Szukaj na tym blogu

12 czerwca 2019

Lolita na polowaniu.

11. Domagając się ostatecznego spełnienia.

Jakież to było cudowne, upojne i niesamowite. Z zamkniętymi oczami, skupiając się wyłącznie na smaku, zapachu i fakturze jej niesamowitej cipeczki, całowałem długo czule i namiętnie. Pochłaniałem coraz większą część, aż w końcu wszystko to, co wystawało na wierzch, znalazło się w moich ustach. Znalazła się tam także jej sztywna  i napęczniała wisienka.
Jeszcze mocniej chwyciła mnie za głowę i, jakby na siłę, chciała wcisnąć w sam środek swojej kobiecości. Miałem wrażenie, że boi się, iż za chwilę to wszystko się skończy. Słyszałem tylko jej coraz głębszy oddech, westchnienia i ciche pojękiwania.
I później, dosłownie po kilkunastu sekundach, jakby nie dając mi żadnych szans na wyrażenie własnego zdania w tym akcie, położyła obydwie dłonie na mojej głowie, jeszcze szerzej rozsunęła swoje uda i wcisnęła mnie w siebie bardzo intensywnie. Musiałem użyć sporej siły, aby nie zanurkować w środku jej cipeczki całą powierzchnią swoich ust, a także nosem i brodą. Opierałem się, gdyż chciałem zrobić to delikatnie. Chciałem subtelnie drażnić, pieścić i stopniowo doprowadzać na sam szczyt rozkoszy.  
Kolejne minuty, kolejne gorące chwile. Wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. Dziewczyna się poddała, puszczając moją głowę i nerwowo przeczesując swoje włosy. Dyszała i pojękiwała coraz głośniej.
Byłem bardzo zadowolony z takiego stanu rzeczy. Jeszcze dokładniej i bardziej precyzyjnie zabrałem się za czyszczenie jej gorącej szparki. Mój jęzor pracował wytrwale, raz, przy razie, badając i penetrując wszystkie jej zakamarki. Systematycznie: trochę z brzega, z prawej i z lewej strony, głębiej i płycej. Było gorąco, wilgotno i cudownie.
Później rozwarłem tylko dwoma palcami górną część jej słodkiej cipeczki i patrzyłem. Obserwowałem z zainteresowaniem, jak otwiera swoje słodkie czeluście, jak mruga do mnie oczkiem, jak zaprasza abym wszedł tam w sam środek swoim twardym kutasem.
Nie umiem tego uzasadnić, ale nie chciałem jeszcze przechodzić do finałowego etapu, tej niesamowitej zabawy. Chyba dlatego, że chciałem jeszcze ją podrażnić moim językiem. Skupiłem się teraz wyłącznie na łechtaczce, muskając od dołu, do góry, trzepocząc językiem, jak malutkim wibratorem. Tymczasem ona tylko jęczała coraz głośniej:
-Oooch, ooooch, ooooch, aaach, aaaa!!!
Lizałem, lizałem szybko, szybciej, coraz szybciej. Wszystko zmierzało do tego jednego, cudownego końca. Wiedziałem o tym i ona wiedziała. Obydwoje doskonale zdawaliśmy sobie z tego sprawę.
Po jakimś czasie, tak jakby się poddała. Przestała naprężać swoje ciało, jeszcze szerzej rozsunęła swoje uda, a ja mogłem przybrać przyjąć bardziej wygodną pozycję. Ułożyłem się w taki sposób, aby mój język jeździł po jej rozwartej cipce boczną krawędzią. Palcami muskałem jej połówki, sprawiając, że otwierała się dla mnie na całej swojej szerokości. Do moich uszu docierały coraz głośniejsze i bardziej przyjmujące westchnienia i jęki. Doświadczałem czegoś niesamowitego. Jej przyjemność była też moją przyjemnością. Wysuwałem swój język tak daleko, jak tylko się dało. Lizałem na całej długości jej wilgotnej i delikatnej szparki. Bardzo szybko doprowadzałem ją na skraj niebiańskiej, słodkiej rozkoszy.
Na chwilę odchyliłem głowę, by móc dokładniej przyjrzeć się rozpromienionej kobiecości.
-Ooooch! - westchnąłem, mając przed sobą ten cudowny widok.
Rozchyliła się delikatnie, zupełnie jak motyl kiedy chce wzbić się do swojego pierwszego lotu. Łechtaczka na górze wyglądała niczym antenka. Unosiła się i opadała, pulsując rytmicznie i domagając się ostatecznego spełnienia. Patrzyłem na to wszystko z podziwem i zachwytem. W końcu westchnąłem:
-Ooch moja, moja mała, jaka ty jesteś cudowna!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...