7. Jeden wytrysk.
Była moja. O tak, była moja. W całości. Byłem w niej. Czułem jej obecność tak blisko, czułem wszystkimi zmysłami. Nie liczyło się nic więcej ponad to, że w niej jestem, że czuję jej istnienie całą swoją świadomością.
Napięty do granic możliwości, starałem się w niej poruszać, ale było to takie trudne, tak bardzo rozwalało mój mózg, że miałem wrażenie, iż początek i koniec wszechświata jest właśnie w tym miejscu.
Każda chwila była cudowna. Każda sekunda tego aktu była skarbem, dla którego warto poświęcić wiele innych rzeczy.
Stała na jednej nodze przodem ciała oparta o ścianę. Kołysała się i drżała. Trzymałem ją pod kolanem, wysoko unosząc udo. Odwróciła w moją stronę swoją głowę i patrzyła w taki sposób, jakby chciała powiedzieć: wejdź we mnie głęboko, spenetruj mnie bardzo mocno. Chcę tego. Proszę o to.
Mój kutas napięty był do granic możliwości, miałem wrażenie, że za chwilę, go rozerwie. Wchodził w jej ciasne wnętrze do samego końca. Za każdym ruchem unosiłem jej drobne ciało do góry tak, że musiała stawać na palcach.
W pewnym momencie, mocno wyginając swoje plecy, opadła łopatkami na moją klatkę piersiową i chwyciła mnie za szyję. Przycisnąłem ją mocno do siebie i, w tym momencie, jej stopy oderwały się od podłogi. Zawisła na moim orężu, doprowadzając mnie na sam szczyt niebiańskiej rozkoszy.
Nagle poczułem, że moje podbrzusze zaczyna się szarpać w słodkich spazmach orgazmu. Było już za późno, za późno na jakąkolwiek reakcję. Zresztą, nawet gdybym miał taką możliwość, nie chciałbym teraz tego zmienić. Nie chciałbym zmienić nawet jednego, najdrobniejszego szczegółu z tej cudownej chwili.
Poczułem, że pompuję w nią potężne ilości gorącej spermy. Upojne mrowienie zawładnęło całym moim ciałem. Miałem wrażenie, że włosy na mojej głowie delikatnie unoszą się do góry.
Wiedziałem, że właśnie spuściłem się jej cipkę. Wiedziałem, że wypełniam jej wnętrze moim nasieniem. Miałem świadomość, że właśnie mogłem zrobić jej dziecko, że właściwie jej nie znam i mogłem wpakować się w niezłe kłopoty. Wiedziałem o tym wszystkim, ale nie potrafiłem i nie chciałem temu zapobiec. Nie potrafiłem się tym w tej chwili nawet przejmować. Najważniejsze było to, że właśnie przekraczam bramy raju, że jest mi tak dobrze, tak cudownie.
Ostrożnie postawiłem ją na podłodze i, drżąc na całym ciele, wykonywałem drobne ruchy w tą i z powrotem. Było coraz goręcej coraz, bardziej mokro i coraz bardziej słodko. To było jak spacer bosymi stopami po wilgotnej łące podczas letniego poranka. To było jak poezja pisana ruchem naszych ciał.
W pewnym momencie z niej wyszedłem. Stało się to samoczynnie, bez specjalnego mojego udziału. Za którymś ruchem wysunąłem się z jej cipki i poczułem, że resztki mojego budyniu ochlapują jej powierzchnię od dołu. Ująłem mojego tarana w dłoń i zacząłem przesuwać nim we wszystkie strony, rozmazując głowicą moje gęste pożądanie po gorącej bułeczce.
Moja młoda kochanka, westchnęła kilka razy, a później ponownie w nią wszedłem. Z zaskoczeniem stwierdziłem, że mój kutas wcale nie opadł, nie stracił wigoru. Moje podniecenie było tak wysokie, że jeden wytrysk nie był w stanie go zniwelować. Powiedzmy, że, oprócz przejmującego uczucia orgazmu, doznałem swoistej ulgi. Nie była może zbyt wielka, ale wystarczająca, by podjąć wyzwanie seksu na dłuższą metę. Tak też się stało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz