25. Pachniała słodyczą i seksem.
Zdaje się, że moje życie musiało być z nią splecione. Nawet gdybym chciał, nie potrafiłem od niej uciec. Nie wiem, jak to się stało, czy to był zwykły przypadek, czy też jej celowe działanie. Może jakaś taka młodzieńcza intryga. Nie wiem jak to się stało, nie mam pojęcia jak do tego doszło.
Jako, że mieszkałem sam, a miej drzwi zwykle były otwarte i gotowe do przyjęcia gości, tej soboty, z samego rana, kiedy przygotowywałem się do tego nieszczęsnego polowania, pojawiła się jak duch. Chociaż raczej jak burza. Wtargnęła z uśmiechem i radosnym okrzykiem na ustach:
-Mam cię! Złapałem cię!
Przewróciła mnie na sofę. Ledwie zdążyłem złapać równowagę, a już siedziała na moich kolanach i trzymała mnie za szyję. Chwyciłem ją w talii, a ona pochyliła głowę do przodu. Przerzuciła swoje rude włosy na piersi i przyglądała mi się tymi wielkimi, brązowymi oczami tak, jakby chciała mnie za chwilę zjeść tutaj w tym miejscu. Patrzyłem na nią. Patrzyłam i pytałem:
-Hej mała, co ty wyprawiasz?!
Ona tylko odpowiedziała:
-No co, nie podobam ci się? Nie chcesz tego?! Nie mów, że nie chcesz, bo widzę, że chcesz.
Siedziała na mnie, trzymała mnie za szyję, a ja obejmowałem ją w talii. Moja dłoń od razu powędrowała w dół na jej pośladki. Była w krótkich białych spodenkach i w koszulce na ramiączkach. Czułem tą dupkę, słodką dupeczkę na swoich udach. Czułem jak rozgniata moje jądra swoimi pośladkami i było mi tak cudownie, było tak dobrze. Nie potrzebowałem i nic więcej.
Jasne,że chciałem tego. W tej chwili nie chciałem nic zmieniać. Tak było dobrze. Było tak cudownie. Nie liczyło się nic więcej. Poza tą chwilą, poza tym momentem wszystko, co istniało, przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Byliśmy tylko we dwoje: ja i ona, ja i Julia. Nie zastanawiałem się nad tym, co będzie w tej chwili. Nie zastanawiałem się nad tym, jakie mogą być konsekwencje. Cały ten nocny niepokój odszedł w niepamięć. Zostałem tylko ja i ona, ja i ona.
Siedziała na mnie, na moich kolanach, a ja pobierałem się wezgłowie kanapy i patrzyłem na nią. Chwila wydawała się być czarodziejska, cudowna ulotna i jedyna w swoim rodzaju. Była taka delikatna, krucha, słodka. Moja mała Lolita.
Oczywiście, że tak musiało się stać. Po tym, co wydarzyło się ostatnio w tym lesie, wszelkie bariery, które istniały między mną, a nią, między samotnym bykiem, a tą młodą, subtelną uczennicą przestały istnieć. Byłem tak podniecony, a w mojej głowie tak mocno wirowało, że nie było trzeba dużo, aby rozpocząć gorące zbliżenie.
Zaczęło się prosto, od pocałunku, słodkiego, delikatnego pocałunku. Pochyliła się nade mną. Obydwoje zamknęliśmy powieki, a nasze usta zbliżyły się do siebie i zetknęły wilgotnych pieszczotach. Muskały się nawzajem, tańczyły, obejmując jedno drugie: słodką, gorąco i wilgotno. Była tak blisko, że czułem bicie jej serca. Pochylała się na mnie coraz bardziej, obejmowała mnie pod pachami. Ja swoje dłonie trzymałem już na jej udach i dociskałem mocno do siebie.
Pachniała mlekiem, słodyczą i seksem. Pozycja, w jakiej się znajdowała, sprawiała że mój kutas, w ciągu krótkiej chwili, przybrał swoje maksymalne rozmiary i napierał na materiał spodni, chcąc wedrzeć się w jej cipkę już teraz. Było naprawdę gorąco. Seks wisiał w powietrzu, a ja nie potrafiłem się bronić. Zresztą, nie chciałem.
Czy warto było się bronić przed młodością, przed jej witalnością? Czy nie lepiej było poddać się jej urokowi i dać zwieść się na manowce, zaprowadzić do raju i piekła jednocześnie? No cóż, to pytanie pozostawiam każdemu, kto czyta ten tekst.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz