40. Jestem adoptowany.
Lokalizację zmieniliśmy szybciej, niż mogłem się spodziewać. W pewnym momencie po prostu otworzyła kratę i pociągnęła mnie za sobą.
-Chodź. Nie możesz tu tak siedzieć, - odezwała się szeptem, - jesteś spocony, brudny i zapewne głodny. Biedaku, jak oni cię traktują. Chodź, zabieram cię ze sobą.
Zaskoczony rozejrzałem się niepewnie. Nie wiedziałem, jak zareagować. Nie miałem pojęcia czy znowu czasem nie łamię jakiegoś przepisu, ale przeciwstawiać się jej także się bałem.
-Nic się nie martw, - westchnęła, patrząc na moją strapioną minę, - nic ci się nie stanie. Zabieram cię do siebie.
-Co? - westchnąłem.
-Ach, ty nic nie wiesz. Adoptuję cię. Czyż to nie wspaniała wiadomość? Przepraszam, że musiałeś tu spędzić całą noc, ale nic nie mogłam poradzić. Takie są przepisy. No dobrze, teraz to już z tym koniec. Zabieram cię do siebie. Chodź. Mieszkam niedaleko.
Nie byłem pewny, czy było to legalne wyjście z tego więzienia, czy też zwykła ucieczka. Skądś jednak wzięła klucze. Poza tym nikt nas nie zatrzymywał. Nie miałem pojęcia, co się dzieje. Nie wiedziałem, czy mogę jej ufać, jednak bałem się o to spytać. Musiałem mieć kogoś w tym świecie, kogoś, kto w razie konieczności byłby w stanie mi pomóc. Nie miałem innego wyjścia.
Okazało się, że mieszka po drugiej stronie ulicy. Kiedy weszliśmy do niej do domu, zrobiła kanapki i jajecznicę. Było tego stanowczo za dużo. Nie byłem w stanie wszystkiego zjeść, ale byłem niesamowicie zadowolony, że ktoś w ogóle się mną zainteresował.
Od momentu, kiedy znalazłem się w po drugiej stronie, nachodziły mnie czarne myśli. Bałem się tego, co będzie dalej. Zadawałem sobie pytanie, jak mnie potraktują? Za dużo widziałem i słyszałem, żeby się nie tym przejmować. Jednak było tego na tyle dużo, żeby co nieco zorientować się w regułach panujących w tym świecie i żeby więcej, oczywiście w miarę możliwości, nie pakować się w kłopoty.
Tego dnia wszystko zdawało się być na jak najlepszej drodze. Kiedy najadłem się do syta, postanowiła, że się wykąpiemy. Nie była to zwykła kąpiel pod natryskiem, taką, jaką bierze się codziennie. Owszem, wszystko rozgrywało się w łazience, ale scenariusz był nieco inny. Na środku rozłożony był pompowany materac. Taki, który nie nasiąka wodą. Widząc go nawet, nie domyślałem się, co jeszcze mnie czeka. Byłem przekonany, że to jakieś niedopatrzenie, ot typowy bałagan w domu młodej kobiety.
Znowu mnie zaskoczyła. To stało się bardzo szybko. Byłem tak podekscytowany, że nawet nie wiedziałem, jak się na nim znalazłem. Z niesamowitą łatwością poddawałem się temu, co ona ze mną wyprawia. Nie protestowałem. Czułem się dziwnie, ale muszę powiedzieć, że sprawiło mi to ogromną przyjemność. Poczułem ulgę po tym wszystkim, co działo się do tej pory.
Leżałem na tym sprężystym prowizorycznym posłaniu. Oczywiście byłem goły. Przecież cały czas nic na sobie nie miałem. Po prostu leżałem, a ona dosiadała mnie tyłem. Tym razem było inaczej. Mój kutas nie był w posiadaniu jej gorącej cipki, lecz zwinnych, sprytnych rączek. Wcale mi to nie przeszkadzało. Muszę powiedzieć, że bardzo sprawnie się nim zajmowały. Wszystko odbywało się na mokro i w pachnącej pianie. Zapomniałem o wszystkim, co do tej pory się działo. Byłem tylko ja i ona. Tarzaliśmy się przez chwilę, dopóki na mnie nie wlazła. To było bardzo miłe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz