48. Sklep i próba ucieczki.
Dopiero teraz to do mnie dotarło. Kiedy obok nas przechodzili, przyjrzałem się uważnie. Rzeczywiście facet miał na szyi prostą skórzaną obrożę, a do niej przyczepioną dość długą smycz.
Myślałem, że wybuchnę śmiechem. To była jakaś trudna do opisania parodia. Jak scenki z filmu sado-maso. Kiedy mnie mijał, spojrzał na mnie złowrogo. Naprężył się jeszcze bardziej i warknął coś niezrozumiale. Odniosłem wrażenie, że chce mnie uderzyć, ale nie wierzyłem, ze rzeczywiście chce to zrobić.
-Nie ruszaj Max! Odezwała się stanowczo kobieta, która go prowadziła. - Nie można! Nie bijemy innych panów.
Chłopak złagodniał, a jego pani się uśmiechnęła i pogłaskała go po głowie.
-Dobry Max, dobry, - powiedziała.
Kiedy ich minęliśmy, moja kobieta się odezwała:
-Widzisz, inni chłopcy potrafią być agresywni. Dlatego nie możesz biegać luzem. Musisz uważać. Ty mi na takiego nie wyglądasz. Nie gryziesz, nie bijesz się, prawda? No ale na wszelki wypadek zapiszę cię do szkółki dobrego wychowania. To ci dobrze zrobi.
Po pokonaniu kilkuset metrów niespodziewanie zatrzymała się przed sklepem spożywczym. Odwróciła się i spojrzała na mnie.
-Poczekaj tu. Zrobię małe zakupy. To potrwa tylko chwilę.
Otworzyła drzwi, a kiedy mimo wszystko chciałem wejść za nią, zatrzymała mnie delikatnym ruchem dłoni i dodała:
-Nie, ty nie wchodzisz. Widzisz ten napis?
Spojrzałem. Na drzwiach była naklejka. “Mężczyznom wstęp wzbroniony”. Z jednej strony czułem jak krew mnie zalewa, ale z drugiej chciało mi się cholernie śmiać. To było tak irracjonalne, że trudno było w to uwierzyć.
Okazało się, że kolejka była dłuższa, niż się spodziewała. Chwila przeciągnęła się do kilkunastu minut. Kiedy nie wychodziła, a wokół nikt się nie kręcił, naszła mnie głupia myśl: dlaczego nie spróbować ucieczki?
Nie było czasu się zastanawiać. Rozejrzałem się jeszcze raz i powoli ruszyłem ulicą. Wiedziałem, że jak będę biegł, to od razu mnie namierzą. Spokojny, ale szybki marsz wydawał się bardziej racjonalny. Uszedłem jakieś pięćdziesiąt metrów i skręciłem w boczną uliczkę. Nikt mnie nie ścigał.
“Łatwizna”, - pomyślałem, czując się już prawie wolnym.
Jednak po pokonaniu kolejnych dziesięciu metrów obroża na mojej szyi zaczęła się kurczyć i zaciskać. Na początku bardzo delikatnie, ledwie wyczuwalnie. Była elastyczna. Z każdym krokiem jednak oddychanie stawało się coraz trudniejsze.
Kiedy skojarzyłem fakty, myślałem, że już po mnie. To kurewstwo chciało mnie udusić.
“Jasny gwint! Zdechnę tutaj!”
Byłem zmuszony do zatrzymania się. Wciąż ciężko mi się oddychało, ale żyłem. Spróbowałem jeszcze raz. Jeden krok. Opaska mocno się zaciskała. Cofnąłem się o kilka kroków.
“No dobrze, w ten sposób ze mną pogrywacie, pojebańcy? - pomyślałem, - “Zobaczymy, kto jest cwańszy”.
Kiedy obroża rozluźniła się już do poprzedniego stanu, włożyłem pod nią palce i próbowałem ściągnąć. Najpierw poszukałem przycisku, którym to wszystko zapięła. Nie działał. Później stwierdziłem, że trzeba to zrobić szybko i siłowo. Wydawała się na tyle elastyczna, iż stwierdziłem, że jest to możliwe. Kiedy zacząłem przesuwać ją do góry w kierunku czoła, poraził mnie prąd. Napięcie było tak silne, że upadłem na kolana. Przez chwilę oszołomiony kręciłem głową.
“Ja pierdolę! Ale się wpakowałem. Kurwa, to już po mnie. Nigdy się stąd nie wydostanę”.
Szybko doszedłem do wniosku, że nie czas na rozpaczanie, że jak nie chcę być ukarany, to muszę szybko wrócić pod ten pierdolony sklep. Nie chciałem, aby wiedziała, że w ogóle chciałem to zrobić. To pewnie pozbawiłoby mnie możliwości na dalsze próby ucieczki. Chwilowo musiałem się wycofać. Postanowiłem zaczekać na lepszą okazję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz