34. Siedząc tak blisko niej
Wieczór właściwie dobiegał do końca. Wypiłem ostatni łyk wina i odłożyłem kieliszek na stolik. Choć była jeszcze jedna sprawa do poruszenia, czułem się zagubiony. Nie wiedziałem, jak zacząć rozmowę na ten temat. Jednak moja ciotka była świetnym obserwatorem i szybko zauważyła mój dziwny niepokój.
-Widzę, że coś jest nie tak, Julian. Co cię dręczy? - zapytała z troską w głosie.
Odsunąłem się nieco od niej i spojrzałem w dół, czując trudności z wydobywaniem słów.
-Ciociu, - zacząłem, czując, jak moje serce bije coraz szybciej, - muszę ci o czymś powiedzieć.
-Co takiego? - dopytała.
Przełknąłem ślinę. Czułem się bardzo niezręcznie, ale wiedziałem, że muszę to z siebie wyrzucić.
-To, co się stało, co zaszło... ciociu, to nie tak. Nie wiem, jak to wyrazić. To, co się stało, jest niewłaściwe. Wiem, że to nie powinno mieć miejsca, ale...
Nie mogłem dokończyć tego zdania. Żałowałem, że w ogóle o tym mówię. Czułem, jak ciężar mojej winy spada na mnie z całą mocą, a jednocześnie odczuwałem intensywną potrzebę wyznania prawdy. Było to o wiele trudniejsze, niż sobie wyobrażałem. Spodziewałem się gromów spadających na moją głowę i całej serii kłopotliwych pytań.
Tymczasem ciotka spojrzała na mnie z zaskoczeniem i zdziwieniem, ale nie wyrażała żadnego gniewu czy oburzenia. Czekała na to, co powiem dalej. Była po prostu ciekawa.
-Ciociu, - zacząłem jeszcze raz, czując, że trudno mi utrzymać kontakt wzrokowy, - przez to, co się stało, jestem cholernie zagubiony.
Z każdym wypowiadanym słowem czułem, że popełniam błąd. Miałem wrażenie, że nie powinienem był jej o tym wspominać, tylko starać się poradzić sobie samemu. Ale mleko się już rozlało i nie dało się tego cofnąć.
-A co takiego się stało, Julian? - spojrzała na mnie z troską.
-Och, nie wiem, jak to powiedzieć, ciociu.
Wyrzuć to w końcu z siebie. Po prostu zacznij mówić, a później będzie łatwiej.
Spoglądałem na nią, na tę jej żółtą lekką sukienkę o olbrzymim dekolcie, przez którą prześwitywały jej krągłości i kształty, przełknąłem ślinę i pomyślałem, że wpadłem jak śliwka w kompot. Oczywiście, miałem na myśli to, że nie potrafiłem zapanować nad reakcjami mojego ciała. Były one tak intensywne, że bałem się stracić nad sobą kontrolę. To nie były zwykłe przyjacielskie zaloty wobec ukochanej ciotki, w którą byłem zauroczony od dziecka. To było intensywne, męskie podniecenie wobec kobiety, z którą pragnąłem pójść do łóżka.
Cholera jasna, jak mogłem czuć się tak podniecony przy krewnej, przy mojej własnej ciotce?! Przecież to było nieetyczne, niemoralne! A jednak nie mogłem temu w żaden sposób zaprzeczyć. To działo się naprawdę, tu i teraz, a ja byłem w tym wszystkim najbardziej zagubiony.
Siedząc tak blisko niej, pragnąłbym powiedzieć, że to wszystko jest tylko iluzją. Chciałbym wymazać to z mojej głowy i z rzeczywistości, aby mieć czystą kartę. Jednak nie było odwrotu, byłem świadom, że to się stało. Pomimo moich dwudziestu dwóch lat, byłem już fizycznie dorosłym, dojrzałym mężczyzną. Świadomie przyjmowałem tę prawdę, ale nigdy nie przypuszczałem, że moje pragnienia skierują się właśnie w tę stronę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz