2. Kieliszek między jej nogami.
No cóż, w tym momencie, nie było czasu, aby dłużej rozmawiać, bo musiałem wyjść do pracy. Nie wiem dlaczego, ale znów jej zaufałem i zostawiłem ją samą w mieszkaniu. Co prawda, żadnych kosztowności w nim i nie miałem, ale przykro byłoby mi się pożegnać z moim telewizorem, czy laptopem. W tej chwili jednak, zupełnie o tym nie myślałem. Miałem wrócić przed 19:00, ale dodatkowe zajęcia przeciągnęły się do 20:00.
Kiedy wszedłem do domu, przywitała mnie cicha, łagodna muzyka. Zdjąłem kurtkę i zorientowałem się, że światło jest zgaszone a wszędzie poustawiane płonące lampki i świeczki. W pierwszej chwili bardzo się wystraszyłem. Wyglądało to tak, jakby chałupa mi płonęła.
-O Boże! - westchnąłem z przejęcia.
Następny rzut oka pozwolił mi, zorientować się, że nic złego się nie dzieje. Owszem lampek było dużo, ale ustawiła je w bezpiecznych miejscach. Roześmiałem się, bo zacząłem sobie uświadamiać, że w mieszkaniu nie było ani jednej świeczki. Nie miałem pojęcia skąd ona tyle tego wzięła. Chciała zrobić na mnie wrażenie, no to zrobiła. Nie wiem tylko, czy o to jej chodziło.
Stała przede mną i z rozbrajającą szczerością powiedziała:
-Zrobiłam kolację. Przepraszam, że tak skromnie, ale nic więcej nie było w lodówce.
-Aha… ok, - roześmiałem się jeszcze raz i dodałem - Okradłaś pasmanterię zza rogu?
Spojrzała na mnie z uśmiechem ale i wyrzutem w oczach. Była jak mały szczeniak, na którego trudno się gniewać.
-Daj płaszcz, powieszę, - odezwała się, wyciągając w moją stronę ręce.
Zapaliłem światło i zorientowałem się, że cały dom jest pięknie wysprzątany. Widocznie, chciała zrobić w moich oczach jak najlepsze wrażenie.
-Proszę, usiądź, - powiedziała wskazując wolne miejsce tak, jakby była u siebie.
Pomyślałem sobie, że następnego dnia pewnie zrobi mi pranie, a później zacznie się droczyć o to, że zbyt późno wracam. To było urocze, ale jednocześnie odrobinę niepokojące.
Na stole znajdowała się gorąca pizza, zresztą moja własna. Poznałem po opakowaniu. Musiała spenetrować zamrażalnik lodówki. Uśmiechnąłem się tylko, ale nic nie powiedziałem. Jakimś cudem znalazła też kieliszki i butelkę wina. Pomyślałem sobie, że skoro już się tak postarała, to nie będę jej nic wypominał.
Siedząc nad talerzem, zastanawiałem się, co właściwie się stało? Dopiero teraz miałem okazję dokładniej się jej przyjrzeć. Nie wyglądała na swój wiek i jak na uciekinierkę z domu, była bardzo zadbana. Co prawda, miała ze sobą niewielką walizkę, ale czy to wystarczyło?
Na pewno wzięła kąpiel. To było widać. Jej, jasne przerzucone przez ramię, włosy były jeszcze wilgotne. Przebrała się też. Włożyła na siebie obcisłą sukienkę z dzianiny sięgającą przed kolana.
Musiałem przyznać, że była ładna. Na jej twarzy znajdował się subtelny makijaż. Bardzo podobały mi się też jej pełne usta pociągnięte różową szminką. Musiała mieć więc jakieś kosmetyki.
Tego wieczoru coś się ze mną stało. Nastąpiła we mnie jakaś wewnętrzna przemiana. Trudno mi określić, czy był to jej urok osobisty, czy może coś jeszcze innego.
Coś do mnie mówiła. Zwykle, nie mam problemów z zapamiętaniem tego, co do mnie ludzie mówią. Tym razem jednak zupełnie nie pamiętałem co, to było. Miałem wrażenie, jakbym nagle znalazł się w innej rzeczywistości, jakby posługiwała się innym językiem.
Patrzyłem na na kieliszek między jej nogami. Nie pytajcie mnie, jakim cudem się tam znalazł. Właściwie, gapiłem się na to, co znajdowało się poza nim. Byłem w lekkim szoku, ale uświadomiłem sobie to dopiero po wszystkim. Miałem wrażenie, że znajduję się w jakimś ogrodzie botanicznym i właśnie oglądam okaz rzadkiego kwiatu.
Była tak bardzo zaaferowana tym, co mi tłumaczyła, że nie zwracała uwagi na takie szczegóły, jak delikatnie posunięta sukienka. Nawet w tej chwili, trudno jest mi uwierzyć, że zrobiła to celowo.
Patrzyłem na ten wąski kieliszek wypełniony białym słodkim winem, przez który prześwitywały jej równie białe majteczki. To był naprawdę niepowtarzalny widok. Trudno było mi oderwać wzrok.
Dopiero później zrozumiałem, jaki popełniłem błąd.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz