Szukaj na tym blogu

6 listopada 2018

Puszka pandory.

6. Preludium.

To była chwila przełomowa. Wszystko zależało od tego, czy będę w stanie się pozbierać. Miałem wrażenie, że wygrałem los na loterii. Była tak piękna, tak delikatna i tak niesamowicie podniecająca, że zrobienie czegokolwiek, aby się ogarnąć, graniczyło z cudem.
Minęło kilkanaście sekund. Bardzo powoli, nie spuszczając ze mnie wzroku, odsunęła stopy od krawędzi gładkiej powierzchni, przy której się znajdowała i nie odrywając przedramion, wygięła tułów w literę c. Następnie, równie powoli, rozsunęła stopy i wypięła pośladki w moją stronę.
To było jak rytuał namaszczenia, jak ceremonia inicjacji w jakiejś nieziemskiej grze. Całkowicie wstrzymałem oddech. Moje serce uderzało rzadko ale bardzo mocno. Tej nocy była jak zjawa. Wybudziła mnie ze snu jak duch i, lawirując pomiędzy meandrami moich uczuć i pragnień, prowadziła na zatracenie. Sztywnymi z sutkami muskała tapetę.
Z jednej strony coś we mnie krzyczało: Boże nie! Dziewczyno, ty masz dopiero 16 lat. Całe życie przed tobą. Wybierz sobie kogoś młodszego! Z drugiej zaś, była spełnieniem najskrytszych moich marzeń i pragnień. Doskonale o tym wiedziałem. Wiedziałem, że pożądam jej bardziej, niż jakiejkolwiek innej kobiety na świecie. Czułem, że nigdy więcej, ani teraz, ani w przyszłości, żadnej innej, tak bardzo pragnął nie będę.
Stała w tej pozycji i czekała na mnie. Wiedziała, że w końcu mnie złamie. Stała tak, oparta o ścianę, z wypiętym tyłeczkiem, z szeroko rozstawionymi stopami, gotowa na przyjęcie mojego twardego, gorącego, pełnego pożądania penisa. Patrzyłem na jej zgrabne, młode ciało i drżącymi dłońmi, powoli, jak robot, chwyciłem za brzegi moich kąpielówek, a później stopniowo opuszczałem je coraz niżej i niżej.
“Spokojnie, to nie jest takie trudne, jak ci się wydaje. Spokojnie, to nie żaden anioł, ani duch. Ona jest tylko człowiekiem, kobietą z krwi i kości. Jesteś gotowy. Dasz radę”, - myślałem wtedy.
Blade światło wpadające z korytarza, ukazywało ostre kontury jej zgrabnego ciała. Wreszcie stało się to, co miało się stać. Widocznie takie było moje przeznaczenie.
Wejście było natychmiastowe i głębokie, kontakt tak gwałtowny i szybki, że nawet nie pamiętam, jak to się stało, jak do tego doszło. Tak jak bym miał jakąś lukę w zapisie wydarzeń. Moja świadomość nie zarejestrowała kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu, sekund. Następny moment który bardzo dokładnie wyrył się w mojej pamięci, to ten, kiedy jesteśmy już razem, zwarci w ciasnym uścisku naszych ramion. Boże, byłem jednym wielkim pragnieniem. Byłem czystym pożądaniem.
Jedną dłonią unosiłem jej udo do góry, a drugą przytrzymywałem za biodro. Mój twardy i gruby kutas już w niej był. Siedział w niej po same jaja i całą swoją długością, czuł jej gorący, ciasny, mokry i sprężysty uścisk. Każdy, bodaj najmniejszy ruch sprawiał, że odlatywałem w niebyt kosmosu, że szybowałem w przestworzach, niczym orzeł, unoszony na prądach wiatru.
To miał być dopiero początek, preludium tego wspaniałego koncertu naszych ciał. Ona także drżała. Może dlatego, że cały ciężar ciała opierała na jednej stopie. Nie wiem. Drugą jej nogę trzymałem przecież w swoich ramionach. Czułem wibrujące mięśnie pod swoimi palcami.
Chwyciła mnie mocno za szyję i prawie na niej zawisła. Zaraz później wtopiła swoje gorące usta w moje spragnione i spierzchnięte wargi. Staliśmy tak przy tej ścianie w gorących objęciach ledwie trzymając równowagę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...