7. Trafić w jej buzię.
To, co się działo w tamtej chwili, zdawało się być jakimś niebiańskim snem, snem na jawie który śniłem razem z nią. Wszystko było takie inne, takie bardzo charakterystyczne, takie bardzo moje, moje i jej. Pamiętam bardzo dokładnie ten widok. Jej oczy: duże, brązowe, uważnie wpatrujące się w moją twarz. Z pochyloną głową, klęczała przede mną. Była naga, piękna, z burzą rudych włosów, rozsypanych po cudownie gładkich plecach. Trzymała mnie za mojego drąga u samej podstawy swoją drobną zwinną rączką tak, że w mojej głowie wirowały już malutkie diabełki. Jej usta całowały sam czubek mojej, spragnionej, wielkiej fujary. Tak, całowały. Inaczej nie można tego było nazwać. Zwarły się w delikatnym uścisku na połowie wielkości głowicy i tak zostały. Trzymała, ciągnęła i wydzielała mnóstwo śliny.
Teraz jeszcze bardziej kręciło mi się w głowie coraz trudniej było mi ustać w miejscu, ale starałem się ze wszystkich sił, by w tej grze wypaść jak najlepiej. Patrzyłem na jej śliczną, młodą buzię, patrzyłem w jej wielkie, brązowe oczy i drżałem na całym ciele w ogromnym podnieceniu.
To była bajka, bajka, którą trudno jest w tej chwili opisać. Naprawdę, staram się, ale specyfika tamtych wydarzeń tworzyła jakąś czarodziejską osnowę wszystkiego, co odczuwałem. Julia, mimo swojego młodego wieku, bardzo dokładnie wiedziała, jak posłużyć się moim narzędziem, aby sobie i mnie sprawić jak największą przyjemność. Miałem wrażenie, że czas się zatrzymał. Jakbym był zawieszony pomiędzy niebem, a ziemią. Jakbym nie mógł wrócić do rzeczywistości.
Wciąż trzymając moją wielką, grubą pałę w swojej drobnej rączce, odsunęła usta i szeroko je otworzyła. Iście bajkowy widoczek, który pamiętam do dziś. Moja gruba fujara jak mikrofon zatrzymała się na sekundę przed jej śliczną młodą buzią. Gdybym w tej chwili chciał strzelić moim gorącym nasieniem, pewnie wypełnił bym tą jamkę sporą porcją gęstej, białej substancji, ale to była tylko chwila, krótki moment przed następnym etapem tej cudownej gry.
Wtedy stało się coś, czego nie przewidziałem. Wiem, że to głupie wytłumaczenie. W takiej sytuacji powinienem przecież brać ten scenariusz pod uwagę. Mimo wszystko nie wziąłem go. Przeliczyłem swoje możliwości. Byłem zbyt podniecony, a ona zbyt zaangażowana w swoje zajęcie. He, he… jeżeli tak to można nazwać.
W pewnym momencie popłynąłem całkowicie. Przez moje ciało przebiegł tak słodki, tak przejmujący dreszcz, że zapomniałem, jak się nazywam, w którym miejscu się znajduję i co się ze mną w danej chwili dzieje. Po prostu, popłynąłem na ocean rozkoszy, ciesząc się każdą sekundą tego, co się ze mną działo. Jak przez mgłę widziałem, siebie jak strzelam na jej buzię kolejnymi, białymi pociskami, które odbijając się, tworzyły gęste, perliste zacieki na jej policzkach, nosie i brodzie.
Mimo wszystko, mimo tego, co się ze mną działo, wciąż trzymała mnie bardzo mocno za mojego chuja u samej podstawy. Starała się ustami zbierać wszystko, co ze mnie wypłynęło, ale było to niemożliwe. Zbyt mocno drżałem i trzęsłem się w posadach, aby trafić precyzyjnie w jej buzię.
Przez krótką chwilę głowica mojego chuja spoczywała w jej słodkich usteczkach. Wtedy ciągnęła, ssała, by później znów ją wypuścić. Znowu chlapałem na jej słodkie policzki. Żyły na moim kutasie wyszły na wierzch, jak pajęczyna fioletowo niebieskim oplotem, tworząc skomplikowany wzór.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz