Szukaj na tym blogu

9 lutego 2023

Miasto kobiet.

47. Idziemy do lekarza. 


-Nie podoba ci się? Mogę zmienić. Mam jeszcze dwie inne, - znieruchomiała na chwilę, - Tak, tak wiem, że nie każdy lubi te nowości z elektroniką. Pewnie denerwują cię te diody. Sporo na nią wydałam. Chciałam, żebyś miał wszystko, co najlepsze. Myślałam, że ci się będzie podobać. 

Zatkało mnie. Co tu się działo?

-Ale… - chciałem coś powiedzieć. 

Nie dała mim skończyć. 

-No co, mój ty słodziaku. Jak damy ci na imię? Eryk? Fryderyk? Podoba ci się? Ładnie się kojarzy. 

Pocałowała mnie w policzek, ale mimo wszystko zaczynał trafiać mnie szlag.  

-Ja nie chcę żadnej obroży! - krzyknąłem, - po prostu mnie wpuść! 

-Jejku jak te baby traktują mężczyzn, - kontynuowała, nie zważając na mój protest, - Powiedz, biła cię? Jesteś taki wystraszony.

Zbiła mnie z tropu.

-Co? Nie, nie biła mnie. Kurwa nikt mnie nie bił! Czy mogę już stąd wyjść?! Po co ten cały cyrk?

Pocałowała mnie w usta i to trochę mnie uspokoiło. 

-Posłuchaj. Wszystko będzie dobrze. Ja o ciebie zadbam. Będziesz miał prawdziwy dom, dobre jedzenie, miękkie łóżeczko, a jak będziesz mnie zaspokajał, to pomyślimy o innych przyjemnościach. 

Nie wiem, ale mój bunt był jakby mniejszy.

-Po co ta obroża? - spytałem już spokojniej. 

Pokręciła głową.

-Ach o to chodzi? No cóż, takie przepisy. Chyba nie chcesz, żeby twoja pani zapłaciła mandat, co? 

Chuj mnie obchodziło, że może zapłacić za mnie mandat.

-Co to jest? Jak to działa? - spytałem zaciekawiony. 

-Och to dla twojego bezpieczeństwa. Sam zobaczysz. Spodoba ci się, - próbowała mętnie tłumaczyć, co wcale mi się nie spodobało, - a teraz szybciutko. Idziemy do lekarza.

-Do lekarza? Po co? Przecież jestem zdrowy. 

-Wiem, wiem. Widzę, że nic ci nie jest, ale to też musimy zrobić. Zbadają cię i dadzą parę zastrzyków i po wszystkim. Nawet nie będziesz wiedział, kiedy to się stanie.

Moje obawy wciąż utrzymywały się na wysokim poziomie.  

-Zastrzyków? Po co? 

 -Och nie mam pojęcia, - machnęła lekceważąco ręką, - Chyba od chorób zakaźnych. To tylko na samym początku. Obiecuję, że później nikt już się ciebie nie będzie czepiał. No dobrze wychodzimy.

Klepnęła mnie w tyłek, przekroczyłem próg i znalazłem się na ulicy. Było już dosyć późno. Słońce stało wysoko na niebie i dość mocno przygrzewało. Robiło się coraz cieplej. Zapowiadał się kolejny upalny dzień. 

-Gdzie idziemy? - spytałem, kiedy zeszliśmy ze schodów. 

-Prosto. To niedaleko. Tylko dwie przecznice, - wskazała kierunek wzdłuż szerokiej ulicy,- Ale jestem podekscytowana. Mam swojego własnego faceta. Och jakie to przyjemne uczucie. 

Ludzi było niewielu. Mówiąc ludzi mam na myśli same kobiety. Bo to one dominowały w krajobrazie. Odruchowo szukałem mężczyzn. To było dziwne. Rozglądałem się za facetami, za czymś, co jak mi się w tej chwili wydawało, było czymś normalnym. 

W końcu zobaczyłem jednego. Był młody. Właściwie to jeszcze chłopiec. Szerokie dobrze umięśnione barki, na brzuchu sześciopak świadczyły o tym, że musiał odwiedzać siłownię. Natomiast dobrze ukształtowany penis z odsłoniętą głowicą wskazywał na jego dużą potencję seksualną. 

Szedł tuż przed zgrabną brunetką. Była nieco wyższa od tej mojej, także miała ciemną karnację skóry, jednak jej włosy były skręcone w delikatne loki i swobodnie opadały na ramiona. Prowadziła go na smyczy. 

“Co?! Na smyczy?!” 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...