Szukaj na tym blogu

14 lutego 2023

Miasto kobiet.

52. Słodka minetka. 



Szaleństwo zdawało się eskalować. Zachowywałem się jak dzikie zwierzę. Nie umiałem już nad niczym zapanować. Moje serce waliło jak szalone. Byłem przekonany, że za chwilę wyskoczy z piersi. Słyszałem tylko jego rytmiczne silne uderzenia. Brakowało mi tchu. Na raz wpadłem w nią jak napalony pies na sukę. Nie czekałem na nic, nad niczym się nie zastanawiałem. Była tak blisko, czułem jej intensywny aromat i to mi wystarczyło. Płatki jej różyczki były wilgotne, delikatnie rozchylone, lśniły. Zapraszały do zabawy. Bałem się tylko, że w pewnym momencie mogę się wystraszyć i wycofać. Może właśnie dlatego tak się zachowywałem. 

Przymknąłem powieki, ale nie na tyle, żeby nic nie widzieć. O nie. Tego nie mogłem sobie odmówić. Chciałem ją obserwować. Pragnąłem tylko ograniczyć nadmiar bodźców z zewnątrz. Na czworakach, na łokciach, nisko, prawie się czołgając, zbliżyłem się do jej gorącej kobiecości. Byłem gotowy na wszystko, co miało się tutaj stać. Moje usta były szeroko rozwarte, język daleko wysunięty. Tak daleko, jak tylko się dało. O tak, od razu na głęboką wodę. Wpadłem w sam środek. Ogarnęło mnie rozkoszne ciepło i cudowna, lepka wilgoć. Zapach wdzierał się w moje nozdrza z całą intensywnością i paraliżował mózg. Znalazłem się w samym sercu jej cudownej orchidei. Myślałem, że zwariuję, po prostu byłem szczęśliwy. 

No ale to był dopiero początek, zaledwie skromne preludium tego co miało się tutaj rozegrać. Choć w tym dziwnym nagim świecie byłem już jakiś czas i przeżyłem kilka fajnych przygód, coś tak intensywnego i bogatego w szczegółach przytrafiło mi się po raz pierwszy. Nie umiałem tego nazwać, określić, wyrazić. To działało na mnie kompleksowo, na każdą moją komórkę, na wszystko, czym byłem. Czułem się jak dzieciak w sklepie z zabawkami, gdzie może wybierać i nie może się zdecydować. Gdzie każda kolejna rzecz jest piękniejsza od poprzedniej. 

Już po chwili przeszedłem na jej twardą, sztywną, napęczniałą łechtaczkę. Zabawa z nią była jeszcze bardziej podniecająca. Mój język był jak wąż, wił się i skręcał we wszystkie możliwe strony. Samym czubkiem zahaczałem ją od spodu i szarpałem do góry, za każdym razem wywołując w jej ciele silne skurcze. To było jak potrącanie naprężonej struny kontrabasu. Grałem na jej instrumencie niczym wytrawny muzyk, a ona cicho wzdychała. Cipka pokryta zmierzwionym jasnym zarostem pulsowała rytmicznie. 

Za każdym razem kiedy udało mi się nieco unieść głowę, kątem oka widziałem jej pełne obfite ciało. Jej wielkie wręcz ogromniaste cyce przelewały się raz w jedną raz na drugą stronę jak kondomy mocno napełnione wodą. Miałem ochotę rzucić się na nie twarzą, schować się między nimi, okryć ich ciepłem i miękkością. Powstrzymałem się jednak, bo wiedziałem, że teraz mam inne zadanie. Teraz miałem zajmować się innym rejonem jej niesamowicie podniecającej topografii. Jej pośladki, uda, podbrzusze i krocze były jak afrodyzjak, narkotyk, który uzależnia i od którego nie można uciec. 

W międzyczasie wplotła dłonie w moje włosy i przyciskała głowę do swojego rozgrzanego, spragnionego miłości wzgórka. Chciałem zniknąć w niej, rozpłynąć się w jej słodkich zakamarkach.  

-Och słodki pieseczku, jak ty to dobrze robisz, -  wzdychała gorąco, starając się docisnąć moją czaszkę jak najbardziej w siebie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...