Szukaj na tym blogu

27 czerwca 2019

Lolita na polowaniu.

26. Byłem jak król.

To był czarodziejski świat, który teraz, po latach, tak trudno jest mi sobie wyobrazić. Wtedy wszystko było takie proste, takie bardzo żywiołowe. Wtedy większość rzeczy, które wykonywałem, robiłem bez zastanowienia. Oczywiście, takie są prawa młodości. Większości tych zdarzeń później żałowałem, chociaż nie wszystkich, jej nie.
Już po chwili była dla mnie. Była całkowicie dostępna. Krótka koszulka na ramiączkach podwinięta była powyżej cycków, a ja, z niesamowitą lubością i zachłannością, rzuciłem się na nie. Och, jak bardzo były słodkie! Szorstkie sutki i brodawki tak intensywnie drażliwy moje usta.
Chciała tego. Oddawała mi się bez zastanowienia. Oddawała się cała, bez reszty. Wyginała swoje drobne, elastyczne ciało w moją stronę tak, żebym jeszcze dokładniej zajął się jej gorącymi cycuszkami. Patrzyła na mnie z góry. Czułem to. Oddychała coraz głębiej, coraz bardziej ciężko, a ja stałem i lizałem jej skutki. Robiłem to coraz bardziej bez pamięci, jak dziki zwierz, jak istota spragniona zimnej wody w upalny dzień.
Objęła mnie swoją ręką za plecy i tuliła się do mnie swoimi piersiami, a sam lizałem jej sutki. Ocierałem się o nie swoimi policzkami. Coraz bardziej zatracam się w tych intensywnych pieszczotach. Była niesamowita. Nie dbała o to, że przecież mieliśmy już ruszać i pewnie jej ojciec już gdzieś tam na nas czekał. Nie było to ważne. Nie było ważne. Nic, poza nią, nic więcej się nie liczyło. Opierała się na moim udzie, a ja trzymałem ją za te jej słodkie, gorące pośladki. Wciskałem swoje palce w rowek jej spodenek, jakby chcąc spenetrować jej cipeczkę od tyłu. Dociskałem jej cudowne biodra do swojego podbrzusza coraz bardziej, czując jej kobiecość ma swoim, spragnionym ogierze. Było tak dobrze, tak cudownie.
Wszystko, do czego doszło tego dnia, jak i późniejszych, wszystko przekroczyło moje najśmielsze wyobrażenia o tym, co mogłoby się stać. Teraz, po prostu, pozwoliłem się uwieść, pozwoliłem się ponieść rozkoszy, prowadzić w najcudowniejszy sposób. Było mi tak niesamowicie dobrze.
Siedziałem na tej sofie jak król z szeroko rozłożonymi nogami, bardzo szeroko, a ona była między nimi. Była między moimi udami. Z namaszczeniem i pieczołowitością rozsunęła mój rozporek, rozpięła sprzączkę paska, później guzik spodni, odchyliła połówki materiału, a na koniec pociągnęła slipy i wyłuskała mojego, twardego jak kij bejsbolowy, ptaka. Następnie chwyciła swoją drobną rączką i, jak pies, jak młoda napalona suczka, na czworakach, zbliżyła się do mnie. Pochyliła głowę, odrzuciła włosy do tyłu tak, żeby jej nie przeszkadzały, szeroko otworzyła usta i wysunęła daleko język. Najpierw spojrzała z podziwem, a później przejechała od spodu po fioletowej już z podniecenia sękatej głowicy. Zadrżałem, patrząc na to wszystko i nie mogąc uwierzyć, że to dzieje się naprawdę.
Podparła się ramionami na moich udach tak, żeby mieć do mnie dobry dostęp, a później jeszcze raz przejechała swoim językiem od samego dołu do góry: mocno, zachłannie, wilgotnie.
O tak, byłem jak król, jak pan, biorący pieszczoty pełnymi garściami. Dyszałem ciężko, czekając na każdy kolejny moment tego, co miało się stać. Lizała mojego kutasa jak najlepszego loda na patyku. Trzymała go w garści mocno, pewnie i operowała tak, aby jej język dotknął każdej jego części.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...