24. Jej ojciec niczego nie podejrzewał.
-Dzień dobry, sąsiedzie, - usłyszałem w chwilę po tym, jak przekroczyłem próg domu i znalazłem się na podwórku.
Stał za płotem, oparty o stalową kratownicę. Przenikał mnie swoimi ciemnymi oczami dokładnie tak samo mocno, jak tej nocy w trakcie tego snu. Wiedziałem, że to są dwa różne światy, jednak wrażenie było zbyt silne. Nie potrafiłem jeszcze się otrząsnąć i po moich plecach przebiegł zimny dreszcz. Patrzył na mnie swoim przenikliwym wzrokiem, ale na jego twarzy królował już tylko uśmiech. Był taki serdeczny, przyjacielski. Zresztą, jak mi się zdawało, znałem go dobrze i wiedziałem, że z jego strony nie powinno mi nic grozić.
No tak, oczywiście, pod warunkiem... no właśnie. Zresztą, trudno było określić, jak mógłby się w tej chwili zachować. Miał tylko jedną córkę. Kurwa, miał na jej punkcie kompletnego bzika. To także wiedziałem. Wiedziałem też, że ona nigdy o czymś takim by mu nie powiedziała. Zresztą, cholera wie.
Teraz patrzył na mnie, a ja zmierzyłem jego sylwetkę pobieżnym spojrzeniem, chciałem odburknąć coś i schować się z powrotem do domu. Chciałem udać, że mam coś ważnego do zrobienia. Nie pozwolił mi jednak. Zawsze tak się zachowywał, kiedy miał do mnie konkretny interes.
-Wie sąsiad, co… - zaczął.
-Tak? - odpowiedziałem niepewnie.
-Co powiesz na to, gdybyśmy w sobotę wyskoczyli do lasu?
Znów zadrżałem. Przed moimi oczami, i to bardzo wyraźnie, pojawiły się obrazy tego, co zaszło wczoraj. Pamiętałem dokładnie każdy szczegół i wszystko to wymieszane było z tym koszmarnym snem. Powiem szczerze, nie wiedziałem, jak mam zareagować. Najchętniej nigdzie bym się nie ruszał, chociaż… No właśnie. Znów ten nieopisany lęk.
-Mamy taką piękną pogodę. Jak zapewne wiesz, mam strzelbę…
-Nooo wiem…
-No, to pewnie też wiesz, że należę do koła myśliwskiego. Właśnie zaczął się sezon na bażanty. Może byśmy tak coś upolowani? Co ty na to?
Stanąłem jak wryty i patrzyłem na niego uważnie. “Czyżby koszmar się nie skończył?! Czyżbym wciąż spał?! Nie wiem. Boże! Dubeltówka i te oczy. To wszystko jak z tego snu. Nie, nie, to pewnie tylko moje wyrzuty sumienia. Ja pierdolę!” Nie dawałem sobie z tym rady! Potrząsnąłem głową, chcąc pozbyć się złych wrażeń.
-Eeee… ale wiesz, ja raczej… - zacząłem coś nieskładnie mówić.
-Przestań sąsiad. Wyrwiesz się trochę. Ja rozumiem, że ty nie umiesz posługiwać się bronią. Nic nie szkodzi. Rozpalimy ognisko, wypijemy po kielichu, ja coś ustrzelę… sam rozumiesz.
-No, niby tak…
-Tyle razy mi pomagałeś przy ogrodzie. Chcę ci się jakoś odwdzięczyć. Córka też już od dłuższego czasu nagabuje mnie, abyśmy więcej razem spędzali czasu. Daj się przekonać. Zresztą ona też coś o tobie wspominała.
Po moich plecach po raz kolejny przebiegł dreszcz.
-Tak? - spytałem z niedowierzaniem.
-Zdaje się, że chyba cię polubiła.
Choć było jeszcze stosunkowo chłodno, to czułem, że zaczynam się pocić.
-Lubi spędzać czas z tobą, poza tym, dobrych grzybów żeście nazbierali. Żona większość zamarynowała. Piękne prawdziwki. Gratulacje, - mówił dalej.
Znów zadrżałem. Byłem jak osikowy listek.
-Grzyby? A tak grzyby. No tak, tak… jasne. Dzięki.
Nie mogłem pozbierać myśli. Przypomniałem sobie, że cały koszyk dorodnych prawdziwków i podgrzybków kupiliśmy od babuszki siedzącej przy szosie. Gdyby on o tym wiedział! Jasna cholera, przecież większość tego czasu spędziliśmy na miłosnych igraszkach.
-Przepraszam, a gdzie chcesz się wybrać na to polowanie? - spytałem.
W tym momencie wymienił miejscowość i zatrzęsło mną jeszcze raz. To było dokładnie to samo miejsce. Teraz już nie wiedziałem, jak się zachować: zgodzić się, czy odmówić. “Jeśli on o wszystkim wie, a to jest tylko taki wybieg? Ta strzelba i to jego spojrzenie. Czy to coś znaczy? Cholera wie, co może wyjść z tego polowania.”
W końcu, po krótkich namowach, przystałem na jego propozycję. Powiem szczerze, że zaczynałem tego żałować. Jednak, zważywszy na to, że ona miała tam być także, zgodziłem się. To był chyba argument koronny. Julia była jak magnez, który ciągnął mnie do siebie, niezależnie od tego gdzie się by znalazła. Zawsze chciałem być jak najbliżej niej. Całe szczęście, że jej ojciec niczego nie podejrzewał. Niczego nie podejrzewał? Tak naprawdę, trudno było mi to w tej chwili określić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz