4. Grzeszny rozpustnik.
Bawiła się ze mną. Tak, teraz byłem wręcz pewny, że zostały wykorzystane wszystkie możliwości. W jakiś sposób czułem się wciągnięty w pułapkę, w jej grę, w grę, której nie do końca byłem świadomy. Jednak, najdziwniejsze było to, że niczego, absolutnie, nie żałowałem. Tak jakby wszystko działo się za moim, cichym przyzwoleniem.
I znów, mimo powierzchownych protestów i pozornej niezgody na to, co się działo, moje dwie osobowości walczyły we mnie. Już widziałem, że grzeszny rozpustnik pokonał przyzwoitego, poczciwego człowieka.
Julka odwróciła się do mnie tyłem, ukazując przepiękne, delikatne, subtelne piersi oraz miękkie i jędrne pośladki. Jej sukienka znajdowała się na udach, a ona trzymała je na czubkach palców, jakby od niechcenia. Delikatnie odwracając głowę na jedną stronę, patrzyła gdzieś przed siebie daleko. Stopniowo dozując napięcie i doprowadzając mnie na skraj cudownego, słodkiego szaleństwa.
Jeszcze raz odwróciła się przodem. Uniosła dłoń do góry i zaczęła bawić się włosami. Zaczęła je skręcać i skręcać w jeden gruby, koński ogon. Patrzyła uważnie, bezpośrednio, a jej uśmiech mówił, że już jestem jej. Jej sukienka trzymała się na biodrach jedynie dzięki szeroko rozsuniętym udom. Mimo to, cienki materiał prześwitując pod słońce, ukazywał jej niesamowity ogródek miłości. Wystarczył tylko jeden ruch, aby wszystko stało się już całkowicie jasne.
Bez dwóch zdań, była aniołem. Tutaj nie dało się niczego oszukać. Teraz była już kompletnie naga, ale umiejętnie zakrywała swoją młodą, soczystą cipeczkę, unosząc jedną nogę wysoko do góry. Stała bokiem tak, jakby pozowała do zdjęć. Jej spojrzenie było tylko oczekiwaniem.
Była taka drobna, delikatna i krucha, tak bardzo, iż myślałem, że za chwilę, sam tylko powiew wiatru przewróci i połamie ją na kawałeczki. Jednak, ona była tak idealnie skonstruowana, niemalże doskonała, że wiedziałem, że jest zdolna do tak niesamowitych rzeczy, o których mi się nawet nie śniło. I to ja byłem w tym momencie tutaj przy niej. To ja byłem obiektem jej seksualnego zainteresowania.
Teraz usiadła na rzuconej na tą dziką, leśną trawę sukience z dzianiny, pochyliła się na jedną stronę i, podpierając całe swoje ciało na ramieniu, patrzyła na mnie w oczekiwaniu. Czy wreszcie i ja pozbędę się swoich ubrań? Czy w odpowiedni sposób zabiorę się do rzeczy?
Powiem szczerze, umiała dawkować doznania związane z pokazywaniem swojego ciała, swoich słodkich krągłości. Dopiero po kilku minutach takiego erotycznego pokazu, kiedy już byłem na granicy wytrzymałości, przechyliła się bardziej na plecy, podciągnęła kolana pod brodę, a między jej pośladkami zobaczyłem te cudownie, różowe płatki. Były niczym skrzydła motyla, niczym połówki naleśnika sklejone słodkim nektarem.
Patrzyła na mnie, nie uśmiechając się w ogóle. W tym jej spojrzeniu nie było ani odrobiny wstydu, tylko oczekiwanie, oczekiwanie na to, aż wezmę ją w ramiona i zacznę się kochać w dowolny dla mnie sposób, oczekiwanie, że pokażę jej swoją męskość, że wniknę w nią do samego końca i pozostawię moje pożądanie w jej ciasnej jaskini. Patrzyła na mnie tymi swoimi dużymi, brązowymi oczami i uśmiechała się. Zielona trawa utworzyła przepiękny, cudowny kobierzec, idealny do miłosnych igraszek. Wysoka temperatura sprawiała, że chciało się używać życia na wszelkie możliwe sposoby. Nie zamierzałem przepuścić tej chwili, nie pozwoliłem życiu przeciekać przez palce, tylko, mimo obaw o konsekwencje, chciałem brać brać i brać jak najwięcej, aby później niczego nie żałować.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz