19. Subtelna woń młodziutkiej kobiety.
Jednym pociągnięciem zsunęła z pośladków majteczki, pozostawiając je mniej więcej na środku ud. Jej kobiecość majaczyła, cudownie wypiętrzonym wzgórkiem między szeroko rozstawionymi pośladkami. Z podłużnego cięcia wysuwały się różowe, delikatne płatki. Do moich nozdrzy dotarła, powodująca lekki zawrót głowy, subtelna woń młodziutkiej, ale w pełni rozwiniętej już kobiety.
Ściany pokoju gościnnego pomalowane były na jasnoniebieski, relaksujący kolor. Zaraz po wejściu rzucał się w oczy szeroki, wygodny fotel. Barwą niewiele różnił się od reszty tła. Na podłokietnikach znajdowały się białe, gąbkowe wyściółki. W powietrzu rozchodził się ledwie wyczuwalny zapach lawendy.
Na środku fotela klęczała Beata. Pochylona do przodu wspierała się na rozłożonych palcach dłoni. Pierwszym elementem, który nieodparcie się narzucał, były duże bezprzewodowe słuchawki.
-Hej, co to za kawałek? - zapytałem niepewnie, słysząc przyciszoną muzykę.
Uwolniła jedno ucho i skrzywiła się.
-Ładnie…?
-Co, “ładnie”?
-Ładnie tak…?
Patrzyłem na nią, jak na wariatkę.
-No, tak wchodzić do cudzego pokoju bez pukania?
Miałem wrażenie, że rozbiera mnie samym wzrokiem.
-Pukałem.
-Nie słyszałam.
-No właśnie.
-Co, “właśnie”?
-Więc wszedłem.
-No…?
-No…
-I co?
-Sama chciałaś, bym przyszedł.
Ubrana była bardzo skąpo. Na jej ramionach niedbale spoczywała kraciasta rozpinana bluzka, której, połówki swobodnie zwisały do dołu, odsłaniając spory kawałek brzucha.
-Tak mówiłam? Rzeczywiście chciałam? - drażniła się.
-Oczywiście. Przecież bym nie przyszedł.
-Może i tak.
-Jak najbardziej.
-No, może, rzeczywiście chciałam, - przyznała.
-No, więc…
Uśmiechnęła się.
-Siadaj.
Na jej pośladkach znajdowały się białe, niczym niewyróżniające się majtki.
-Jakiej muzyki słuchasz?
-E, takie tam…
-Co, “takie tam”?
-Nie twoja epoka dinozaurze.
Znowu się uśmiechała. Tym razem spod lekko zmarszczonych brwi.
-Więc?
-Więc??
-Powiesz mi, o co chodzi?
-A nie wiesz?
Zmarszczyłem brwi.
-Nie.
-Och, wszyscy faceci są tacy sami.
Zrzuciła z siebie koszulę i niedbale cisnęła na oparcie fotela. Odwróciła się tyłem i opadła na górną część swojej garderoby. Miała seksownie wygiętą linię kręgosłupa, która płynnie przechodziła w krągłą pupcię.
-Wiesz co? - rzuciła.
-Co? Chociaż nie musisz już nic wyjaśniać. Wszystko rozumiem.
-Naprawdę?
-Zdaje się, że tak.
-Hmmm… to dobrze.
-Chociaż mam wątpliwości.
Podniosła głowę.
-Co?
-Czy dobrze.
Była bez stanika, gdzieś z boku pojawiła się jej malutka pierś.
Jednym pociągnięciem zsunęła z pośladków majteczki, pozostawiając je mniej więcej na środku ud. Jej kobiecość majaczyła, cudownie wypiętrzonym wzgórkiem między szeroko rozstawionymi pośladkami. Z podłużnego cięcia wysuwały się różowe, delikatne płatki. Do moich nozdrzy dotarła, powodująca lekki zawrót głowy, subtelna woń młodziutkiej, ale w pełni rozwiniętej już kobiety.
-Powiedz mi… - znacząco zawiesiła głos.
-Taaak?
-Czy ja ci się podobam?
Przełknąłem głośno ślinę.
-Słucham?
-Och nie gadaj. Czy chciałbyś mnie zarżnąć? Wyruchać jak dziką sukę?
-Hej młoda, co to za słownictwo?
Obruszyła się.
-No co?!
-Jak to “co”?! Jesteś przyjaciółką mojej kuzynki.
-No i co z tego?
-Kurde, wszystko.
-Oj zrzędzisz jak stary dziad.
-Nie zrzędzę i nie nazywaj mnie tak.
-Bo co?!
-Zaraz ci uszy natrę.
-Przestań, powiedz tylko, czy chciałbyś mnie wyruchać?
-Ja pierdolę, Beatko!
Roześmiała się w głos.
-Teraz to ty używasz brzydkich słów. Chciałbyś?
Moje serce waliło jak szalone.
-No wiesz… jesteś piękna…
-Tak? Tylko tyle?
-No i młoda…
-Mów dalej. Podoba mi się to.
-Podniecasz mnie…
-Hmmm… no, no… i…?
-Jezu, Czego ty ode mnie chcesz?
Jeszcze raz zmarszczyła brwi. Wiedziałem No, do czego ta zabawa prowadzi.
-Powiedz tylko…
-Tak…
-Czy chciałbyś wsadzić tego swojego grubego fiuta w moją ciasną cipkę?
-O Boże!
Czułem, że robi mi się gorąco.
-Hahahaha… co?
-Przestań…
Mój penis natychmiast stanął na baczność.
-Wiem, że chciałbyś. To widać.
-Ale ja… nie… no nie… to nie tak, - dukałem.
-Tak, tak, tak. Właśnie że tak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz