Szukaj na tym blogu

12 listopada 2018

Puszka pandory.

12. Taka prawdziwa.

Kolejna scena była równie przejmująca, co poprzednio. Chociaż może nie tak intensywna w doznaniach, jednak tak samo mocno zapierająca dech w piersiach  i pozostawiająca tak samo wyraziste wspomnienia. Jeżeli już tak zaczęliśmy, a zaczęliśmy odważnie i na bogato, to obydwoje, instynktownie wyczuwając kontekst całej sytuacji, chcieliśmy doprowadzić to w ten sposób do samego końca.
Klęcząc stopniowo przeszła do przysiadu. Opadła na pośladki, opierając swój ciężar na stopach, a ja stanąłem przed nią w szerokim rozkroku. Moje przyrodzenie, takie pełne wigoru i napięcia straciło już nieco na swojej sprężystości i powoli, aczkolwiek leniwie, zaczęło zwierzać swój łeb. Nie stanowiło to jednak dla niej większego problemu.
Usadowiona tak wygodnie uniosła twarz i przymknęła powieki, a ja tymczasem, nie dotykając swojej fujary, tylko samymi ruchami bioder skierowałem ją wprost do jej gorących i wilgotnych ust. Gruby fiut bezbłędnie trafił do jej buzi niczym tłusta kaszanka. Pchając się bezceremonialnie, zajmował całą jej objętość.
Ssała, ciągnęła, czyściła, pracowała z wytrwałością i zapamiętaniem Pszczółki Mai, szybko widując moje podniecenie gdzieś pod niebo. Jeszcze raz pod niebo. No właśnie, to było w tym wszystkim najfajniejsze, najcudowniejsze, to, że potrafiła tak szybko, bezbłędnie doprowadzić mnie do orgazmu.
Nie wiem, czy tego chciałem, czy nie. Nie będę teraz tego oceniał, jednak mój kutas, zamiast opaść, zwiotczeć całkowicie i przejść w stan spoczynku, stopniowo przybierał rozmiary, jakie powinien mieć w wzwodzie i wkrótce był już gotowy do ponownej zabawy.
Nasienie, które było na jej twarzy, powoli i nieco ślamazarnie, rozpoczęło swoją podróż na piersi, brzuch i uda, tworząc poskręcane strumyczki, i zasychające sople. To też było bardzo urocze.
Stanęła do mnie bokiem i wyciągnęła ramiona wzdłuż ciała. Później kilkakrotnie przyjechała dłońmi po swojej wilgotnej jeszcze cipeczce, dumnie wypięła piersi, pochyliła głowę i, z delikatnym uśmiechem na ustach, odezwała się cicho:
-I jak, podobało ci się?
Patrzyłem na nią i drżałem.
-Boże, dziewczyno, jakże miało mi się nie podobać?! - westchnąłem.
Patrzyłem na jej śliczną buzię, na jasne włosy, teraz lekko zmierzwione i przyozdobione moim nasieniem. Patrzyłem na jej błękitne oczy i drżałem z podniecenia. Jej widok wywoływał we mnie kolejne fale rozkoszy. Pragnąłem więcej i więcej, więcej tego wszystkiego, co razem robiliśmy, więcej tego, co odczuwałem. To było tak nieziemsko cudownie.
-Widzę, że masz bardzo duże zasoby energii, mistrzu, - odezwała się znowu.
Z mojego gardła wyrwało się tylko ciche stęknięcie. Nie umiałem powiedzieć nic konkretnego. Byłem pod jej całkowitym urokiem.
Patrzyła na mnie coraz bardziej uważnie. Coraz mocniej przeszywała mnie swoim wzrokiem. Czułem, że wszystko zaczyna się od nowa. Drżałem.
Po jakimś czasie, przechylając głowę na jedną stronę, przerzuciła włosy na ramię. Spięła piersi ramionami jeszcze bardziej wypinając je do przodu. Ciemne brodawki wypiętrzyły się i jeszcze mocniej. Sterczące sutki zrobiły się bardziej wydatne.
-Mistrzu, jeżeli chcesz, możemy to powtórzyć.
Bałem się oddychać. Bałem i się powiedzieć cokolwiek, bo myślałem, że to tylko sen, że zbyt dużo wypiłem i nie mogę się obudzić ze zbyt męczących majaków. A jednak, jednak wszystko było jawą, wszystko było rzeczywistością. Nic nie było udawane. Czułem to każdą swoją komórką, czułem to całym sobą. Była tu, była taka prawdziwa, tak mocno działała na moje zmysły.
-Oczywiście, jeżeli masz jeszcze ochotę i siły, co ty na to? -  dorzuciła, całkowicie rozkładając mnie na łopatki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...