8. Spod białej spermy.
Klęczała przede mną młoda laska, taka niewinna, dziecięca jeszcze, a ja spuszczałem się na jej twarz. Zanim jeszcze doszło do czegokolwiek. Z jednej strony, czułem się taki zawstydzony, rozbity, bo przecież nie chciałem tego, a z drugiej, wydawało się, że wszystko świadczy przeciwko mnie. Jakbym sam wystawiał oskarżenia przeciwko swojej osobie. Przecież, tak naprawdę, chciałem tego. To było cudowne, było mi z tym tak dobrze. Ten widok był niesamowity podniecający i słodki.
Chlapałem na jej buzię moją spermą, moim nasieniem, sprawiając, że przepełniało mnie bardzo silne przekonanie, że zbezcześciłem jej niewinność. Wszystko w tym lesie. Ona się tym w ogóle nie przejmowała. Jej wzrok utkwiony był na czubku mojego, pełnego podniecenia i rozkoszy, fiuta.
Kiedy zdawało się, że już pozbyłem się ostatniej kropli, opadła na pośladki, podparła się ramionami za swoimi plecami, zanurzając palce w piachu. Teraz to ja przejąłem kontrolę nad swoim jebaką i, ocierając głowicą o jej buzię, rozprowadzałem nasienie jeszcze bardziej. Utworzyła się z niego jednolita, gruba warstwa.
Laska uniosła wzrok i spojrzała w moje oczy. Uśmiechała się słodko spod białej spermy. Jej usta, zęby, nos policzki i broda pokryte były grubą warstwą.
-Och Julio, dziecinko, coś ty ze mną zrobiła?! - westchnąłem głosem pełnym podniecenia.
To musiał być jakiś sen, sen, w którym znalazłem się przez przypadek. Jak inaczej można wytłumaczyć takie rzeczy i te szczegóły, które mimo tego, że odległe w czasie, tak mocno pozostały w mojej pamięci, tak wyraźnie.
Znów ten jej wzrok, te wielkie śliczne, młode, brązowe oczy, tak uważnie wpatrujące się w moją twarz, ten uśmiech: słodki, spod grubej warstwy spermy. Tak. Tylko ona umiała tak patrzeć, tylko Julia.
Klęczała przy mnie, ze złączonymi udami, na piasku z uniesioną głową. Oparła dłonie o moje nogi i patrzyła mi w oczy prosto, uważnie, bezwstydnie. W jej wzroku była prośba o jeszcze, o dalsze etapy tej słodkiej zabawy.
A później… później stało się coś jeszcze, coś tak słodkiego, przejmującego całą moją świadomość, zajmującego całe moje istnienie, obezwładniającego swojej erotycznej w istocie, że to już była bajka z zupełnie innej półki. Dziewczyna była taka niewinna, taka młoda, bezbronna, zdawałoby się, bez reszty oddana, oddana w moje posiadanie, że trudno to opisać.
Uchyliła te swoje usteczka, otworzyła tą swoją ospermioną buzię, która pachniała moim pożądaniem, a ja ująłem grubą fujarę dwa palce i skierowałem wprost na jej wysunięty język. Och, cóż to była za rozkosz!
Przyjęła mnie z błogim, wilgotnym ciepłem. Lizała od dołu, zbierając ostatnie, ściekające jeszcze kropelki białego nasienia. Na jej policzkach pojawiły się śliczne, rozbrajające rumieńce, świadczące o tym, że jest bardzo poruszona, podniecona i zaangażowana.
Czas się zatrzymał. Kolejna minuta, kolejne chwile, jak czarodziejskie echo odbijające się w mojej świadomości. Nieco zniżyłem swoją pozycję na stopach, a ona jeszcze szerzej uchyliła swoje usteczka. Wykonałem nieznaczny ruch biodrami do przodu, wsuwając głowicę prosto w jej słodką buzię.
Wjechałem bez żadnych oporów. Mój napęczniały, gruby chuj, oblepiony był jeszcze nasieniem i to ze wszystkich stron. Przesuwał się krawędzią napęczniałej żyły po jej wargach, niczym tłok w silniku, który, pokryty smarem, wciska się w cylinder. Przymknęła tylko powieki, skupiając się całkowicie na tym, co się działo, jakby chcąc dokładnie wszystko zarejestrować: zapach, ciepło, wilgoć i smak. Byłem wniebowzięty, czując ją tak blisko i tak dokładnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz