19. Ssałem jej słodkie cycki.
Ta dziewczyna była bardzo wyjątkowa. Ona doskonale wiedziała, czego chce. Ciągle pozostając tak bardzo niewinną, delikatną i kruchą, zachowywała się jak zawodowa uwodzicielka. Zachowywała się jak kobieta lekkich obyczajów, doskonale znająca swoje rzemiosło i umiejąca wykorzystać własne walory. To ta mieszanina, mieszanina jej urody, młodości, seksu i wdzięku, a jednocześnie jej umiejętności i wprawy w tym, co robiła, powodowała, że w moich oczach była ideałem. Była idealną kochanką. Była boginią seksu. Była Afrodytą, która wyłoniła się z piany morskiej i przyszła tylko po to, by mnie zbawić.
Dosłownie, w następnej chwili, nie pozwalając mi przejąć inicjatywy, siedziała na mnie okrakiem. Jej kolana wciskały się w piasek po obydwu stronach moich pośladków. Jej stopy spoczywały na moich udach, a cipka, ta ciasna cipka intensywne obejmowała mnie przejmującym uściskiem. Obejmowała ze wszystkich stron mojego, władającego już o spełnienie, fallusa.
Nie wiem jak to się stało, ale odruchowo uniosłem swój tors do góry i oparłem się o to drzewko, które było tuż obok nas. Trzeszczało i mało nie pękło ale wytrzymało. Podniosłem się, bo chciałem, chciałem mieć lepszy, jeszcze lepszy, dostęp do jej cudownych, niesamowitych cycuszków. Och, jak bardzo były słodkie! Jak bardzo mnie podniecały! Chropowatość sutków, jej twardych antenek wyrzucała moją świadomość daleko na orbitę.
Ułożyłem swoje dłonie na jej biodrach i pracowałem razem z nią: do góry i do dołu, do góry i do dołu, do góry do dołu… Mój twardy kutas wchodził w nią tak głęboko, tak ciasno docierał do samego końca. Czułem jak wszystkie żyły na jego powierzchni wychodzą i jeszcze bardziej napinają się. Czułem olbrzymie ciśnienie w jajach. Czułem jak jak coś mówi mi, że to już, że już powinienem uwolnić w nią moje gorące pożądanie, że już powinienem ją wypełnić po brzegi swoim spełnieniem.
Była na mnie. Była na mnie, taka słodka, taka delikatna, a mimo to jej pośladki były tak szerokie, takie duże. Jej cipka tak mocno obejmowała mojego kutasa. Och, jak bardzo było mi dobrze! Siedziała na mnie, przytulona do mojego tortu, przyklejona do mojej klatki piersiowej, a ja ssałem jej słodkie cycki bez pamięci. Zatracam się w jej słodkim ciele. Całkowicie oddawałem się w jej posiadanie. Bez reszty brnąłem w te słodkie doznania, które mi dawała.
Ujęła mnie za głowę. Jeszcze mocniej wciskała w siebie. Wciskała moją twarz w swoje jędrne piersiątka. Ledwie żyłem ze szczęścia, które mi dawała. Unosiła się i opadała, góry i do dołu, do góry i do dołu…
Po jakimś czasie wyprostowała się i odchyliła do tyłu. Tak wygięta oparła się na moich kolanach. Chciała lepiej utrzymać równowagę. Czułem ją całym sobą. Czułem, że ten jeden, jedyny moment stoi już u drzwi mojego organizmu, mojej świadomości.
Opadłem plecami na piasek i starałem się patrzeć na to, co robi moja kochanka. Mój fiut siedział w ciasnej cipeczce tak słodko, poruszał się w jej wnętrzu, a ona wygięta do tyłu kołysała się wolno w górę i w dół, w górę i w dół… Patrzyłem na jej cipkę. Patrzyłem, jak ciasno obejmuje mojego drąga. Patrzyłem na jej falujące cycki. Patrzyłem na jej, wykrzywione w grymasie podniecenia, usta. Ona także mnie obserwowała.
Odnosiłem wrażenie, że chce mieć podgląd na wszystko, co się ze mną dzieje. Siedziała na mnie równo, gładko i pewnie. Poruszała się na moim chuju do góry do dołu, a on wdzierał się w nią do samego końca. W szybkim tempie zbliżałem się do słodkiego, przejmującego orgazmu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz