Szukaj na tym blogu

8 lutego 2023

Miasto kobiet.

46. Obroża.


Byliśmy w pokoju. W tym samym co wcześniej. Był poranek. Po dobrym seksie byłem w świetnym humorze. Doskonale to pamiętałem każdą pozycję i to, co ze sobą wyprawialiśmy. Staliśmy na środku pomieszczenia nadzy tak, jakby była moją partnerką przynajmniej od kilku lat. Ona z pięknymi piersiami, szerokimi biodrami i podniecającą cipką. Ja ze sterczącym grubym kutasem. 

Miałem ochotę na więcej i więcej. Mogłoby się wydawać, że wszystko jest na jak najlepszej drodze. Uśmiechała się do mnie zaczepnie i ciepło. Jeszcze nie wiedziałem, o co jej chodzi. Dopiero po chwili dostrzegłem, że w ręku trzyma coś okrągłego. Nie wiedziałem, co to jest. Wyglądało jak opaska. Uśmiechnąłem się do niej. Jeszcze nic złego nie podejrzewałem. Zresztą, dlaczego miałbym podejrzewać? Przecież było mi z nią tak dobrze. Patrzyła w milczeniu na mnie, ale czułem, że za tym milczeniem coś się kryje. Już zamierzałem odejść, kiedy ona się odezwała: 

-Nie ruszaj się. Mam dla ciebie niespodziankę.

-Co? Jaką niespodziankę? - spytałem zaskoczony.

Uśmiechnęła się jeszcze serdeczniej. Czyżby chciała coś ukryć? 

-Od dziś to nas będzie łączyć, - powiedziała tajemniczo. 

-Co? - spytałem, ale za chwilę miałem się dowiedzieć. 

Pokazała na to co trzymała w dłoni.

-To. Jesteś mój. Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałam mieć faceta… - powiedziała, a w jej oczach było widać prawdziwe wzruszenie. 

Wciąż nic nie rozumiałem. Patrzyłem na nią pytającym wzrokiem. 

-Ale… że co? - westchnąłem, a ona zaczęła się tłumaczyć.  

-Wiesz, dużo pracuję, to znaczy pracowałam. Nigdy nie było czasu. Nie chciałam kupować faceta tylko po to, żeby cały dzień siedział w domu. Nie jestem z tych… no wiesz… 

Patrzyła na mnie i uśmiechała się zarazem ciepło, a jednocześnie tajemniczo. Rodziło się jakieś napięcie. Niby wszystko było dobrze, ale wciąż nic nie rozumiałem. 

-No ale teraz wszystko się zmieniło, - ciągnęła. - Mam lepszą pracę, więcej zarabiam i będę więcej w domu. Będę mogła się tobą zająć tak, jak trzeba.

O co jej chodziło? 

-Zająć? Jak trzeba? Sam potrafię się sobą zająć, - powiedziałem spokojnie, ale stanowczo. 

-Och przestań. Nie mów tak, bo sprawiasz mi przykrość. Wiem, że wzięłam cię ze schroniska, ale to już przeszłość. Możesz o tym zapomnieć, - zripostowała szybko, ale ja nie byłem zadowolony z takiej odpowiedzi. 

-Ze schroniska? Nigdy nikt się mną nie zajmował. Zawsze dawałem sobie radę sam. Nie musisz się mną zajmować. Wystarczy, że otworzysz drzwi, a sobie pójdę, - powiedziałem, chcąc jak najszybciej zakończyć tę farsę i zniknąć z jej życia. W ogóle zniknąć z tego świata. Choć jak na razie nie miałem pojęcia jak.

Roześmiała się smutno i pogłaskała mnie po policzku. 

-Och biedaku. No co ty gadasz? Nigdzie cię nie wyganiam.

To zaczynało nabierać jakiegoś dziwnego znaczenia.  

-Ale ja nie czuję, że mnie wyganiasz. Po prostu darujesz mi wolność. Otwórz drzwi, to sobie pójdę, - zachęcałem, z nadzieją, że jednak to zrobi. 

Pokiwała głową i spojrzała mi w oczy. W jej wzroku było współczucie.

-Gdzie ty do tej pory się podziewałeś? Kto był twoim panem? Biedaku, co oni ci zrobili. Nie rozumiem, żeby tak traktować faceta… na dodatek jeszcze takiego ładnego. Poczekaj, nie ruszaj się.

Uniosła ręce do góry i zapięła mi na szyi to, co trzymała w ręku. Usłyszałem ciche kliknięcie, a tuż niżej zapaliło się czerwone światełko. Po chwili zmieniło się w żółte a po kilku sekundach przeszło w zielone. 

-Co to jest, - spytałem.

-Jak to co? Obroża. 

-Co? Obroża? - byłem coraz bardziej zaniepokojony. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...