5. Cudowny zapach jej cipeczki.
Zastanawiałem się, ile to wszystko może jeszcze potrwać? Ile można wytrzymać, czekając i patrząc na młodą siedemnastolatkę, która rozebrała się przede mną w dzikiej, leśnej głuszy, gdzieś na skraju polany, zalanej promieniami jesiennego słońca. Julia leżała na jednym boku ze złączonymi udami, podciągniętymi pod piersi i wystawionymi pośladkami w moją stronę. Między tymi pośladkami majaczyła przepiękna, słodka pizdeczka. To jej delikatne gniazdko ozdobione było rudymi, poskręcanymi w loki, włosami. Jej uważne spojrzenie nie pozwalało mi się skupić na niczym konkretnym. Drżałem. Wciąż czekałem. Chociaż, powiem szczerze, wszystko już dawno zostało przesądzone.
Każda kolejna chwila, każda kolejna sekunda zdawała się mówić, że to nie jest niewinne małe dziecko, przed którym trzeba ukrywać grzeszny, wyuzdany świat. Każda kolejna chwila, każdy kolejny gest wykonany przez nią, zdawał się potwierdzić przypuszczenie, że to jest wilczyca na polowaniu: dzika, wyuzdana, aczkolwiek w swojej istocie, bardzo niewinna i subtelna. Mówiło o tym, przede wszystkim, jej spojrzenie, które z każdą kolejną minutą, stawało się coraz bardziej niesamowite, nieokiełznane, energetyczne i dzikie, dzikie, jeszcze raz dzikie. Och tak, jej spojrzenie zdawało się mówić: dobrze koniec tej zabawy, przeleć mnie, przeleć mnie tutaj, w tym lesie, wygrzmoć mnie, niech poczuję radość życia.
Odwróciła się do mnie przodem, uniosła na jednym ręku, rozsunęła uda, ukazując całe swoje różowe wnętrze z wystającymi mięsistymi płatkami, a ja drżałem i drżałem, chłonąc sobą każdą sekundę tego niesamowitego widoku i czekając na więcej. Zdawałem sobie sprawę, że przyszła kolej na mnie, że teraz to ja będę musiał cokolwiek pokazać. Obawiałem się jednak, czy aby na pewno będę w stanie stanąć na wysokości zadania i zaprezentować tej młodej lasce, że ma do czynienia z prawdziwym mężczyzną. Moje podniecenie w tej chwili sięgało zenitu.
Jakby na zachętę, jakby chcąc sprowokować mnie jeszcze bardziej przybrała pozycję na pieska. Stanęła na czworakach, wypinając wysoko swój jędrny tyłek. Przechyliła głowę na jeden bok i, pozwalając włosom opaść na leśne runo, patrzyła na mnie. Patrzyła czekając, aż rozepnę guziki rozporka i zapakuję między jej uda swojego grubego, twardego ogiera.
Później, jakby zorientowawszy się, że nieco przesadziła, uniosła się trochę do góry, złączyła na uda i tak pozostała. Chociaż, tak naprawdę, trudno mówić w tej chwili o jakiejkolwiek przesadzie, no bo już i tak wiadomo było wszystko. Wszystko, co miała do pokazania, już pokazała, tylko wydawało się, że to ja stanowię w tym momencie jakiś problem.
Patrzyła na mnie jakby z pytaniem w oczach: czy wreszcie pozbędę się tego swojego niewygodnego ubrania i zapakuję między jej uda swojego wielkiego twardego chuja. Och tak! Wciąż widziałem między jej pośladkami te cudowne falbanki, stworzone do całowania, muskania szorstkim językiem, delikatnego ssania ustami.
Od początku wiedziałem, że jestem bez najmniejszych szans w tym starciu. To ona prowadziła, ona, krok, po kroku, sprawiała, że stawałem się coraz bardziej bezwolny, coraz bardziej podatny na jej sugestie. Byłem coraz bardziej bezbronny wobec jej niesamowitych wdzięków.
Jakby nieco zrezygnowana, usiadła przodem i, podpierając się za plecami, rozsunęła delikatnie uda, a ja pierwszy raz poczułem cudowny zapach jej cipeczki. Przykucnąłem, aby być bliżej i patrzyłem. Mój wzrok błądził między jej brązowymi oczami, rudymi włosami i tą niesamowicie podniecającą cipeczką.
-Julka, Julka, - westchnąłem cicho.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz