Szukaj na tym blogu

3 listopada 2018

Puszka pandory.

3. Zaproszenie.

To, co wydawało mi się białymi majteczkami skromnej dziewczyny, wcale nie mi nie było. To, co wydawało mi się majteczkami zakrywającymi cipeczkę, w istocie, było samą cipeczką. Na dodatek, była to świeżo i gładko wygolona cipeczka. Tak świeżo i tak gładko, że rzeczywiście, na pierwszy rzut oka można, było pomylić te dwie rzeczy. Szczególnie, że patrzyłem przez kieliszek wypełniony winem.
Hmm… czy powinienem czuć się zaskoczony, zdezorientowany i zawstydzony? Chyba tak. W pierwszym momencie, rzeczywiście, tak się czułem.
Nie wiem, ile mogło to wszystko trwać. W pewnej chwili zorientowała się, że coś jest nie tak. Zamilkła, powoli uniosła wzrok i spojrzała na mnie. Dopiero teraz, nasze oczy zetknęły się w dziwnym, niepewnym, drżącym spojrzeniu. Czy ona powinna w tej chwili poczuć się zawstydzona, a może speszona? Chyba tak? Przynajmniej tak mi się wydaje. Czy się tak czuła? Nie. Absolutnie nie.
Nie zawstydziła się, nie zsunęła ud, nie pociągnęła sukienki do dołu. Bardzo powoli odstawiła kieliszek z winem. Bardzo powoli. Nawet na sekundę nie odwróciła wzroku od moich oczu. Później, równie powoli, rozchyliła kolana jeszcze szerzej. Patrzyła.
To było bardzo dziwne uczucie. Pierwszy szok stopniowo mijał, albo ja się do niego przyzwyczaiłem. W każdym bądź razie, z każdą upływającą sekundą czułem coraz mniejszy stres i coraz większy komfort. Nie wiem dlaczego. Miałem przed sobą jej twarz, jej piękne oczy i jednocześnie niesamowitą gładką brzoskwinkę.
Wyprostowała się, a później delikatnie odchyliła do tyłu, podpierając na ramionach. Pozwalała mi patrzeć i zdecydować, co z tym fantem zrobić. Mijała minuta za minutą, a ja nic nie robiłem. Czas zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Byłem jak sparaliżowany.
Miałem przed sobą szesnastolatkę, która uciekła z domu.  Jej zachowanie jednoznacznie świadczyło, na co ma ochotę. Zawsze taki pewny siebie, teraz kompletnie nie wiedziałem, jak się mam zachować. Bardzo często wyobrażałem sobie podobne sytuacje i w moich fantazjach wszystko było takie proste. Kiedy teraz stanąłem twarzą w twarz konkretnym problemem, zawiesiłem się jak stary komputer.
W końcu, dopiero po dłuższej chwili, z takim samym niezmiennym uśmiechem, nie spuszczając ze mnie wzroku, złączyła kolana i odezwała się:
-To ja pójdę pozmywać naczynia.
Znów nie zrobiłem nic. Siedziałem, patrzyłem i uśmiechałem się, ale, tak naprawdę, czułem złość i bezradność. Nie na nią, na siebie. Przecież tak bardzo mi się podobała, podniecała mnie jak żadna inna kobieta, dlaczego więc nie zrobiłem pierwszego kroku? Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem, że sytuacja mnie przerosła. Trudno było mi uwierzyć, że to, co się stało, dzieje się naprawdę.
Jeszcze, na sam koniec, podniosła ze stołu kieliszek i trzymając go na wysokości ust, powiedziała:
-Twoje zdrowie.
Patrzyła. Jej spojrzenie zdawało się mówić: “nie martw się, wszystko jest w porządku”.
-Dziękuję i wzajemnie, - odpowiedziałem dopijając swoje wino.
Wstała i jeszcze raz ogarnęła mnie swoim spojrzeniem. To było jak zaproszenie, do wkroczenia w nieznany świat, jej świat. To było jak wyzwanie, którego jeszcze nie potrafiłem podjąć. Nie wiedziałem, co mnie czeka. Nie miałem pojęcia, jakie mogą być konsekwencje takiego, a nie innego zachowania.
Jeśli w ogóle by do czegoś doszło, byłby to przygodny seks z kompletnie nieznaną osobą. Poza tym, ona miała dopiero 16 lat. Byłem od niej drugie tyle starszy. Wprawdzie, nie miałem jeszcze żony, wciąż czekałem na tą jedną jedyną, ale moje życie było już w miarę poukładane. Miałem dobrą pracę, mieszkanie i ostatnią rzeczą, której bym chciał, to kłopoty.
Niestety, głębsza znajomość z tą młodą osobą, była najeżona różnego rodzaju problemami. Ona była jak puszka pandory, której lepiej było nie otwierać. Pokusa była jednak olbrzymia. Piękna, seksowna ewidentnie chętna, dziewczyna pod moim dachem.
Kolejna noc miała przynieść rozwiązanie. Wszystko miało się wyjaśnić w ciągu najbliższych kilkunastu godzin.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...