Szukaj na tym blogu

1 listopada 2018

Puszka pandory.

1. Mam 16 lat.

Miała na imię Weronika. Siedziała naprzeciwko mnie z kieliszkiem między kolanami i trzymała się za piersi. To było jak sen, a ja nie potrafię wyjaśnić dlaczego w ogóle do tego doszło? Czy była jakaś inna opcja scenariusza tych wydarzeń? Być może. Nie wiem.
Poznałem ją kilka dni wcześniej na dworcu kolejowym. Powiedziała, że przyjechała do znajomych. Podobno ich nie było. Nie mam pojęcia, czy mówiła prawdę. Być może, wszystko zmyśliła. Na pewno, nie znała miasta i nie miała pieniędzy. Na dodatek nie miała gdzie przenocować. Nie wiem dlaczego, ale od razu wzbudziła moje zaufanie. Była zagubiona, wystraszona i potrzebowała pomocy.
Mieszkałem sam, więc zaprosiłem ją do siebie. Zgodziła się bez zastanowienia. Zupełnie tak, jakby czekała na moją propozycję. Zaoferowałem kolację i kawałek miejsca do spania. Czasami wpadał do mnie kolega, więc miałem dodatkową miejscówkę na kanapie w salonie.
Wtedy, za pierwszym razem, nic szczególnego się nie wydarzyło. Następnego dnia wyniosła się. Byłem przekonany, że więcej już nie zobaczę. Nie powiedziała nawet dziękuję ani do widzenia. Kiedy wstałem, już jej nie było. To było takie dziwne i podejrzane. Mogła być przecież złodziejką. Nic jednak nie zginęło. Pomyślałem sobie, że być może potrzebowała pomocy na jedną noc.
Pojawiła się po trzech dniach. O 7:00 rano zadzwonił dzwonek. Kiedy otworzyłem drzwi nie mogłem uwierzyć, że to ona. Na moje pytanie, co się stało odpowiedziała wprost:
-Mam 16 lat, uciekłam z domu, nie mam pieniędzy i nie mam gdzie się podziać? Czy możesz przenocować mnie jeszcze raz?
W tym samym momencie w mojej głowie zapaliło się olbrzymie czerwone światło.
-He… co?! Poczekaj, poczekaj koleżanko. Wydaje mi się, że najpierw…
Uśmiechnęła się tak rozbrajająco i szczerze, że zupełnie zapomniałem, co chciałem powiedzieć.
-Proszę, nie dzwoń na policję. Oni zaraz odwiozą mnie do domu, - powiedziała, składając dłonie jak do modlitwy.
-No i chyba tam powinnaś teraz być. Czyż nie tak?!
-Nie. Tak, to znaczy… to nie jest tak, jak myślisz.
-Zmarszczyłem brwi, by nadać sobie powagi.
-Skąd wiesz, co myślę? Poza tym, coś nabroiła, że musiałaś uciekać z domu?
Znów spojrzała na mnie w taki sposób, że musiałem zmienić swoje nastawienie.
-Proszę… - zaszczebiotała.
Uśmiechnąłem się i dokładniej się jej przyjrzałem. Było w niej coś, co kazało mi jej wierzyć. Otworzyłem szerzej drzwi.
-Dobrze, chodź. Opowiesz wszystko później. Pewnie jesteś głodna. Zjesz jajecznicę?
Roześmiała się od ucha do ucha.
-Pewnie. A masz szczypiorek?
-Mam, - odpowiedziałem, uświadamiając sobie, że jest bardzo bezpośrednia.
Przy śniadaniu streściła mi swoją historię. Jeżeli mówiła prawdę, to miała poważne powody do tego, aby uciec z domu. Pochodziła z małego miasteczka w drugim końcu Polski. W jej domu panowały makabryczne warunki. Jej ojciec był alkoholikiem i tyranem. Bicie pasem było na porządku dziennym. Ona, jako najstarsza potrafiła uniknąć jego twardej ręki, ale pozostali bracia i siostry już nie.
Miała jeszcze czwórkę rodzeństwa. Matka, żeby ich wszystkich utrzymać, imała się różnych dorywczych zajęć, ale i tak nie dawała rady. Z tego, co mówiła wynikało, że chce w Warszawie znaleźć pracę i jakiś kąt do zamieszkania. Próbowałem wytłumaczyć jej, że nie jest to takie proste, że pewnie już jej szukają. Jednocześnie też obiecałem, że pomogę na tyle, ile będę mógł.
Z drugiej strony, zdawałem sobie sprawę, że, przy okazji, sam mogę wpakować się w kłopoty. Wziąłem pod swój dach nieletnią, której mogła szukać policja. Skąd mogłem wiedzieć, że na swoim sumieniu ma tylko ucieczkę z domu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...