Szukaj na tym blogu

21 listopada 2018

Syrena.

3. Coś zupełnie naturalnego.

Zdjąłem koszulkę, spodnie i slipy. Starannie ułożyłem na kamieniu obok. Był na tyle słuchy, by nie zwilgotniały. Później, bardzo ostrożnie, wszedłem do wody. Była dostatecznie ciepła. Zanurzyłem się po kolana. Niewielkie fale przyjemnie obmywały moją skórę. Moje podniecenie wciąż rosło.
Poruszałem się dalej w stronę głębszej wody. Zanurzałem kolejne partie mojego ciała. Kiedy mój napęczniały penis znalazł się pod lustrem, a bystry nurt obmył go ze wszystkich stron, westchnąłem głęboko i położyłem się na powierzchni. Płynąłem żabką w stronę otwartego morza. Starałem się uważać aby fale nie zalały mi twarzy.
Zacząłem się śmiać do siebie jak dziecko. Było bardzo, ale to bardzo przyjemnie. Nie potrafię wyjaśnić, co dokładnie było tego powodem. Czy to tylko samo odczucie nagości i wrażenie, że właśnie to zrobiłem, czy też może jakieś rzeczywiste, fizyczne, dodatkowe bodźce? Mój fiut zachowywał się niczym kil jachtu ciągnionego pod spodem. Pruł głowicą wodę jak ster. Bez dwóch zdań, to było to było fajne, odprężające uczucie.
Fajne było też to, że czułem się tak bardzo odizolowany od rzeczywistości. Z tej perspektywy, brzeg za mną wydawał się tylko ciemną, wąską linią, tak samo mało realną, jak moje wyobrażenia. Byłem tylko ja i noc, ja i fale. Byłem tylko ja i moje doznania, te przyjemne odczucia na całym moim ciele. Płynąłem, płynąłem płynąłem, kolejne fale napierały od strony morza, unosiły mnie z sobą. Starałem się z nimi nie walczyć, a współpracować, kołysząc się łagodnie do dołu i do góry.
W końcu, zmęczony, postanowiłem zawrócić. Okazało się, że mogłem popełnić fatalny w skutkach błąd. Nie wiem, ile czasu tak płynąłem przed siebie, ale, kiedy byłem gdzieś w połowie drogi, okazało się, że, zaczyna brakować mi sił. Poza tym, w ciemnościach całkowicie straciłem orientację. Ten kawałek lądu nie był niczym oświetlony i nie miałem pewności, czy płynę we właściwym kierunku.
Jednak udało się i bezpiecznie dopłynąłem do brzegu. Jeszcze przez jakiś czas szedłem, brodząc w płytkiej wodzie, a później, rozglądając się uważnie, odnalazłem miejsce, gdzie zostawiłem swoje ubranie. To było to tuż nad samą krawędzią przybijających fal.
Usiadłem na kamieniu, na takim dużym, gładkim głazie. Ciężko oddychając, zwiesiłem głowę. Patrzyłem w piasek, który, raz za razem, zalewany był niewielkim przypływem. Ciężko oddychałem. Potrzebowałem dość długiej chwili, aby dojść do siebie.
W pewnym momencie, coś mnie tknęło. Nie, nic nie słyszałem. To nie był jakiś zewnętrzny bodziec. Po prostu, wewnętrzny impuls kazał mi unieść głowę i spojrzeć trochę dalej.
Dwa metry ode mnie była twarz. Przez moje plecy przebiegł dreszcz. Nie wiem, czy zimny. Po prostu, byłem zaskoczony. Chciałem zapytać: “hej, kto to?!”, ale z mojego gardła nie wydobył się żaden dźwięk. I kolejna myśl: “jak się tutaj zjawiła?”
Czas płynął wolno jak miód: jedna sekunda, druga, trzecia czwarta…  Ani drgnęła. Dość szybko uświadomiłem sobie, że nie ma czego się bać.
To była ona. Patrzyła na mnie. Nic nadzwyczajnego. Wziąłem głęboki oddech i rozluźniłem się. To było dwoje czarnych oczu, po prostu, dziewczyna. Spokojnie patrzyła na mnie znad kamieni. Leżała w płytkiej wodzie sięgającej ledwie do kostek. Wsparta ramionami na chropowatym kamieniu, po prostu odpoczywała.
Szybko zacząłem zdawać sobie sprawę, że nie reaguję tak, jak powinienem. Nie było ani jednego, wypowiedzianego pytania, czy jakiegokolwiek gwałtownego zachowania z mojej strony. Przecież to nie było normalne, by zobaczyć tak blisko i tak nagle piękną, młodą dziewczynę. Tymczasem ja, przyjąłem to jako, coś zupełnie naturalnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...