47. Idziemy do lekarza.
-Nie podoba ci się? Mogę zmienić. Mam jeszcze dwie inne, - znieruchomiała na chwilę, - Tak, tak wiem, że nie każdy lubi te nowości z elektroniką. Pewnie denerwują cię te diody. Sporo na nią wydałam. Chciałam, żebyś miał wszystko, co najlepsze. Myślałam, że ci się będzie podobać.
Zatkało mnie. Co tu się działo?
-Ale… - chciałem coś powiedzieć.
Nie dała mim skończyć.
-No co, mój ty słodziaku. Jak damy ci na imię? Eryk? Fryderyk? Podoba ci się? Ładnie się kojarzy.
Pocałowała mnie w policzek, ale mimo wszystko zaczynał trafiać mnie szlag.
-Ja nie chcę żadnej obroży! - krzyknąłem, - po prostu mnie wpuść!
-Jejku jak te baby traktują mężczyzn, - kontynuowała, nie zważając na mój protest, - Powiedz, biła cię? Jesteś taki wystraszony.
Zbiła mnie z tropu.
-Co? Nie, nie biła mnie. Kurwa nikt mnie nie bił! Czy mogę już stąd wyjść?! Po co ten cały cyrk?
Pocałowała mnie w usta i to trochę mnie uspokoiło.
-Posłuchaj. Wszystko będzie dobrze. Ja o ciebie zadbam. Będziesz miał prawdziwy dom, dobre jedzenie, miękkie łóżeczko, a jak będziesz mnie zaspokajał, to pomyślimy o innych przyjemnościach.
Nie wiem, ale mój bunt był jakby mniejszy.
-Po co ta obroża? - spytałem już spokojniej.
Pokręciła głową.
-Ach o to chodzi? No cóż, takie przepisy. Chyba nie chcesz, żeby twoja pani zapłaciła mandat, co?
Chuj mnie obchodziło, że może zapłacić za mnie mandat.
-Co to jest? Jak to działa? - spytałem zaciekawiony.
-Och to dla twojego bezpieczeństwa. Sam zobaczysz. Spodoba ci się, - próbowała mętnie tłumaczyć, co wcale mi się nie spodobało, - a teraz szybciutko. Idziemy do lekarza.
-Do lekarza? Po co? Przecież jestem zdrowy.
-Wiem, wiem. Widzę, że nic ci nie jest, ale to też musimy zrobić. Zbadają cię i dadzą parę zastrzyków i po wszystkim. Nawet nie będziesz wiedział, kiedy to się stanie.
Moje obawy wciąż utrzymywały się na wysokim poziomie.
-Zastrzyków? Po co?
-Och nie mam pojęcia, - machnęła lekceważąco ręką, - Chyba od chorób zakaźnych. To tylko na samym początku. Obiecuję, że później nikt już się ciebie nie będzie czepiał. No dobrze wychodzimy.
Klepnęła mnie w tyłek, przekroczyłem próg i znalazłem się na ulicy. Było już dosyć późno. Słońce stało wysoko na niebie i dość mocno przygrzewało. Robiło się coraz cieplej. Zapowiadał się kolejny upalny dzień.
-Gdzie idziemy? - spytałem, kiedy zeszliśmy ze schodów.
-Prosto. To niedaleko. Tylko dwie przecznice, - wskazała kierunek wzdłuż szerokiej ulicy,- Ale jestem podekscytowana. Mam swojego własnego faceta. Och jakie to przyjemne uczucie.
Ludzi było niewielu. Mówiąc ludzi mam na myśli same kobiety. Bo to one dominowały w krajobrazie. Odruchowo szukałem mężczyzn. To było dziwne. Rozglądałem się za facetami, za czymś, co jak mi się w tej chwili wydawało, było czymś normalnym.
W końcu zobaczyłem jednego. Był młody. Właściwie to jeszcze chłopiec. Szerokie dobrze umięśnione barki, na brzuchu sześciopak świadczyły o tym, że musiał odwiedzać siłownię. Natomiast dobrze ukształtowany penis z odsłoniętą głowicą wskazywał na jego dużą potencję seksualną.
Szedł tuż przed zgrabną brunetką. Była nieco wyższa od tej mojej, także miała ciemną karnację skóry, jednak jej włosy były skręcone w delikatne loki i swobodnie opadały na ramiona. Prowadziła go na smyczy.
“Co?! Na smyczy?!”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz