20. Teraz udaje niewiniątko.
-Patrzcie, świętoszek się znalazł. Karolina zrobiła mu takiego druta, że nie jeden by mu pozazdrościł, przy Aśce zwalił sobie konia, a teraz udaje niewiniątko. Po prostu mi go daj i będzie po wszystkim.
-Poczekaj, poczekaj... to nie tak. Ty jesteś inna. Jesteś za młoda.
Na jej stopach wciąż znajdowały się pasiaste, jaskrawo kolorowe skarpetki. Jakby celowo je tam pozostawiła, chcąc podkreślić swoją dziewczęcą, niewinną erotykę. Zakręciła mnie całkowicie. Nagle oprzytomniałem.
-Że co?! Skąd wiesz, jakiego mam?
Śmiała się głośno i długo.
-No nie. Dobry jesteś. Naprawdę dobry.
-Zaraz przełożę cię przez kolano i zleję. A tak w ogóle, co to za teksty?! Jak ty się wyrażasz to wujka?!
Przechyliła głowę i patrzyła na mnie zza nagiego ramienia. Jej wzrok był czujny, ale gdzieś pod skórą malował się delikatny, flirtujący uśmiech.
Usadowiła się w poprzek fotela, kładąc górną część ciała na białej poduszce podłokietnika. Głowę oparła o ugiętą w łokciu rękę.
-Przyznaj się, że chciałbyś mi wsadzić aż po samo gardło?!
-Co?!!! Pogięło cię?! Co ty wygadujesz? Natychmiast się ubierz. Boże, gdyby ktoś tu teraz wszedł… Zaraz mi serce stanie.
-Stanie to ci coś innego. O ile już nie stoi. Powiedz mi tylko, co, bardziej lubisz podglądać, czy może też być podglądanym? Co cię bardziej rajcuje?
Kąciki jej ust zapadły się, tworząc urocze dołeczki, a jasna grzywka powoli zsuwała się na oczy.
-Boże, Zaraz dostanę zawału.
-Widziałam cię u Karoliny.
-Co?! Kiedy?!
-Widziałam, jak się przed nią rozbierałeś.
-Kurwa, podglądałaś nas?!
-Podglądałam, a co?
-Jak mogłaś?! Sikso ty jedna!
Uśmiechnęła się w odpowiedzi.
-No wiesz… nie taka znowu siksa... A co, myślisz, że tylko tobie można?!
-Ja nikogo nie podglądam…
-Taaak? Hahaha…
-Oczywiście.
-Aśki… też nie podglądałeś?
Ze zdziwienia szeroko otworzyłem usta.
-Zaraz cię zleję! O niej też wiesz? Jakim cudem!
-A wiem.
-Kurwa, jak???
-A normalnie.
-Niemożliwe. Jak to?
-No, ona sama wszystko mi opowiedziała.
-Cooo??? Wszystko?! Kłamiesz!
-Hahaha… jej się podobało, a tobie?
Z drugiej strony, poza obręb siedziska, wystawały jej, odziane w kolorowe skarpetki, stopy.
-Co mi się podobało?
-Jak to, “co”? Patrzenie.
Nerwowo skrzyżowała nogi. Małe piersi swobodnie zwisały do dołu. Była podniecona, sutki były już grube i napęczniałe, różowo brązowe falbanki muszelki wyjeżdżały spomiędzy pośladków. Opuchły i pomarszczyły się niczym duży ślimak.
-Jesteś niemożliwa, wiesz?
-Wiem, ale powiedz mi, czy ja?
-Co “ty”.
Lewą nogę zgięła w kolanie i podciągnęła pod brzuch. Jej cipeczka stała się teraz bardziej widoczna, wyeksponowana. Urosła wypychając do góry delikatne płatki.
-Hmmm… jestem apetyczna, co?!
Drżałem. Ta rozmowa do niczego dobrego doprowadzić nie mogła. Ona jednak nie dawała za wygraną. Krok po kroku prowadziła swoją zwycięską batalię. To były ostatnie podrygi mojego oficjalnego, pruderyjnego oporu.
-No dobra, przestań się bawić, tylko rozepnij rozporek i uwolnij tego swojego, dzikiego zaganiacza… kowboju!
Moje serce zaczęło jeszcze mocniej uderzać.
-Co ty wymyśliłaś?! W ogóle o tym nie mów, rozumiesz?!
-Patrzcie, świętoszek się znalazł. Karolina zrobiła mu takiego druta, że nie jeden by mu pozazdrościł, przy Aśce zwalił sobie konia, a teraz udaje niewiniątko. Po prostu mi go daj i będzie po wszystkim.
-Poczekaj, poczekaj... to nie tak. Ty jesteś inna. Jesteś za młoda.
-E tam, pierdolisz. Daj! Daj mi go!
-Och, nie. Nie mogę, - westchnąłem.
-Dajesz, czy nie? Bo sobie sama wezmę, - denerwowała się.
Głowę schowała w ramionach i oparła na dłoniach. Na jej buzi pojawił się słodki uśmiech. Z czoła opadł uroczy, lekko skręcony kosmyk włosów.
-Chociaż nie. Nic już nie mów. Po prostu chodź.
-Boże. Nie.
-Jęczysz jak stara baba. Przestań.
-Beatko. Nie.
-Cicho bądź i chodź!
-Nie.
-Tak! To nie jest takie trudne, jak ci się wydaje.
Pomimo wewnętrznego oporu, zbliżyłem się.
-No, już lepiej, - powiedziała zadowolona.
-Tak mówisz?
-No… znacznie. Jeszcze trochę.
Kąciki jej ust podjechały do góry.
-Nie mogę… Po prostu nie mogę, - zapierałem się jeszcze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz