Szukaj na tym blogu

13 listopada 2018

Puszka pandory.

13. Znów na sam szczyt.

Spojrzałem w dół na swojego zaganiacza w obawie, czy podoła kolejnemu wyzwaniu. Nie zawiodłem się na nim. Stał przepisowo na baczność, a w moim ciele znów szalały hormony, znów buzowało pożądanie. Tego wieczoru, tej nocy zachowywałem się tak, jakbym chciał naraz pochłonąć cały seks z tego świata, jakbym chciał na raz wszystkiego spróbować. Dobrze, że moje ciało jeszcze ze mną współpracowało.
Kolejne zbliżenie było tak samo gwałtowne, jak to poprzednie. Nagle wpadła w moje ramiona. Nie wiem, czy to ja ją chwyciłem, czy ona mnie. Po prostu, w pewnym momencie byliśmy razem, zwarci w jedno, w ciasnych objęciach.
Leżała na moim prawym ramieniu i trzymała mocno za szyję. Wtopiłem wargi w jej gorące usta. Obydwoje przymknęliśmy powieki. Trzymałem jej głowę i całowaliśmy się gorąco, namiętnie i długo.
Chwilę później, moja dłoń automatycznie powędrowała między jej uda. Położyłem ją rozpostartymi palcami na cipeczce, na jej wilgotnej, nabrzmiałej muszelce, od której kręciło mi się w głowie. Docisnąłem. Palec wskazujący wjechał do środka. Zanurzył się w cudownym, pachnącym bagienku. Drugi, serdeczny, zaczął masować  sterczącą, twardą łechtaczkę. Trzecim ocierałem o ścianki i wystające płatki różyczki.
Ledwie chwytaliśmy oddech z podniecenia, drżeliśmy jak w febrze. Ocierała się o mnie swoimi sterczącymi, jędrnymi piersiami. Chcieliśmy znów być tak blisko, jak to tylko możliwe. Znów się kochaliśmy.
Kalejdoskop seksualnych uniesień trwał nadal. Później to ja leżałem na łóżku, a ona siedziała obok. Pochylona nad moim fiutem patrzyła na niego tak, jakby nie był zwykłym penisem, tylko jakimś nieziemskim zjawiskiem. Patrzyła jak na skarb. Patrzyła i uśmiechała się. Przyglądała się jak pulsował, jak delikatnie unosił i opuszczał swoją główkę. Patrzyła tak, jakby chciała nawiązać z nim kontakt, jakby chciała mu coś powiedzieć, coś ważnego. Po chwili usłyszałem od niej słodkie, szczebioczące słowa:
-Ładny jest. Bardzo mi się podoba. Jak ty to robisz, że jest cały czas gotowy?
Co miałem powiedzieć? Obserwowałem tylko tą jej śliczną buzię, przyglądałem się tym włosom, jasnym jak len. Przyglądałem się sterczącym jędrnym piersiom i podniecałem się jeszcze bardziej.
Wyciągnęła swoje rączki w stronę mojego krocza, tam, gdzie sterczał już gotowy do ponownej zabawy wielki jak rakieta kutas. Jakby nieśmiało, jakby bała się go dotknąć, zbliżała swoje dłonie i, zaraz później, odsuwała je. Próbowała chwycić go raz z jednej, raz z drugiej strony. Cały czas delikatnie się uśmiechała. To wszystko, jeszcze bardziej, mnie nakręcało. Była taka niewinna, a jednocześnie tak bardzo wyuzdana i grzeszna.
Później, później była już lawina podniecenia, drżącego ciała, unoszących się włosów na głowie i słodyczy, tej słodyczy, która płynęła od niej. Leżałem na wznak na łóżku i trzymałem jej głowę tuż przy moim fallusie, takim ogromnym i sztywnym. Przebierałem palcami jej włosy. Dotykałem ich, bawiłem się nimi. Dotykam też jej ucha, gładziłem skórę na szyi.
Drugą dłonią trzymałem moją sztywną, wielką lancę. Ściągnąłem napletek do dołu. Głowica lśniła, wielka żyła oplatała ją niczym sznur szubienicy. Dziewczyna z zamkniętymi oczami, z zapamiętaniem wysuwała język i wodziła nim od dołu do góry: raz, drugi, trzeci. Za każdym razem zostawiając mokry, połyskujący ślad. Lizała równo, dokładnie, skupiona tylko na tym, co robiła, tylko na tym, aby mnie jak najszybciej, jak najdokładniej doprowadzić na sam szczyt. Znów na sam szczyt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...