Szukaj na tym blogu

11 listopada 2018

Puszka pandory.

11. Jeszcze raz seks.

Raz za razem wchodziłem w nią. Wchodziłem coraz głębiej. Czułem coraz dokładniej. Poruszałem się coraz szybciej, coraz bardziej zachłannie i czułem wszystko tak bardzo dokładnie. Czułem to tsunami, które napierało na moją świadomość ze wszystkich stron. Oh, ta rozkosz była cudowna.
-Ooooooaaaaaaahhhh!!! - jęknęła głośno i przeciągle, a całe jej ciało zaczęło szarpać się i podskakiwać w gigantycznych konwulsjach rozkoszy.
Byliśmy tak blisko, że bliżej już trudno sobie wyobrazić. Byliśmy zjednoczeni. W tym momencie znów stało się coś, co przerosło moje oczekiwania. To było takie słodkie, takie gorące, tak bardzo przenikało całe moje jestestwo, że nawet teraz, po tak długim czasie, trudno jest mi to wszystko wyrazić w słowach. Po prostu, to się działo. Działo się ze mną, działo się z nią, było ponad nami, zawładnęło nami całkowicie. Byliśmy seksem, rozkoszą, ogarnięci tym czymś, co tylko opisują w powieściach.
Klęczała przede mną. Klęczała przede mną jak przed obrazem świętym, unosząc głowę do góry. Mierzyłam ją swoim spojrzeniem. Złożyła dłonie jak do modlitwy, a  między nimi, niczym komunijna gromnica, znajdował się już mój napęczniały do granic możliwości i gotowy do strzału w fiut. O tak, to było szaleństwo! Trzymała go w taki sposób, aby cały impet pierwszego pocisku strzelił między jej oczy. O tak, cudownie to robiła, doskonale wiedziała, jak do tego się zabrać.
Patrzyła. Cały czas na mnie patrzyła. Nawet na sekundę nie odwracała mnie wzroku. O tak, jej spojrzenie mówiło wszystko, było tak wyraziste, że trudno było je źle odczytać. Prosiła o gorącą porcję mojego pożądania. Chciała, abym ochlapał nim tą jej śliczną młodą buzię. Chciała tego bardzo.
Decyzja należała do mnie, ale jak mogłem jej odmówić? Była taka młoda, taka podniecająca. Była kwintesencją młodzieńczej erotyki i seksu. Była jednym gigantycznym seksem. Czekała na to. Czekała na to, co się stanie. Czekała na mnie, aż obdaruję ją tym prezentem. Powiem szczerze, że byłem gotów, gotów tak bardzo, jak nigdy wcześniej.
Patrzyłem na jej śliczną twarzyczkę, na jej młode, podniecające ciało i czułem, jak całe potężne napięcie wzbiera we mnie i kumuluje się na końcu mojego przyrodzenia, a później stało się to.
To było tak intensywne, że, o mało, nie straciłem przytomności. Mimo wszystko, a może właśnie dlatego, byłem najszczęśliwszym facetem na Ziemi. Trafiłem dokładnie tam, gdzie chciała. Widok był niesamowity. Sperma rozbiła się o jej czoło, jak rzucone z dużą siłą jajko, popłynęła do dołu  po twarzy po obydwu stronach nosa. Widok tak przyozdobionej szesnastoletniej buzi jeszcze bardziej mnie nakręcał. Widok tej twarzyczki zachlapanej i moim białym, gęstym nasieniem, sprawiał, że czułem się taki bezbronny wobec tego, co się działo i chciałem jeszcze. Chciałem więcej.
Zaciskając wszystkie mięśnie, strzelałem. Strzelałem raz za razem, bez umiaru, mając nadzieję, że nie skończy się to nigdy, że będzie trwało wiecznie. Gęsta, biała substancja popłynęła po jednym i po drugim policzku, pokryła usta, oczy, czoło i włosy. Byłem spełniony, zadowolony i wykończony. Chwiałem się na wszystkie strony. Ledwo trzymałem się na nogach. Byłem w siódmym niebie.
W jednej chwili świat całkowicie stanął na głowie. To, co do tej pory miało znaczenie, straciło je. Ważne były zupełnie inne rzeczy. Seks, seks i jeszcze raz seks. To on był początkiem i końcem wszystkiego. Nie chciałem nic więcej, nic więcej, niż to, co miałem. Pragnąłem tylko kochać się z nią, kochać się bez przerwy, do upadłego. Lecz czy było mi to dane, czy było to możliwe?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...