51. Na kolanach między jej nogi.
Gdy tylko moja kobieta wyszła, pani doktor podciągnęła się wyżej na siedzisku i założyła na nie stopę. Teraz wszystko do mnie docierało. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że wszystko ma swój cel. Każda jej czynność była dokładnie wyreżyserowana. To był taki kołowrót, z którego miałem się nie wydostać.
Przechyliła głowę na jeden bok, a ja bezwiednie szarpnąłem się w kilku silnych skurczach. Czułem się tak, jakby ktoś przyłożył mi do pleców gorące żelazo. Jej wielkie piersi swobodnie opadły do dołu. Były przepiękne. Na chwilę zabrało mi oddech. Czułem, że się pocę. W tej pozycji miała jeszcze szerzej rozsunięte uda. Prawie pod kątem stu osiemdziesięciu stopni. To też było celowe. Nie wiedziałem, na co się gapić: na twarz, cycki czy wprost na pizdeczkę? Wszystko było jednakowo pociągające. Teraz byłem już całkowicie w jej mocy. Zrobiłbym wszystko, co tylko by chciała, zanim jeszcze zdążyłaby wyrazić swoje życzenie.
-Jeżeli chcesz, możesz uklęknąć i polizać, - powiedziała wprost, - nic się nie stanie.
Jeszcze szerzej rozchyliła nogi. Płatki jej różyczki wyszły całkowicie na wierzch. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Myślałem, że to nie dzieje się naprawdę.
Roześmiała się.
-No śmiało, uklęknij. Jest twoja. Czujesz, jak pachnie?
Stało się coś, w co nigdy wcześniej bym nie uwierzył. Odruchowo i jakby wbrew sobie opadłem na kolana. Odjebało mi całkowicie. Zrobiłbym wszystko, aby poczuć jej zapach i smak. I poczułem. Nim się zorientowałem, zbliżałem się do niej na kolanach jak niewolnik.
Tak jak niewolnik.
Dopiero teraz dotarło do mnie to skojarzenie. Moja głowa była między jej kolanami i ciągle się zbliżała. Zerknąłem w jej błękitne oczy i zobaczyłem w nich satysfakcję. To było szaleństwo.
Później gapiłem się już tylko na jej pizdę. Płatki wyglądały jak dwa filety kurczaka delikatnie sklejone ze sobą, różowe i czyściutkie. Zaciągnąłem się intensywnym zapachem kobiety i już nad niczym nie panowałem. Byłem całkowicie w jej mocy, ale czułem się nad wyraz szczęśliwy i zadowolony.
Żeby tego było mało, ścisnęła w palcach włosy łonowe i podciągnęła je do góry. To sprawiło, że jej cipka odsłoniła się w pełnej krasie i zdawała się do mnie mrugać swoim jednym oczkiem. Rozchylała się i zamykała jakby żyła własnym życiem. Mogłem zrobić tylko jedno — zbliżyć się jeszcze bardziej.
Boże, co to było!? Nie umiałem sobie z tym poradzić. To było dziwne. Chociaż bardzo się starałem, nie umiałem się w tym odnaleźć. Drżałem, byłem cały roztrzęsiony. Byłem blisko, bardzo blisko. Zaprowadziła mnie do sąsiedniego pokoju. Dziwnym trafem na podłodze leżała miękka mata. Nie wiem, do czego to wcześniej mogło służyć. Miałem nadzieję, że chyba raczej nie do tego. Pewności mieć jednak nie mogłem.
Pani doktor była bardziej napalona, niż mi się to wydawało. Nie umiałem się sprzeciwić. Dałem się w to wciągnąć jak dzieciak. Byłem jak prowadzony na sznurku. Legła na tym szerokim wygodnym materacu jak stara suka i szeroko rozłożyła uda. Przecież powinienem się tego spodziewać. Czego się właściwie spodziewałem? Jej nogi były uniesione do góry, zgięte w kolanach i rozwarte prawie pod kątem stu osiemdziesięciu stopni. Szerokie i pełne uda nie broniły już dostępu do jej rozpalonej kobiecości. Były jak miejski trakt wskazujący, przybyszowi, gdzie znajduje się ratusz, w którym kierunku ma się poruszać aby dotrzeć do celu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz