Szukaj na tym blogu

8 listopada 2018

Puszka pandory.

8. Spleceni w jedno.

Wszystko, co się działo tej nocy, było jak nieziemski sen, jak baśń z tysiąca i jednej nocy. Wszystko, co się wydarzyło, pozostawiło głęboki ślad w mojej świadomości. Słodki ślad młodego ciała i gorącego pragnienia.
Odwróciła się przodem do mojej twarzy i spojrzała mi głęboko w oczy. Chwilę odczekałem i wziąłem ją na ręce. Wziąłem ją na ręce, ale nie tak normalnie, nie tak, jak się bierze dziewczynę, kiedy chce się ją przenieść, na przykład, przez strumyk. Wszystko odbyło się troszeczkę inaczej. Zadanie to wymagało ode mnie sporego zaangażowania i użycia siły. Jednak, kiedy zobaczyłem efekt końcowy, widziałem, że to był dobry wybór.
Całym swoim ciężarem przycisnąłem ją do ściany. Czułem bicie jej serca i przyspieszony oddech. Była między mną, a tą twardą, chłodną powierzchnią. Spojrzała mi prosto w oczy, a później zarzuciła łydki na moje ramiona.
To było niesamowite. To był najcudowniejszy gest, jaki można sobie wyobrazić. Przyznam, że nigdy wcześniej z żadną inną dziewczyną nie udało mi się tego dokonać. Chyba, tak naprawdę, nie wierzyłem że to jest w ogóle możliwe. Wydawało mi się że takie rzeczy możliwe są jedynie w filmach porno, gdzie aktor jest dobrze wysportowany a cała scena dokładnie wyreżyserowana.
Co tu dużo mówić, nie chwaląc się, to był wyczyn akrobatyczny na najwyższym poziomie. I jeszcze jedno, nigdy by się to nie udało, gdyby była chociaż odrobinę cięższa.
Trzymając mnie mocno za szyję, powoli uniosła swój tyłeczek do góry i nadziała się na sterczącą lancę. Znów wszedłem z nią do samego końca. W jednej chwili przejmujące uczucie rozkoszy zawładnęło całym moim ciałem, znów byłem na granicy orgazmu.
To było wariactwo. Posuwałem szesnastolatkę, uciekinierkę z domu, posuwałem ją na stojąco. Posuwałem trzymając na swoich ramionach. Była tak blisko, tak bardzo mi oddana. Jej stopy nie dotykały podłogi, więc mogłem zrobić z nią wszystko. Trzymałem ją na ręku, a mój fiut z dużą siłą, a jednocześnie bardzo precyzyjnie, wdzierał się w jej gorące wnętrze. Góra-dół, góra-dół, góra-dół, - rytmicznie unosiłem i opuszczałem jej ciało i każdy taki ruch przyprawiał mnie o niebotyczne zawroty głowy. Patrzyła mi w oczy, dyszała w twarz. Czułem jej oddech na swoich policzkach. Jeszcze raz, śmiało, z najwyższą radością kroczyliśmy na sam szczyt olimpu rozkoszy.
Później zaniosłem do sypialni. Przez cały czas w niej byłem. Oplatała mnie swoimi zgrabnymi udami. Nawet na krótką chwilę nie opuściłem jej słodkiego wnętrza. Niosłem ją tak przez całe mieszkanie, niezdarnie przestępując z nogi na nogę i dbając o to, aby nawet nie trąciła framugi drzwi, czy jakiegoś mebla. Nie chciałem, by ten cudowny nastrój, z jakiejkolwiek przyczyny miał prysnąć.
Tak jak staliśmy, razem, spleceni w jedno, położyliśmy się na miękkim i wygodnym posłaniu. Bardzo delikatnie opadła plecami na pościel. Patrzyła na mnie. Patrzyła mi w oczy. Cała drżała.
-Och Boże, kochaj mnie, kochaj mnie mocno, - wyszeptała cichym, ledwo słyszalnym, głosem.
Czas znów się zatrzymał, cały świat przestał istnieć. Byliśmy tylko my dwoje. Nie spuszczając wzroku z jej twarzy, bardzo powoli i ostrożnie opadłem na jej ciało. Kiedy już wszedłem do końca, westchnąłem bardzo głęboko.
-Oh, chcesz tego?
Skinęła sami powiekami i jeszcze mocniej chwyciła mnie za ramiona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...