3. Zboczone myśli.
Patrzyła i milczała. W jej spojrzeniu, w jej oczach, była odpowiedź. Ta odpowiedź brzmiała: nie chcesz, naprawdę nie chcesz tego?
Może tylko mnie się tak zdawało, może to tylko moja bujna wyobraźnia, nie wiem. Pragnąłem jej nie tylko ciałem, ale też i duszą. To była dziwna, niesamowita mieszanina erotyzmu, niewinności, pożądania i seksu.
Przegrałem. Przyznaję szczerze, przegrałem już w momencie, kiedy wziąłem ją do samochodu. W tej chwili było już za późno na cokolwiek. Nie miałem szans. Ona o tym dobrze wiedziała i doskonale umiała to wykorzystać.
Niewinna Lolita, grzeczne dziecko rozkoszy. Rozpięta sukienka, niby przypadkiem, niby samoczynnie zsunęła się z jej lewego ramienia do połowy łokcia, odsłaniając średniej wielkości, cudowną młodą pierś. Jej ciało było jak młodziutka roślina: drobne, delikatne, jeszcze nie opalone. Siatka błękitnych naczyń krwionośnych, oplatających jej cycuszek, wskazywała, że jej młoda skóra nie doświadczyła jeszcze tego roku zbyt wiele promieni słonecznych. Może to dlatego właśnie chciała ze mną wybrać się na ten wyjazd. Przyznam, że jej rodzice nie byli zbyt chętni do puszczania gdziekolwiek tak młodej dziewczyny, twierdząc, że powinna się uczyć.
Trzymała w palcach kolejny guzik: ten na wysokości pępuszka. Nie patrzyła teraz na mnie. Patrzyła na swoje dłonie. Rude, gęste, bujne włosy, zasłaniały połowę jej twarzy, a powieki przysłaniały oczy. Na wpół uchylone usta, zdawały się mówić coś do tego guzika, ale nie słyszałem. Pewnie nie mogłem. Drżałem coraz bardziej. Wszystko inne przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Liczyła się tylko ona i to, co za chwilę miałem z nią zrobić.
To było istne wariactwo. Nie potrafiłem myśleć racjonalnie. Emocjonalnie leżałem już na łopatkach. Byłem przegrany, ale czułem się najszczęśliwszym facetem na Ziemi. Rozebrała się do połowy. Jej żółta sukienka, niedbale zwisała na szerokich biodrach. Stała przede mną, cudownie piękna Afrodyta z burzą rudych włosów, spadających na ramiona i niczym peleryna okrywających jej boskie ciało. Patrzyła na mnie swoimi przenikliwymi oczami. Wierciła w mojej duszy dziury. W jej wzroku było pytanie: weźmiesz mnie teraz?
Drżałem, nie mogąc pozbierać myśli. Nie mogłem skupić się na niczym konkretnym. Nie wiedziałem, co było lepsze, co było wspanialsze, na czym się skupić, co podziwiać. Może te oczy? Chyba to one były punktem wyjścia do wszystkiego i jednocześnie momentem kończącym wszystko. Duże, brązowe źrenice, uważnie przyglądające się teraz mojej osobie.
Jej twarz była czujna. Nie wyrażała już uśmiechu. Teraz drżąc, zdawała się pytać, co dalej? Drobne ramiona poruszały się raz w jedną, raz w drugą stronę. Zdawało się, że jedna ręka ciągnie sukienkę do dołu, a druga stara się ją utrzymać w poprzedniej pozycji.
“Boże, Julka! Julka, co ty ze mną robisz?! Dlaczego taka jesteś?!” - zdawałem się pytać, chociaż z moich ust nie wydobyło się żadne słowo.
Wszystko, co miało jakikolwiek sens było zamknięte w jej istnieniu, w jej osobie, w tym, kim była. Jej nie za duże, młodziutkie, delikatne piersi, dumnie sterczały do góry, wystawiając swoje sutki na ciepłe promienie słońca.
Julka miała w pępku delikatny, malutki kolczyk. Och! Zadrżałem jeszcze bardziej. Więc nie była taka niewinna, jak mogłoby się na początku wydawać! Boże jakież ja miałem wtedy zboczone myśli! Czekałem, aż ten materiał pojedzie do dołu i odsłoni to, co najważniejsze. Kutas w moich spodniach wyrażał najwyższy stan gotowości bojowej. Drżał, pulsując i domagając się natychmiastowego spełnienia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz