17. Bierz mnie ostro.
Rozkosz napływała ze wszystkich stron, wypełniała każdą moją komórkę, całe moje jestestwo, wszystko to, czym byłem.
-No pchaj, pchaj tego swojego wielkiego jebakę. Nie krępuj się. Bierz mnie ostro.
Chwyciłem ją w talii i pracowałem, jeszcze mocniej dociskając do siebie.
-Poczekaj, tak będzie lepiej, - jęknęła, mrużąc oczy i uśmiechając się jedną stroną ust. Była śliczna, jasne włosy okalały jej drobną twarz.
-Oooooch! - westchnąłem.
Uwolniła mnie od siebie i przeszła na drugi koniec kanapy. Później położyła się na boku, zbliżając swój tyłeczek do krawędzi łóżka.
-Och moje ty słodkości, jesteś jak wulkan, - wyrzuciłem z siebie.
Złączyła nogi, kładąc jedną na drugą. W ten sposób wystawiła w moją stronę swoją gorącą, soczystą pizdeczkę.
-Podoba ci się? - spytała, uśmiechając się słodko.
-No wiesz, nie wiem co powiedzieć. Kręci mi się w głowie Beatko.
Położyła dłonie na pośladach i, tak jak poprzednio, rozsunęła je, robiąc nieco większy otwór.
-Wchodź, - westchnęła zapraszająco.
-A wypuścisz mnie? - spytałem z niedowierzaniem.
Wstałem. Miałem już więcej sił.
-Może, - zaśmiała się.
Stanąłem bardzo blisko niej. Było za wysoko. Kolanami dotykałem jej ud.
-No, popraw się kochanie, - skrzywiła nosek.
-Och, rusałko, - odezwałem się.
Ukląkłem. Teraz z kolei było za nisko. Mój kutas znajdował się na krawędzi łóżka.
-Chcesz mnie? - spytała tak, jakbym nie miał na to ochoty.
-Tak. Bardzo cię pragnę, - odpowiedziałem przejęciem.
Teraz wykonałem półprzysiad. Kolanami oparłem się o posłanie. Udało się. Czubek mojej rakiety celował wprost w jej szparkę. Byłem w siódmym niebie. Nic więcej już nie potrzebowałem.
-Wejdź we mnie, amorku, - westchnęła gorąco i to było to, co chciałem usłyszeć.
-O ja pierdolę! Moja słodka porwij mnie do gwiazd, - stęknąłem głośno.
Jeszcze raz się roześmiała.
-No to na co czekasz, ogierze?
Jej szparka ociekała perlistymi sokami. Grzechem byłoby nie wejść. Z takiej okazji po prostu trzeba było skorzystać i tyle.
-Matko święta, Beatko! - wyrzucałem z coraz większym podnieceniem.
Na początek wsunąłem czubek mojego kutasa. Było obłędnie gorąco, ciasno i wilgotno. Odbierało mi rozum.
-Ooooooch!!! - jęknąłem nieprzytomnie.
Od razu zakręciło mi się w głowie.
-Jeszcze. Mój pegazie, na co czekasz? Bierz mnie teraz.
Bałem się tego, to za chwilę się stanie. Wszedłem do połowy. Trudno to opisać. Było nieziemsko.
-Och Jezu, zwariuję! Uuuuuuaaaaahhhh, - nie mogłem się opanować.
-No coś ty nie wariuj, tylko mnie ruchaj.
Nie miałem odwrotu. Wepchnąłem się do końca. Ledwo żyłem.
-Boże, Beatko! Odpływam! A tobie? Dobrze ci?!
-Och tak, tak… Teraz mi dobrze! Twój kutas jest taki wielki.
Ściskała wanie ze wszystkich stron tak mocno, że miałem wrażenie, iż za chwilę stracę przytomność. Wysuwałem się powoli jak padalec.
-Aaaaaaauch, uuuuuuch, uch!!! - wyłem.
Rozkosz napływała ze wszystkich stron, wypełniała każdą moją komórkę, całe moje jestestwo, wszystko to, czym byłem.
-No pchaj, pchaj tego swojego wielkiego jebakę. Nie krępuj się. Bierz mnie ostro.
Było bosko, było ciasno, gorąco. Poczułem słodki odurzający zapach. Straciłem zmysły, straciłem panowanie nad osobą. Chciałem jeszcze i jeszcze. W głowie mi wirowało.
-Yyyyyyyyyyych!!! - ryczałem Jak dziki zwierz.
Pchnąłem. Szybko. Mocno. Wszedłem w nią za jednym zamachem. Bez oporu. Było mokro i ślisko.
-I jak… jak… dobrze ci?! - pojękiwała.
-Tak, och tak! -syczałem.
-No to dalej, dalej! Walcz rumaku! Nie poddawaj się!
Kolejne odlotowe pchnięcie. Czułem, że włosy na mojej głowie się jeżą. Każdy kolejny ruch był coraz trudniejszy, coraz bardziej przejmujący.
-Boże, moja ty rozkoszy, jak ty to robisz, że jesteś taka słodka?
Osunęła się na podłogę i przekręciła na drugi bok. Drżała na całym ciele. Teraz już postradałem zmysły.
-Chodź do mnie jeszcze, - westchnęła jeszcze bardziej gorąco.
Oparła się łokciem o krawędź łóżka. Patrzyła na mnie uważnie, czekając, aż będę przy niej.
-Tutaj, chcę tutaj, - zachęcała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz