Szukaj na tym blogu

5 lutego 2023

Miasto kobiet.

43. Masaż udami na boku. 


Szeroko rozstawiłem uda, a ona jakoś się pod nie dostała. Spletliśmy się w śliskim, gorącym uścisku. Jak zapaśnicy szamotaliśmy się, ale tak naprawdę chodziło tylko o gorące pieszczoty. 

Po kilku minutach leżała na boku podparta na łokciu. Bawiła się ze mną. Chwyciła śliskiego, napęczniałego do granic możliwości penisa pod kolanem. Zgięła nogę tak, że nalazł się między łydką a udem. Wyślizgiwał się, ale jej to nie przeszkadzało. Przytrzymywała go ręką i poruszała się w taki sposób, że chował się i wychodził rytmicznie i miarowo. Tego było już za wiele. Przed moimi oczami wirowały kolorowe kółeczka. Ledwie żyłem.

-Tak, o tak, - wyrzucała ze swojego gardła, a ja tylko dyszałem, nie mogąc uspokoić szalonego bicia serca. 

Bałem się, że za chwilę zejdę z tego świata. 

-O, ooo, o… zobacz, - stękała cicho. 

Bawiła się mną jak zabawką. Sprawiało jej to dużą przyjemność. Byłem jej zabawką. Dotarło to do mnie, ale czułem się z tym niesamowicie dobrze. Była taka słodka, taka gorąca, że kręciło mi się w głowie. Młoda twarz o azjatyckich rysach, słodki uśmiech, sterczące cycki. Czegóż więcej mogłem chcieć? 

-O tak, tak, świetnie. Och spokojnie, rozluźnij się, to jeszcze nie koniec, - powiedziała ciepło i już całkiem przytomnie spojrzała mi w oczy. 

Ona wiedziała, czego chce i nie zamierzała z niczego rezygnować. Ja mogłem tylko brać. Przesunęła się buzią w stronę mojej twarzy. Ocierała się o mnie całym swoim śliskim ciałem. Tarzała się po mnie, doprowadzając do szaleństwa. Zdawało się, że to nigdy nie będzie mieć końca. Jej niesamowite cycki jeździły po moim torsie. 

W pewnym momencie chwyciła mojego rozgrzanego zaganiacza swoją zwinną rączą, zacisnęła na nim śliskie paluszki i zaczęła poruszać w jedną i w drugą stronę. 

-Dobrze ci, dobrze? - powtarzała tak, jakby nie była tego pewna. 

Nie poprzestała tylko na zwykłym waleniu konia, co i tak było niesamowicie przyjemne, lecz obracała piąstką wokół własnej osi, co chwilę zagarniając odsłoniętą napęczniałą, głowicę. Patrzyła na niego i słodko się uśmiechała. Doprowadzanie mnie do szaleństwa sprawiało jej jakąś dziwną przyjemność, a ja nie miałem nic przeciwko temu. 

Cały czas ocierała się o mój bok swoimi jędrnymi sterczącymi cyckami i brzuchem. Dyszała głośno i przejmująco. Zagarniała jajka. Były śliskie i twarde jak piłki. Całowała mnie, lizała moje sutki, skórę na szyi i klatce piersiowej. Choć była cala w pianie jakoś jej to nie przeszkadzało. Doskonale wiedziała, co robi i wykonywała to perfekcyjnie. 

Teraz ułożyła się tak, że oplotła moją nogę swoimi udami, zacisnęła je i zaczęła przesuwać się cała w obydwie strony. Jej cipka, rozgniatając się na moich twardych mięśniach, doświadczała coraz większej rozkoszy. Tarzaliśmy się w pianie mokrzy śliscy w ciasnych objęciach szybko i gorąco windowaliśmy się na sam szczyt najsłodszego orgazmu, ale nie miałem pewności czy w ogóle nadejdzie i kiedy to się stanie. 

Po jakimś czasie odezwała się znowu:

-Chcesz, żebym na ciebie weszła? 

Miałem na to niesamowitą ochotę. Chciałem, żeby się na mnie nadziała i też chciałem skończyć w jej cipce. Jednak jak tu w życiu bywa, nie mogłem mieć żadnej pewności, że to się stanie. No ale cóż, ona rzeczywiście zmierzała to zrobić. Ta małota cipeczka zabrała mi wszystko i pozostawiła tylko gorące pożądanie. Mogłem to tylko spożytkować w jeden sposób. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...