23. Wykorzystałeś moją córkę.
Nagle stało się coś dziwnego. W pewnym momencie spojrzałem na jej twarz i zobaczyłem w niej przerażenie. To było normalne przerażenie, nie mające nic wspólnego z erotyzmem. Jej oczy zrobiły się wielkie jak złotówki a usta uchyliły się w pół słowa. Nie miałem pojęcia, co się dzieje. Zacząłem cokolwiek podejrzewać w chwili, gdy jej głowa odwróciła się o drugą stronę, jednak wciąż nie rozumiałem skąd u niej taki lęk w oczach.
W następnej minucie zaczęła rozglądać dookoła tak, jakby w poszukiwaniu jakiegoś zagrożenia, jakby w poszukiwaniu czegoś, co kryło się za krzakami. Chciałem spytać, co takiego się stało, ale nie nie mogłem się przełamać, ponieważ ja także zacząłem się panicznie bać.
Dopiero może po dwóch, czy trzech minutach między gęstymi krzakami, tam gdzie było dużo suchych gałęzi, usłyszałam cichy trzask. Chciałbym wierzyć, że były to patyki, ale nie byłem wstanie.
Kiedy to zobaczyłem, stwierdziłem, że już jest za późno, za późno na cokolwiek, za późno ucieczkę. Między gęstymi zaroślami stał człowiek. To był mężczyzna w średnim wieku. Miał na sobie czapkę i kraciastą koszulę, na ramieniu trzymał strzelbę. To była dubeltówka z drewnianą rękojeścią. Jednak, nie to było w tym wszystkim najbardziej piorunujące.
Przerażające były jego oczy, jego spojrzenie utkwione we mnie. W ciągu jednej sekundy, zrozumiałem w czym rzecz. Przyszedł tu by nie zabić. Poznałem go. To był jej ojciec. To był koniec. Nie wiedziałem, czy błagać o litość, czy próbować jeszcze ucieczki.
W tym samym momencie poczułem silne szarpnięcie za ramię. Dotarło do mnie, że jestem wolny. Nie miałem już na swoim ciele więzów i lin. To ona porpzcinała to wszystko. Zdaje się, że miała jakiś ostry nóż. Teraz ciągnęła mnie za sobą.
-Szybko, szybko, no ruszaj się! Uciekamy! - krzyczała do mnie.
Ruszyliśmy co sił w nogach przez gęste krzaki i zarośla, byle dalej, przed siebie. Biegliśmy nie oglądając się za siebie przez dobrych kilka minut. Byliśmy nadzy i przerażeni.
Klęczałem z pochyloną głową. Padał ulewny deszcz, była burza. Strugi wody lały się na moje nagie plecy. Czułem jak spływają po mięśniach, jak zalewają mi oczy. Moje kolana były w kałuży. Wiedziałem, że on tam jest, że stoi nade mną z bronią wycelowana w moją głowę. Bałem się ją podnieść i spojrzeć mu w oczy. Czekałem na to, co za chwilę się stanie. Miał to być mój koniec. Czekałem napięciu, może już trochę zrezygnowany. Nie wiem.
W końcu, całkowicie pogodzony ze swoim losem, podniosłem się i stanąłem wyprostowany. Nie otwierałem jednak oczu. Nie chciałem patrzeć w jego twarz, nie chciałem tej konfrontacji. Uniosłem głowę do góry, w stronę spadających kropel wody i starałem się skupić tylko na tym doznaniu. Starałem się nie myśleć o tym, co za chwilę ze mną się stanie. Starałem się i nie czuć przerażenia.
Jednak nie trwało to zbyt długo. Ciekawość i poczucie ostateczności kazały mi spojrzeć śmierci w oczy. Stał przede mną, a na jego twarzy malowało się cierpienie. Płakał. Zresztą, sam już nie wiem, może to tylko deszcz.
-Co ty sobie, kurwa, myślisz zboczeńcu jeden!!! Wykorzystałeś moją córkę!!! Przygotuj się, to już twój koniec, kutasie jebany!!! - wydarł się na mnie z szeroko otwartymi ustami.
W jego głosie była rozpacz. Nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Jak się zachować? Przepraszać? Tłumaczyć się? Czy cokolwiek miało jeszcze sens? Bałem się. To było dziwne. Lęk mieszał się z poczuciem pogodzenia z własnym losem, z tą nieodwracalną rzeczywistością.
W pewnym momencie, znowu stało się coś nieprzewidywalnego. Nie wiem, dlaczego to zrobiłem, chyba nie mogłem znieść tego napięcia. To było zbyt dużo jak dla mnie. Zacisnąłem pięści, otworzyłam szeroko oczy i, patrząc mu prosto w twarz wrzasnąłem:
-No, strzelaj, strzelaj, skończmy tą głupią grę!!! Strzelaj w końcu!!!
Poderwałem się na równe nogi a następnie usiadłem bezwładnie jak kloc. Po chwili zwiedziłem ciężko głowę i schował twarz w dłoniach. Na ulicy za oknem maszyna myjąca pracowała wytrwale. Żółte, migoczące światła zalewały żaluzje w oknie. Odgłosy pracujących ludzi i silnika tworzyły upiorne wrażenie. Potrzebowałem kilku minut, aby dojść do siebie. Dopiero po jakimś czasie przypomniałem sobie, że przecież wczoraj nic się nie stało. Grzecznie odwiozłem ją do domu i nic złego się nie wydarzyło, a to był tylko zły sen, koszmar, który nienawidził tej nocy. Mimo wszystko wrażenie było niesamowite.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz