Odwróciła się do mnie tyłem i pochyliła w stronę fotela. Jej plecy utworzyły sinusoidę, następnie przeszły idealnym półkolem w rowek kakaowego oczka, by na końcu przejechać przez wzgórek myszki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz