11. Całkowicie mi oddana.
Kiedy już to zrobiłem, powróciłem do łechtaczki. Językiem zacząłem ją pieścić i masować tak, jak wcześniej. Podwójne pieszczoty były dla niej jeszcze bardziej przejmujące i odlotowe. Kiedy palcem wykonywałem posuwiste ruchy do przodu i do tyłu, język pracował poprzecznie, szybko i wytrwale.
Była na granicy orgazmu. Czułem, jak jej ciałem targają coraz silniejsze, coraz bardziej niekontrolowane skurcze. Jęczała i wzdychała coraz bardziej przejmująco, a ja fedrowałem jej norkę bez opamiętania. Byłem wytrwały niczym wytrawny górnik. Coraz szybciej poruszałem swoim palcem. Drgał niczym podłączony do prądu, wsuwał się i wysuwał, wsuwał i wysuwał… Byłem niczym maszyna, a ona tylko mruczała zadowolona.
Po jakimś czasie dałem już sobie spokój z pieszczotami językiem i skupiłem się całkowicie na zabawie palcem. Uniosła tułów i patrzyła na mnie zaskoczona, lecz zadowolona. To było niesamowite. Zapomniałem się w tym, co robię, zatraciłem się kompletnie, jakbym miał przed sobą najwspanialszą, najcudowniejszą zabawkę. Jej przyjemność była moją przyjemnością, a jej podniecenie udzielało się także i mnie. Patrzyłem na jej rozwartą, podnieconą do granic możliwości cipeczkę i sam drżałem w ekstazie rozkoszy. Była moja, moja i tylko moja… Mogłem pokazać, na co mnie stać, mogłem wykorzystać ją na wszystkie możliwe sposoby. Ograniczeniem była tylko moja wyobraźnia.
Penetrowałem jej cipkę, a ona tylko otwierała i zamykała z wrażenia usta. Przymknęła powieki, odchyliła głowę do tyłu, ciężko oddychała. Była na skraju orgazmu. Wiedziałem, co robię, wiedziałem, że w tej chwili nie mogę przerwać, bo cała moja dotychczasowa praca poszłaby na marne, a ona byłaby niezadowolona. Moje palce poruszały się w tempie jak igła w maszynie do szycia. Dźgałem jej pizdeczkę, a ona drżała narastającej ekstazie. Patrzyła na mnie z coraz większym przerażeniem w oczach, jakby prosiła, bym przerwał, albo zakończył to w jakikolwiek sposób.
Atakowałem jej cipkę, nie zważając na jej jęki i westchnienia. Byłem bezlitosny, krok po kroku precyzyjnie prowadziłem ją na sam szczyt. Rozkosz, jaką jej sprawiałem, była dla niej trudna do zniesienia. Ona sama była zaskoczona własnymi niekontrolowanymi reakcjami.
W pewnym momencie, kiedy czuła, że szczytowanie jest bardzo blisko, nie wytrzymała i położyła swoje palce powyżej moich, na gotowej już do spełnienia wisience. Zaczęła nimi poruszać tak szybko, jak ja. Wpatrywała się we mnie i starała się zgrać z moimi ruchami. Nagle odchyliła głowę do tyłu, spojrzała gdzieś sufit, a z jej gardła wydobył się głośny, przyjmujący jęk.
Poruszałem moimi palcami. W cipce znajdowały się już dwa, później trzy. Wpychałem je najdalej, jak to było tylko możliwe, a ona miauczała jak kot. Spojrzała na mnie, a ja na nią. Nasz wzrok zbiegł się gdzieś pośrodku. Z jej źrenic tryskały iskry. Wiedziałem, ze to jest to.
Byłem jak maszyna, jak lokomotywa parłem do przodu, byłem nieprzejednany, bezlitosny. Kiedy miałem wrażenie, że ona już dłużej nie wytrzyma, przyłożyłem swoje usta do jej twardej wisienki. Wyjąłem palce z jej szparki i przyssałem się do jej słodkiej muszelki. Ciągnąłem zachłannie, ssałem, a ona dyszała głośno. Była już na szczycie. Tak słodko było ją lizać.
Odchyliła głowę do tyłu, wsparła się na ramionach i zamknęła oczy. Miałem ją w swoim całkowitym posiadaniu. Była taka delikatna, tak bardzo krucha i tak całkowicie mi oddana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz